Przed paroma laty, podczas Nowych Horyzontów, furorę robił fragment Broad Peak z Ireneuszem Czopem, gdzie padało kluczowe zdanie, później obracane w żart: „nie ma nic przyjemnego w powolnym umieraniu”. Po pokazie filmu Hamaguchiego mam wrażenie, że Japończyk obejrzał teaser do obrazu Leszka Dawida i próbował znaleźć receptę na spokojne odchodzenie ze świata.
Rzucę na początku oczywistym bon motem, że przypadek potrafi zmienić życie. Doświadcza tego Marie-Lou (Virginie Efira), dyrektorka prywatnego domu opieki na przedmieściach Paryża. Jej plan dnia wypełnia głównie praca – nie ma życia prywatnego, męża, przyjaciół znalazła wśród personelu, a zaniedbanie odpowiedniego poziomu snu usprawiedliwia losem pacjentów. Perspektywa zmienia się na skutek poznania Mari (Tao Okamoto), uznanej reżyserki i scenarzystki teatralnej. Ich konwersacja, zapoczątkowana bezpośrednio po jednym ze spektakli, zmienia się w całonocną dyskusję, a z czasem w budowanie silnej więzi, będącej trzonem najnowszego obrazu Japończyka.
Bezpośrednią inspiracją do stworzenia Soudain była korespondencja między filozofką Makiko Miyano, zmagającą się wówczas z rakiem piersi, i antropolożką Maho Isono. Kobiety wspólnie wydały listy w formie książki, a tragiczną historię publikacji dopełniła śmierć Miyano zaledwie kilka dni po napisaniu przedmowy. Japoński reżyser wspomniał, że był głęboko poruszony, czytając korespondencję między kobietami. Przeniesienie miejsca opowieści z Tokio na terytorium Francji wynika z poetyki Hamaguchiego, który wielokrotnie podkreślał, że francuska tradycja filmowa stanowi element jego autorskiej wizji świata. Ten subtelny wpływ widać w formie erudycyjnych dyskusji inspirowanych twórczością Érica Rohmera, a także w narracji filmowej odzwierciedlającej ludzkie doświadczenia, zbliżonej do bressonowskiej ascezy.
Hamaguchi doskonale rozumie, że drastyczne obrazy fizycznego cierpienia nie sprawią, iż prawda o odchodzeniu zyska na ekranie większą siłę emocjonalnego wyrazu. Historię o powolnym umieraniu opowiedział w formie czułych rejestrów obecności w ważnych chwilach dla bohaterek. A konwersacje krążące wokół przeszłości, krytyki współczesnego kapitalizmu czy teatru, choć błahe i zakorzenione w codzienności, wzajemnym poznawaniu się i ścieraniu poglądów, w obliczu nadchodzącej tragedii nabierają głębi – bo mogą być zawsze tymi ostatnimi. Tłem do nich jest ascetyczna ścieżka dźwiękowa Samuela Andreyeva, Ledwo słyszalna, gdy jednak się pojawia, pozostawia przestrzeń dla ciszy między zdaniami.
Japończyk nie przyspiesza biegu wydarzeń, pozwala celebrować każde słowo, gest czy spojrzenie, przenosząc na kinowy ekran humanitarną metodę opieki znaną jako humanitude. Tak jak wykwalifikowani opiekunowie cierpliwie budują pełen ciepła kontakt z chorym, przemawiając do niego cicho i nieprzerwanie, tak reżyser posługuje się rozbudowanymi scenami dialogów, niespiesznymi ujęciami współpracy pacjentów z opiekunami oraz dwujęzycznymi konwersacjami. Soudain ma w sobie wiele z dokumentu. Zdjęcia realizowane były w prawdziwym ośrodku z udziałem naturszczyków oraz przy użyciu światła dziennego. Kamera staje się tu też dyskretnym obserwatorem, który z czułością rejestruje zmarszczki na twarzach starców, szorstkość szpitalnych murów i bladość jesiennego słońca.
Długi monolog Mari posłużył jako punkt wyjścia do szerszej analizy współczesnych bolączek kapitalizmu. W perspektywie reżysera, opowiadającego przez pryzmat wyżej przytoczonej metody humanitude, świat wydaje się zorganizowany wbrew potrzebie empatii wobec osób starszych. Wymusza szybkie rozwiązania, bezduszną skuteczność oraz drastyczną redukcję kosztów operacyjnych na rzecz zysku. Pensjonariuszka domu opieki, która potrzebuje czterdziestu minut rozmowy i bliskości, zanim zgodzi się na spożycie posiłku, w oczach systemu staje się naturalnym wrogiem rentowności i efektywności. Główna bohaterka nie może pozwolić sobie na sen, gdyż jakikolwiek wypadek w trakcie jej niedyspozycji groziłby zarzutami prawnymi oraz stratami finansowymi.
Antagonistą w myśli Hamaguchiego nigdy nie jest konkretny człowiek, lecz logika nowoczesności, w której brakuje przestrzeni na podanie dłoni i przekonywanie starszej kobiety do zjedzenia obiadu przez czterdzieści cennych, uciekających minut, co obnaża duchowe ubóstwo naszych czasów. Jedno z poprzednich dzieł Japończyka, Zła nie ma [NASZA RECENZJA], opowiadało o odkryciu górskiej społeczności, że ich harmonijny ekosystem jest zagrożony przez firmę turystyczną.
Najnowszy projekt japońskiego reżysera to trwająca ponad trzy godziny głęboka medytacja nad istotą ludzkiej bliskości, śmiertelnością oraz kruchymi więzami. Choć długi metraż mógłby zapowiadać widowisko o epickim rozmachu, największa siła tego dzieła tkwi w jego ujmującym minimalizmie, prostocie środków wyrazu oraz przepełnionym miłością spojrzeniu na losy bohaterek, starszych pacjentów i personelu ośrodka. Każdy z nas, bez wyjątku, zasługuje na swoje własne, intymne doświadczenie humanitude: na łagodne odejście w otoczeniu bliskości, bez piętna samotności i smutku.
All of the Sudden
Tytuł oryginalny: Soudain
Rok: 2026
Kraj produkcji: Belgia, Francja, Japonia, Niemcy
Reżyseria: Ryûsuke Hamaguchi
Występują: Virginie Efira, Tao Okamoto, Kyōzō Nagatsuka i inni
Dystrybucja: Aurora Films
Ocena: 4/5