Będzie, co ma być –  recenzja filmu „Śmierć niewinności i grzech nieistnienia” –  Nowe Horyzonty

Będzie, co ma być – recenzja filmu „Śmierć niewinności i grzech nieistnienia” – Nowe Horyzonty

Urodzony w Stanach, półargentyńczyk-półlibańczyk. Czy to się nie nazywa Obywatel Świata? Dodajmy, że chociaż wychował się w Libanie – to nie w Bejrucie, a w portowym miasteczku Al-Batrun na północy kraju. Tam też George Peter Barbari zrealizował swój pierwszy pełny metraż – paradoksalny, prowokacyjny, zabawny i zmuszający do refleksji. Śmierć niewinności i grzech nieistnienia pokazywane w konkursie głównym tegorocznego festiwalu Nowe Horyzonty to pozycja obowiązkowa dla każdego fana kina.

Jak już zostało powiedziane – Śmierć niewinności i grzech nieistnienia to dzieło pełne paradoksów. Za niezwykle poetyckim i metaforycznym tytułem kryje się niezwykle prosta, by nie powiedzieć prostacka obietnica fabularna – oto czterech nieśmiałych nastolatków wybiera się pewnego letniego dnia do domu publicznego, by tam wreszcie stracić dziewictwo i stać się „w pełni dorosłymi”. Niech nikogo jednak nie zwiedzie to, jak brzmi ten opis, mogący przywieść na myśl amerykańskie collegowe komedie spod znaku American Pie. W libańskim obrazie ta przesłanka stanowi jedynie punkt wyjścia do czegoś dużo większego i ambitniejszego.

Podobnie jak w pokazywanym na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Rotterdamie innym filmie z tego kraju – Agate Mousse (NASZA RELACJA) tu też reżyser chce przedstawić w zwięzłym i niezbyt długim metrażu (film trwa 86 minut) kondycję, przekrój i emocje współczesnego społeczeństwa swojej ojczyzny. Wydaje się, że u progu trzeciej dekady XXI wieku całe pokolenie Libańczyków staje przed ogromem dylematów co do własnej przyszłości. Czy lepsza dla dwudziesto- i trzydziestolatków jest tułaczka emigracyjna po Francji i Kanadzie, czy pozostanie w ojczyźnie, która jednak nie oferuje żadnej nadziei? Bardzo depresyjny obraz beznadziejności tego wyboru przedstawił w pokazywanym w Cannes The Sea Ahead Ely Dagher. Barbari, zamiast mówić „nie ważne co wybierzesz i tak będzie źle”, decyduje się sięgnąć po kalwińską predestynację. Objawia się ona w zastosowaniu niezwykle interesującego zabiegu: każda z postaci pojawiających się na ekranie otrzymuje czas na przedstawienie całego swojego życia po akcji filmu, aż do śmierci. To dość proste, a przy tym bardzo nieoczywiste rozwiązanie wspaniale się sprawdza, bo pokazuje przypadkowość naszej egzystencji, to jak wzajemnie siebie samych nie znamy i niemożliwość przewidzenia dalszych losów innego człowieka. A w szerszym kontekście ściąga z pokolenia brzemię decyzji niemożliwych – bo będzie i tak to, co ma być.

Pochwała należy się także stronie wizualnej, za którą odpowiada  Karim Ghorayeb, czyli ten sam człowiek, który filmował Agate Mousse, a debiutował w 2013 roku dystrybuowanym w Polsce i dostępnym na Netflixie Aniołem Amina Dory. Antyczne portowe miasteczko prześwietlone promieniami letniego słońca skontrastowane jest z ciasnymi i dusznymi pomieszczeniami motelu i domów rodzinnych. Jednocześnie bardzo często otrzymujemy zbliżenia na twarze, na oczy, poprzez które możemy zajrzeć dusze bohaterów.

Śmierć niewinności i grzech nieistnienia to także opowieść o męskości, to pytanie czym ona jest w obecnym świecie. Jakie oczekiwania narzuca na młodych mężczyzn społeczeństwo, a jakie oni sami na siebie. To ballada o utracie niewinności, o wiecznej pokusie ucieczki do dorosłości, wyrwania się z okowów dziecięctwa. To smutna komedia, fabularny esej, melancholijne coming-of-age z nostalgią myślące o tym co dopiero nadejdzie. To jeden z najwspanialszych filmów roku.

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Śmierć niewinności i grzech nieistnienia plakat

Śmierć niewinności i grzech nieistnienia

Tytuł oryginalny: Death of a Virgin and the Sin of Not Living

Rok: 2021

Gatunek: komediodramat

Kraj produkcji: Liban

Reżyseria: George Peter Barbari

Występują: Etienne Assal, Adnan Khabbaz, Jean Paul Franjieh i inni

Ocena: 4/5