Ślady na śniegu – recenzja filmu „Strach” – Tallinn Black Nights

Ślady na śniegu – recenzja filmu „Strach” – Tallinn Black Nights

Czy o uprzedzeniach mieszkańców prowincji można opowiadać w sposób uczciwy, spędzając całe życie w dużym mieście? Bułgar Iwajło Hristow w filmie „Strach”, który wygrał tegoroczną edycję Festiwalu Filmowego Tallinn Black Nights, udowadnia, że tak. Zapraszamy do naszej recenzji festiwalowej!

W całej Europie od kilku lat trwa kryzys uchodźczy, nawet jeśli temat w erze covidu przygasł znacząco w polskich mediach, to tuż przy tureckiej granicy sprawa wygląda całkowicie inaczej. Tutaj strach przed nieznanym wchodzi w synergię z ekonomiczną zapaścią i chociaż stała obecność mediów sprawia, że politycy i lokalni liderzy pozują na pomocnych i tolerancyjnych, to jest to tylko poza. Zwłaszcza, że trwa właśnie zima, brak więc pracy przy gospodarce, a i dłuższe noce więcej skryć mogą.

Gdyby to był amerykański film, w głównej roli wystąpiłaby Frances McDormand. Swieta, owdowiała i od niedawna bezrobotna nauczycielka po pięćdziesiątce, mieszkająca w domu na uboczu wioski, obdarzona ciętym językiem i obciążona nieprzepracowaną żałobą. Można by ją z łatwością postawić na tej samej półce co tytułową bohaterkę serialu Olive Kitteridge czy Mildred Hayes z Trzech bilboardów za Ebbing, Missouri, czyli postaci, które w ostatnich latach ustanowiły nowy wizerunek tej aktorki i przyniosły jej najważniejsze telewizyjne i kinowe laury. Tak samo jak bohaterki McDormand, Swieta (rewelacyjnie sportretowana przez Swietłanę Janczewą), chociaż teoretycznie stanowi po prostu część wiejskiej społeczności, plotkuje i żartuje tak z kumami jak i żołnierzami z pobliskiego przygranicznego garnizonu, to dzieli ją od nich wyraźna bariera niezrozumienia. Zwłaszcza jeśli ta usilnie odrzuca wszelkie zaloty, m.in. lokalnego biznesmena oraz żołnierzy, a nawet, by związać koniec z końcem, poluje w pobliskich lasach.

Podczas jednego z takich polowań spełniają się rasistowskie żarty rzucane przez wojaków, gdyż na leśnej ścieżynce zamiast zająca Swieta znajduje Bambę, elegancko ubranego lekarza z Mali, który po utracie całej rodziny w wojnie domowej wyruszył szukać lepszej przyszłości w Niemczech. Początkowo Swieta usiłuje oddać go w ręce lokalnych władz, ale te, zajęte medialną sprawą grupy syryjskich uchodźców, ignorują naszych bohaterów. Ci zatem zostają sami ze sobą, co owocuje, dość wyeksploatowanym, ale wciąż sprawdzającym się, schematem znajdowania porozumienia i miłości mimo tego, że „wszystko ich dzieli”.

Takie podsumowanie Strachu byłoby jednak nieuczciwe i krzywdzące. Iwajło Hristow na świeczniku bułgarskiej kultury jest już od czterech dekad, najpierw jako aktor i reżyser teatralny, następnie od lat 90. jako filmoznawca i wykładowca akademicki. Zatem, gdy w 2003 roku przystępował do realizacji swojego fabularnego debiutu miał już za sobą wszechstronne doświadczenia i wiedzę tak teoretyczną jak i praktyczną. Chociaż uznanie w Bułgarii miał zapewnione, to na międzynarodową rozpoznawalność musiał trochę poczekać. Nadeszła ona w 2015 roku wraz z premierą Przegranych. Rozpięte między farsą a poważnym dramatem coming of age przez wielu uznawane jest za najlepszy bułgarski film XXI wieku. Wygrało też Złotego Świętego Jerzego na MFF w Moskwie (a także nagrody publiczności, krytyków i federacji klubów filmowych). W Polsce było pokazywane na Warszawskim Festiwalu Filmowym. Film możecie leganie wypożyczyć w serwisie Spamflix (TUTAJ).

„Przegrani” stanowią bardzo dobry punkt odniesienia do mówienia o Strachu, gdyż najnowszy film Hristowa w dość jasny sposób stanowi rozwinięcie koncepcji zaprezentowanych już tam. Ponownie zatem akcja dzieje się z dala od blichtru Sofii, główni bohaterowie mają takie same imiona jak aktorzy się w nich wcielający, a scenariusz, chociaż przepełniony humorem, dotyka bardzo poważnych i trudnych tematów. Bo tak jak już wspomniałem, Strach stanowi pewną hybrydę schematycznego kina hollywoodzkiego z dość kuriozalną i symboliczną komedią w duchu europejskiego arthouse’u i kinem społecznie zaangażowanym. Bliżej niż do narzucającej się przy lekturze opisu fabuły Małgorzaty Szumowskiej jest„Strachowi do takich tytułów jak izraelski Foxtrot (NASZA RECENZJA) (co ciekawe tu też pojawia się wielbłąd) czy nawet kina Emira Kusturicy cierpiącego na zaburzenia depresyjne, chociaż najsilniejszym skojarzeniem tonalnym wydaje mi się argentyński kandydat do Oscara sprzed kilku lat, paranoidalny komediowy thriller Honorowy obywatel.

Strach jest także przepiękny wizualnie. Te wszystkie drogi, po których nikt prawie nie chodzi, na ziemi, co zawsze pod wodą lub śniegiem, sfilmowane w czerni i bieli wyglądają magnetycznie. Jest to tym bardziej godne uwagi, że operator Emil Hristow odpowiadał także za Przegranych, których bez powodu monochromatyczne zdjęcia z dość nieudanym balansem kolorów były zdecydowanie największą wadą. 

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Strach

Tytuł oryginalny: „Strah”

Rok: 2020

Gatunek: czarna komedia, polityczny, obyczajowy

Kraj produkcji: Bułgaria

Reżyseria: Iwajło Hristow

Występują: Swietłana Janczewa, Michael Flemming, Iwan Sawow i inni

Ocena: 3,5/5