Fargo w ogniu – recenzja filmu „Suburbicon”

Fargo w ogniu – recenzja filmu „Suburbicon”

Ideał męskiego piękna według badań bliżej nieokreślonych amerykańskich naukowców, George Clooney, postanowił po raz kolejny stanąć za kamerą, tym razem wyciągając z szuflady bardzo stary, niezrealizowany materiał mistrzów komediodramatu i westernu – braci Coen. Czy współpraca z najbardziej znaną parą scenarzystów na świecie przyniosła Clooneyowi odkupienie po okropnych Obrońcach Skarbów?

Film zabiera nas na idylliczne, wręcz utopijne amerykańskie przedmieście w latach 50. Jak informuje utrzymany w stylistyce gier z serii Fallout wstęp, wszystko jest tu: amerykańskie, sielskie, bezpieczne i białe. I tu, tak jak w Falloucie, musiała wybuchnąć wojna atomowa, byśmy przekonali się, że tak naprawdę apokalipsa i zło jest w nas. Tutejszym ekwiwalentem wojny atomowej jest wprowadzenie się pierwszej czarnej rodziny do miasteczka, a prawdziwa, i całkowicie niezwiązana z bombą, apokalipsa ma miejsce w domu obok. W małym, uroczym domostwie zamieszkałym przez grubego Matta Damona, jego sparaliżowaną żonę, ich uroczego (i świetnie zagranego) synka, oraz, wcielającą się w postępową szwagierkę Damona, Julianne Moore.

Umówmy się, wszyscy kochamy Fargo, zarówno klasyczny film braci Coen, jak i emitowany aktualnie serial, są cudowne, kochane, a ten, kto ich nie widział ten trąba. Dlatego trudno mówić, by Suburbicon był produkcją złą w odbiorze, jest to w istocie bardzo skondensowana historia mogąca być na przykład odrzuconym pomysłem na czwarty sezon serialu. Mamy tu wszystkie potrzebne elementy: prostych, szarych ludzi z sielskiej amerykańskiej prowincji, których jeden grzech napędził spiralę zła, dużo humoru, jeszcze więcej fikuśnej przemocy i pozytywne zakończenie, w którym naiwne dobro triumfuje nad zimnym złem.

Niestety, nie bez przyczyny nazwałem ten scenariusz odrzuconym, gdyż nie jest to dobry skrypt. Trudno stwierdzić, w jakim stopniu to wina braci Coen, a w jakim stopniu przerabiającego i dostosowującego ich pracę do swojej wizji Clooneya, ale skrypt filmu popełnia dwa podstawowe błędy. Po pierwsze jest do bólu wręcz przewidywalny. Po około 10 minutach większość widzów jest w stanie, z mniejszą lub większą dokładnością, opowiedzieć całą intrygę, a następstwo kolejnych scen, a także ich pointy, praktycznie nigdy nie zaskakują. Po części powoduje to, że w pierwszych 40 minutach film jest koszmarnie usypiający. Zarówno obserwując salę kinową, jak i konfrontując swoje własne odczucia ze znajomymi, większość z nas przyznawała, że w pierwszym akcie filmu walczyła, aby nie usnąć. Potem akcja przyśpiesza, ale pewien niesmak pozostaje.

Drugim i prawdopodobnie gorszym grzechem scenariusza jest to, że jest on koszmarnie wręcz niespójny. Bardzo dużo czasu antenowego poświęcane jest wątkowi czarnej rodziny, aktom nienawiści rasowej, jakby żywcem wyjętych z Missisipi w ogniu Alana Parkera, zebraniom rady miasta na ich temat, programom telewizyjnym i sondom ulicznym. O ile same sceny są często używane jako narracyjny kontrapunkt albo nachalna metafora „zło jest w nas, a szukamy go w innych”, to niestety trudno się oprzeć wrażeniu, że reżyser usilnie nas informuje o rewolucyjnym fakcie, że rasizm jest zły. Wątek ten nie prowadzi do niczego konkretnego i jego zdecydowane przesunięcie na drugi plan mogłoby tylko pomóc produkcji.

Trudno zaprzeczyć, że zakończenie współpracy z Grantem Heslovem niezbyt wiele zmieniło w twórczości George’a Clooneya, zamiast boleśnie poprawnych i kompletnie niezapamiętywalnych „okay filmów” dostajemy dość poprawny i kompletnie niezapamiętywalny, nierówny acz zabawny, film ze świetną sceną finałową.

Podsumowując: Clooney znów zawiódł, a Coenowie udowodnili, jak wielki postęp twórczy poczynili przez ostatnie trzy dekady. Jeśli ich celem było sprawienie, byśmy bardziej docenili Ave, Cezar!, to udało się to w całej rozciągłości. A Wam polecam obejrzenie serialu Fargo i poczekanie, aż Suburbicon wejdzie do oferty któregoś z serwisów VOD.

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Suburbicon poster

Suburbicon

Rok: 2017

Gatunek: czarna komedia

Kraj produkcji: USA

Reżyseria: George Clooney

Występują: Matt Damon, Julianne Moore, Oscar Isaac i inni

Dystrybucja: Monolith Films

Ocena: 2/5