Siostrzeństwo – recenzja filmu “Silent twins” – Nowe Horyzonty

Agnieszka Smoczyńska, reżyserka wywrotowych Córek Dancingu i gęstej Fugi, na tegorocznym festiwalu w Cannes zaprezentowała swój anglojęzyczny debiut, Silent Twins. Obraz poświęcony opartej na faktach historii bliźniaczek Gibbons stanowi studium toksycznej relacji, która jedną ręką dawała zupełnie urojony, ale jednak pełny wzajemnego zrozumienia świat, drugą powoli i konsekwentnie odbierała wolność. Niebezpieczny przeplot rzeczywistości z fikcją, będący stałym elementem ich życia, mógł posłużyć jako wnikliwa analiza psychologiczna, ugrzązł jednak na poziomie bezpiecznej, wygodnej i miłej dla oka formy.

Polska reżyserka nie jest pierwszą osobą zafascynowaną przypadkiem sióstr. W 1986 Marjorie Wallace, po serii reportaży w The Sunday Times, wydała książkę Silent Twins – i to właśnie ta pozycja stanowiła materiał wyjściowy do pracy Smoczyńskiej. W tym samym roku BBC2 wyemitowało film telewizyjny pod identycznym tytułem, a w 1994 stacja BBC1 wyświetliła dokument Inside Story Silent Twin – Without My Shadow. Na podstawie książki Wallace w 2011 wystawiono także sztukę Bez słowa.

Fenomen June (Letitia Wright) i Jennifer (Tamara Lawrance) Gibbons polegał na ich alienacji względem świata zewnętrznego, także wobec najbliższej rodziny, przy jednoczesnym stworzeniu wzajemnej więzi, na której oparły całe swoje funkcjonowanie. Zredukowanie interakcyjności wyłącznie do drugiego człowieka w tak wczesnym wieku przełożyło się na dalsze życie, przede wszystkim społeczne, uniemożliwiając pełnię rozwoju i spychając coraz głębiej w rejony psychicznych dysfunkcji. Na świat przyszły 11 kwietnia 1963 roku. Ich rodzice, Gloria i Aubrey należeli do tzw. pokolenia Windrush – taniej, powojennej siły roboczej sprowadzonej z byłych brytyjskich kolonii na Karaibach w latach 1948-1973. Bycie jedyną czarnoskórą rodziną w okolicy, doświadczającą rasistowskich zachowań ze strony lokalnej społeczności, również miało niemały wpływ na odcięcie od otoczenia. Nierozłączne były już od wczesnego dzieciństwa, a swoją odrębność manifestowały chociażby używaniem nieformalnego dialektu Bajan, charakterystycznego dla mieszkańców Barbadosu. W połowie lat 70. podjęto próbę ich rozdzielenia w celu wykształcenia w nich jakichkolwiek społecznych odruchów, jednak przyniosło to skutek odwrotny do zamierzonego. Po ponownym połączeniu symbioza przybrała na sile, a w głowach wspólnie zakiełkowały marzenia o karierze pisarskiej, które dla June skończyły się wydaniem docenionej książki Pepsi-Cola Addict (wycofanej ze sprzedaży i dostępnej jedynie w pięciu bibliotekach na świecie). Ciągła rywalizacja i popadanie w coraz większą odrębność od świata i przynależność do siebie doprowadziły do problemów z alkoholem, narkotykami i prawem. Po serii drobnych przestępstw trafiły do szpitala psychiatrycznego Broadmoor, gdzie spędziły 11 lat. Połowę ich biografii zamyka tajemnicza śmierć Jennifer mająca dać upragnioną wolność June.

Film Smoczyńskiej otwiera sekwencja nosząca w sobie duży ładunek narracyjnej obietnicy. Oto mające niewiele ponad 10 lat June i Jennifer siedzą przy domowej rozgłośni radiowej, prowadząc audycję. Błyskotliwy, dojrzały język, elokwencja, rozbrajający humor oraz umiejętność analizowania rzeczywistości budzą podziw. Ciepłe zdjęcia i przeostrzenia Jakuba Kijowskiego wprowadzają w baśniowy, niezmącony złem, dziecięcy świat. Z idyllicznego letargu wyrywa jedynie nagłe otwarcie drzwi przez matkę rzucające „światło” na ciemny, zimny pokój. To pierwsze minuty filmu, a już mamy konfrontację ubranej w piękne słowa fikcji z brudem rzeczywistości. Niepokój, który zasiewa ten zabieg, wykorzystujący dokładnie takie, a nie inne środki wyrazu, każe spodziewać się, niczym u Hitchcocka, wzrostu napięcia i trzymania widza za gardło przez cały seans. Kolejne sceny przynoszą jednak coś zgoła innego.

Destrukcyjny charakter omawianej relacji jest materiałem na surowy, psychologiczny dramat, który powinien nieprzyjemnie drapać nasze zazwyczaj grzecznie uczesane zwoje mózgowe. Jednak zamiast rozbierania psychiki na czynniki pierwsze, Smoczyńska funduje naskórkową, instagramową pocztówkę – formalnie zrealizowaną na najwyższym poziomie, w warstwie treściowej dryfującą po płytkich wodach. Dużo tu niewykorzystanych szans, przede wszystkim zaś braku twórczej odwagi do operowania ciekawszymi, choć może nie tak sprzyjającymi publiczności środkami wyrazu. Wyparcie przez wizualną przystępność chropowatości i psychologicznego brudu życia June i Jennifer odbiera możliwość obcowania z prawdziwym kinem, które ze sprzyjaniem widzowi ma przecież niewiele wspólnego. Nawet chwilowe przebłyski oddające pierwsze skrzypce rzeczywistości są zbyt wysterylizowane, a wręcz nadmiernie estetyczne, żeby budować miarodajny kontrast. Sama konstrukcja postaci zachowuje proporcje i rytm, w czym spora zasługa świetnych, wyważonych i pozbawionych manieryzmu kreacji Letitii Wright i Tamary Lawrance, aczkolwiek te role również tkwią bardziej na poziomie potencjału niż jego realizacji.

Przesyt formalizmem powoduje, że Silent Twins grzęźnie w przeciętności. Warstwa emocjonalna jest płaska, przez co redukuje więź z bohaterkami niemal do zera. Im dalej w las, tym powieki stają się cięższe, a na horyzoncie brak wolt, które pobudziłyby receptory do ich podniesienia. Wrażenia estetyczne karmią oczy, ale nie trzewia. Nie zostajemy z niczym, co dałoby nam możliwość interpretacji, analizy lub poznawczego spełnienia. Naskórkowość uwiera, bo chciałoby się tę historię poczuć, a nie jedynie podziwiać idealne skomponowane i pokolorowane kadry czy montażowe smaczki.

Agnieszka Pilacińska
Agnieszka Pilacińska

Silent Twins
Tytuł oryginalny:
The Silent Twins

Rok: 2022

Kraj produkcji: Polska, Wielka Brytania, USA

Reżyseria: Agnieszka Smoczyńska

Występują: Letitia Wright, Tamara Lawrance, Michael Smiley

Dystrybucja: Gutek Film

Ocena: 3/5

3/5