Po dwóch nieudanych ślubach pora zmienić nieco anturaż i zaprosić całą wieś na chrzest. Hotel w Serocku zmieniamy więc na wiejską restaurację Tropical, powraca nie tylko Andrzej w osobie Marcina Dorocińskiego, ale również reżyser pierwszej części Kuba Michalczuk. I poza dwustoma żartami na godzinę zaczyna być gorzko, ale to chyba najwyższy czas, żeby wyjść przeciwko kabaretowi i na stare lata odrobinę dojrzeć.
Całość zaczyna się bliźniaczo do pierwszej części – mastershota, gdzie tym razem to Tadek z Wandą biegają wte i wewte zakłopotani, czy wyjdzie im tradycyjny obiad przed chrztem, co na polskie oznacza „pokazówkę przed całą wsią”. Do sanktuarium polskiego kiczu przybywa Małgorzata z przyjaciółką-psychiatrką, wyczulona na prowincję wielkomiejska ateistka, święcie przekonana, że to pierwsze urodziny wnuka po półtora roku jego życia. Wreszcie do naszej ekipy dojeżdża Andrzej, dalej tak samo przystojny, szarmancki i przyciągający oko oraz tak podstępnie dojrzały, z pełnym magazynkiem życiowych mądrości dzięki ustatkowaniu się z 24-letnią pół-Wietnamką, pół-Amerykanką. Wszystko to idealny przepis na odbicie się czkawką, nie tylko po wypitych hektolitrach bimbru domowej roboty.
Chrzciny od zawsze konsolidowały sacrum religii ze sferą profanum pod postacią spotkania towarzyskiego. Liturgia dwudniowych obchodów miała być idealnym rytuałem wprowadzenia dziecka do rodziny, a stała się groteskowym widowiskiem wzajemnych pretensji. Nie bez powodu wnuka naszego kwartetu twórcy tak szybko pozbywają się z kadru. Późna godzina dla niemowlaka, ale wczesna na docinki, więc show must go on, wtrącając anglicyzm niczym właściciel przybytku Tropical. Najmocniej kruchość zacisza domowego obrazuje posadzenie w jednym pomieszczeniu zwaśnionych rodów. Z jednej strony warszafka, pseudointeligencja oraz liberalizm, z drugiej zaścianek zachłyśnięty tradycją i obawą, że dziecko bez chrztu będzie nazwane żydem. I choć momentami grozi to zapętleniem się w spirali tych samych bon motów, one-linerów czy wyeksploatowaniu jednego tematu jak np. kwestii religii, to twórcy zawsze zgrabnie uciekają, rzucając jeszcze na odchodne żart składający na łopatki, jak np. ten z Chopinem i byłym partnerem Małgorzaty, którego grał Eryk Kulm Jr… odtwórca roli najsłynniejszego polskiego kompozytora w superprodukcji Chopin, Chopin.
Gdy początek serii gonił za hiperbolizacją naszych narodowych przywar, w drugiej postawiono akcent głównie na nieśmiesznych gagach o związkach międzypokoleniowych, tak najnowszą część można opisać czterema wersami inspirowanymi refrenem jednej z piosenek Pezeta: Zrobiło się nostalgicznie/Wszyscy chcieli kolorowo i ślicznie/Ale sentymenty nagle wpadły na imprezę/Bo minęło trochę lat i napił się teść z teściem. Motorem napędowym produkcji Michalczuka jest właśnie moc wszelkich podsumowań, nie tylko tych na polu związkowym, ale przede wszystkim indywidualnym. Opadają maski, dochodzi do szczerych rozmów (niepozbawionych też nutki żartu i ironii) i okazuje się, że paradoksalnie na lekkość i młodość ducha najlepszym lekiem staje się jego dojrzenie.
Ten refleksyjny etap filmu to nie jednorazowy wybryk, ale spoglądając szerzej to tendencja we współczesnej polskiej komedii. The Office PL, 1670, Wujek Foliarz, a nawet premierowe odcinki nowego sezonu Rodzinki.pl, pokazują, że poza groteską oraz humorem sytuacyjnym warto stawiać na moment przemyśleń i nowe porządki: rodzinne, małżeńskie czy pracownicze. W Teściach 3 chwile pełne zadumy i autentyczne pogaduchy wybrzmiewają mocniej głównie dzięki hipnotyzującej parze Dorociński-Woronowicz. Ich męskie dyskusje, zakrapiane podlaskim trunkiem, w pewnym momencie osiągają poziom debat, jakie często na imprezach odbywają się w kuchni. Jednak, tyle ile bohaterowie wleją w siebie bimbru, tyle wyleje się charyzmy z ekranu, co sprawia, że każda ich interakcja czaruje widownię. Trudno obecnie znaleźć lepszy duet komediowy w polskim kinie.
Diagnoza współczesnej polskości? Eksploracja naszych przywar? Obserwacja ludzi w specyficznym stanie natury? Któregokolwiek pytania byśmy nie wybrali, to Kuba Michalczuk ze scenarzystą Markiem Modzelewskim szybko dostarczyłby kilka błyskotliwych odpowiedzi ustami naszego kwartetu. Trzecia część Teściów to przede wszystkim powrót na właściwe tory po dwójce, gdzie kabaret niefortunnych żartów przyćmił próbę uchwycenia stanu ducha randkujących i eksplorujących swoją sferę seksualną pięćdziesięciolatków. To też kolejne utwierdzenie w przekonaniu, że seria o czwórce millenialsów wyciągnęła więcej twórczych wniosków o naszym społeczeństwie niż Wojciech Smarzowski przez całą swoją filmografię. I chciałoby się rzec, że liczę na szybki powrót ukochanych bohaterów, Z drugiej strony ta odsłona idealnie wieńczyłaby serię. A jeszcze spoglądając z trzeciej – jak mieliśmy chrzest, to twórcy pewnie nie zaprzepaszczą okazji i zapewne spotkamy się z rodzinami Wilków i Chrapków na pogrzebie oraz stypie, nawet mam podejrzenie kogo. Jedyne czego można życzyć, to pójście pod prąd dewizy polskiego kina „wszystko co dobre, trzeba wydoić do ostatniego grosza” i zejście ze sceny niepokonanym, choć z jednym posłaniem na deski, o którym niedługo nie będzie się pamiętać.
P.S nie zapomnijcie o zanuceniu – mana mana do do do do do, mana mana do do do do, mana mana do do do do do do do do do do do do
Teściowie 3
Rok: 2025
Kraj produkcji:Polska
Reżyseria: Kuba Michalczuk
Występują: Adam Woronowicz, Marcin Dorociński, Maja Ostaszewska, Izabela Kuna i inni
Dystrybucja: Warner Bros. Discovery
Ocena: 3,5/5