Niebo nad Berlinem – recenzja filmu „Światło” – Tydzień Filmu Niemieckiego 2026

Światło z programu Tygodnia Filmu Niemieckiego można odczytać jako diagnozę ponowoczesności, w której człowiek staje się węzłem w sieci kryzysów i narracji. Tom Tykwer traktuje Berlin jak laboratorium, badając prywatne traumy i globalne napięcia mieszające się w jednym, pękającym w szwach naczyniu.

Tykwer zawsze był podatny na pop-metafizykę. Od głośnego Biegnij, Lola biegnij (pokazywanego także podczas Tygodnia Filmu Niemieckiego), przez kameralne Niebo po epickie projekty realizowane z siostrami Wachowski (Atlas chmur, serial Sense8), niemiecki reżyser konsekwentnie badał kondycję zagubionych społeczeństw w trakcie konstruowania nowej, XXI-wiecznej rzeczywistości. Degrengolada idei napędzających poprzednie dekady, prześwitująca spod odrapanego lakieru kapitalizmu nierówności, a także tańczące ramię w ramię kataklizmy globalnej wioski aż prosiły się o komentarz X Muzy. Tykwer jako przedstawiciel pokolenia twórców urodzonych w latach 60. nie tylko doświadczył „upadku komuny”, lecz także gorzko skonfrontował się z obliczem świata po 1989 roku. Nowa wspaniała rzeczywistość przyniosła destabilizację w Afryce, na Bałkanach i Bliskim Wschodzie, kolejne kryzysy finansowe, mutujące formy terroryzmu i neoliberalnego imperializmu oraz powracające widmo nacjonalizmu. Z tej kumulacji zjawisk wyłonił się kryzys tożsamości – szczególnie dotkliwy dla sytych zachodnich Europejczyków – który stał się centralnym tematem twórczości Tykwera.

W najnowszym dziele filmowiec urodzony w Wuppertalu kontynuuje swoje poszukiwania sensu. Mające premierę na zeszłorocznym Berlinale Światło jest dokładnie tym, co interesuje w kinie Tykwera: garścią późnego Kieślowskiego, domieszką wczesnego Iñárritu, przyprawionym newage’owymi dyrdymałami o przenikających się żywotach, wszystko zalukrowane postmodernistycznymi zabiegami. Cel reżysera jest prosty: wybić z rytmu, dokręcić popkulturową śrubę, po drodze wycisnąć jak mokrą gąbkę każdy moment ekranowego patosu, społecznego napięcia i kulturowego zacietrzewienia. Autor Pachnidła w niemal trzygodzinnym metrażu zderza z lubością kolejne niepasujące do siebie elementy i porządki. W 2025 (i w nowym roku nic się w tej kwestii nie zmieniło) nikogo zresztą nie szokuje pożenienie głównego wątku berlińskiej rodziny w kryzysie z losem imigrantki oraz szeregiem filmowych konwencji od wykrzyczanego dramatu społecznego przez musical w stylu La La Landu do taktów niemieckiego rapu i Bohemian Rhapsody aż po animację i gry VR.

Berlin naszych niespokojnych czasów: wiecznie siąpiący deszcz testuje fasady zarówno monumentalnego Berliner Dom, prefabrykowanych bloków Plattenbau z ery Honeckera, jak i postindustrialnych loftów kampusów biurowych. Tykwer bez wahania wprowadza tu metaforę: wszyscy ludzie mokną razem pod globalnym niebem, każdego dotyczą obecne kryzysy. Laboratoryjnymi obiektami są w tej historii członkowie patchworkowej rodziny Engelsów. Głowa rodziny, Tim (Lars Eidinger), zapalony cyklista i szycha branży reklamowej, w pracy cynicznie wykorzystuje wieloetniczność i ekologiczne treści dla korzyści światowych koncernów, w domowym zaciszu natomiast, nie zważając na resztę familii, zgłębia tajniki naturyzmu. Jego żona, niezależna i zatroskana losami planety Milena (Nicolette Krebitz) próbuje ratować całą Afrykę przed chciwymi deweloperami. Ich dzieci, Jon i Frieda, realizują własne wizje adolescencji: on wszystkie wolne chwile spędza w wirtualnej rzeczywistości, walcząc z rówieśnikami w niekończących się bataliach online, ona zaś angażuje się w ruch Ostatniego Pokolenia tudzież próbuje z innymi aktywistami dragów w klubach techno. Ostatnim i najmłodszym członkiem rodziny jest Dio, owoc romansu Mileny z jednym z afrykańskich imigrantów. Chłopiec jest zafiksowany na punkcie szlagieru Queen, który non stop podśpiewuje i jako jedyny spogląda jeszcze na otaczający świat z nadzieją. Engelsi są, jak orzeka rezolutnie Frieda, klasyczną niemiecką dysfunkcyjną rodziną, którą na samo dno ściąga teraz nagła śmierć Mai, ich polskiej gosposi.

Jak trwoga, to do Boga, ale jak on zajęty mocowaniem się z diabłem, to tamten babę pośle. Zaradność i przewodnictwo w tych niejasnych czasach przejmuje zatem kobieta, syryjska imigrantka imieniem Farrah (Tala Al-Deen), w ojczyźnie ceniona lekarka z Aleppo, która uciekła wraz z mężem i dziećmi przed reżimem Asadów. Wojna domowa, głód, kryzys humanitarny i dodatkowo traumatyzująca przeprawa przez morze do Europy uczyniły z niej osobę dostrzegającą problemy bliźnich, zdolną teraz leczyć już nie tylko ciała, ale też dusze. Kapłanka czyni cuda z pomocą… światła stroboskopu, wywołując w lokalnych zgubach potrzebę zmian i wspólnotowości. Farrah, zatrudniona przez Engelsów jako pomoc domowa, zaczyna szybko pełnić w ich życiu dużo ważniejsze miejsce niż poprzednie gosposie. Niczym w Teoremacie nieznajoma wpływa na przedstawicieli społeczeństwa nadmiaru.

Tykwer pokazuje, że w świecie przeładowanym bodźcami i narracjami empatia nie przychodzi sama, tylko musi zostać wywołana jak reakcja w laboratorium. Światło zostawia więc pytanie o to, czy w ponowoczesności da się jeszcze zbudować pomost między obcymi ludźmi, skoro nawet rodzina staje się obecnie zbiorem oddzielnych wysp.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk

Światło


Tytuł oryginalny:
Das Licht

Rok: 2025

Kraj produkcji: Niemcy

Reżyseria: Tom Tykwer

Występują: Nicolette Krebitz, Lars Eidinger, Tala Al-Deen i inni