Pięć rekomendacji Marcina Prymasa – 26. Letnia Akademia Filmowa w Zwierzyńcu

Letnia Akademia Filmowa powraca, po raz pierwszy z oficjalnym patronatem medialnym Pełnej Sali. Od 10 do 17 sierpnia na malowniczym Roztoczu pokazane zostanie blisko 150 filmów, odbędą się także spotkania z gośćmi czy koncerty. To wszystko pod hasłem „W Twoim rytmie”. By ułatwić Wam rozeznanie w meandrach zwierzynieckiego programu, nasz wysłannik Marcin Prymas przygotował listę pięciu nieoczywistych filmów, których nie możecie przegapić.

Rekomendowanie canneńskich przebojów takich jak Sirat [NASZA RECENZJA] Olivera Laxe, Zmartwychwstanie Bi Gana [NASZA RECENZJA] czy nagrodzonego Złotą Palmą To był zwykły przypadek Jafara Panahiego [NASZA RECENZJA] mija się z celem. Każdy, kto zajrzał w program LAF, dobrze zdaje sobie sprawę, że seans Nocy i dnie [OPIS W PROJEKCIE: KLASYKA] na wielkim ekranie – jednego z największych arcydzieł polskiego kina – stanowi nie lada gratkę, a plenerowy pokaz oryginalnego Blair Witch Project w parku stanowi tak genialny pomysł, że aż dziw, czemu nie jest stosowany zawsze i wszędzie. Pomiędzy tymi gwiazdami selekcji kryją się jednak mniej oczywiste i rzucające się w oczy perły.

MEMORY LANE 🇳🇱, reż. Jelle de Jonge

Rokrocznie na łamach Pełnej Sali relacjonujemy oscarowe zgłoszenia narodowe w kategorii najlepszy film międzynarodowy. Rywalizacja, w której każda krajowa akademia filmowa wskazuje na swojego czempiona do swoistych kulturalnych igrzysk śmierci (i zaszczytu porażki z oczywistym faworytem, często wyłonionym jeszcze przed faktycznym startem sezonu), stanowi wyjątkową okazję na spojrzenie w filmowe nieoczywiste filmowe kierunki i odkrycia kompletnie przegapionych pereł. Przed rokiem jedną z nich było Memory Lane Jella de Jonga, o której pisałem: „Memory Lane stanowi perełkę kina środka i liczymy, że polskie festiwale lub dystrybutorzy jeszcze ją wykopią”. A na czym ów wyjątkowość polega? Na połączeniu bezpretensjonalności z nostalgią, a także mieszczańskiego humoru z rozważaniami na temat gentryfikacji i przemian Europy Zachodniej. Oto mamy parę staruszków (rewelacyjne kreacje Martina van Waardenberga i Leny Breederveld), kochających się, lecz świadomych, że koniec żywota bliższy im już niż lata młodzieńcze. Maartje coraz częściej zdarza się zgubić czy czegoś zapomnieć, co niepokoi ich znajomych, lecz kobieta mimo to pozostaje radosna i pełna energii. Inaczej niż kochający ją od pół wieku mąż Jaap – zgryźliwy tetryk z dobrym sercem. W przypływie ostatniej fali energii i woli życia para wyrusza swoim starutkim autem do Hiszpanii, gdzie przed laty rokrocznie spędzali lato i mieli licznych znajomych. Odchodzenie starej Europy zostaje tu zrymowane z coraz bardziej usilnym ignorowaniem przez Jaapa kolejnych objawów demencji miłości jego życia. W Memory Lane nie uświadczymy jednak tradycyjnego pakietu chłodu i lęków, a raczej ciepło i przypomnienie o konieczności korzystania z życia, póki mamy na to czas.

Memory Lane, reż. Jelle de Jonge

W PŁOMIENIACH 🇵🇰, reż. Zarrar Kahn

Narodowym kandydatem, aczkolwiek rok wcześniej, był również pakistański horror W płomieniach, reżyserski debiut Zarrara Kahna (zaiste z takimi danymi osobowymi można robić tylko horrory). Film osadzony został w rodzinnej miejscowości filmowca i stolicy kraju Karachi – dwunastym największym mieście świata z ponad dwudziestomilionową aglomeracją.  Obraz swoją światową premierę miał w Cannes, a następnie wygrał saudyjskie Red Sea i spotykał się z zachwytem krytyki oraz publiczności, gdzie tylko był pokazywany. Nie bez powodu – to świetnie zrealizowane psychologiczne kino grozy dekonstruujące patologiczną fuzję patriarchatu i prawa funkcjonującą w Pakistanie i szerzej krajach regionu. Dramat osnuty jest wokół Miriam, młodej kobiety, która po śmierci ojca zostaje razem ze swoją matką pozbawiona spadku i skazana na łaskę przemocowego i nieuczciwego wuja Nasira – w tej roli Adnan Shah Tipu, ekspert od ról czarnych charakterów, nazywany czasami „pakistańskim Alem Pacino”. Pełne duchów przeszłości, grozy i niedających zmrużyć oczu wyrzutów kolektywnego sumienia W płomieniach tematycznie świetnie rymuje się z pokazywanym na LAF w ramach sekcji bliskowschodniej Boże, ześlij chłopca, które ten sam temat nieuczciwego dziedziczenia ubiera w język Asghara Farhadiego [NASZA RECENZJA].

W płomieniach, reż. Zarrar Kahn

WSZYSTKO W PORZĄDKU 🇭🇺, reż. Bálint Dániel Sós

Temat rodzicielstwa, aczkolwiek z całkowicie innej strony, ujmuje pokazywane na Berlinale oraz Nowych Horyzontach, lecz niedocenione tam należytą uwagą – Wszystko w porządku Bálinta Dániela Sósa. Węgierski film koncentruje się na perspektywie Sándora (Szabolcs Hajdu znany z Najgorszych wierszy świata Gábor Reisz), pianisty i samotnego ojca. Młodszy z jego dwóch synów,  Dénes co prawda sprawia poważne problemy wychowawcze i co rusz zmusza rodzica do wizyt w szkole, lecz jest to przecież tylko etap, a rozwijający się związek mężczyzny z Klára, matką Sári – koleżanki dzieciaka z klasy, zaowocować musi wielką szczęśliwą rodziną. Bańka złudzeń o spokojnym jutrze pęka jednak z hukiem. Hukiem ciała Sári spadającego na dno pustego basenu. Co się stało? I czy Sándor naprawdę chce, by prawda ujrzała światło dzienne? Mimo trudnego tematu kłamstw i niedopowiedzeń w rodzinie, zbrodni i kary oraz odpowiedzialności za własne czyny, a także monochromatycznej oprawy wizualnej, film Sósa zachwyca swoją bezpretensjonalną lekkością i skutecznym unikaniem kaznodziejskich tonów. Mimo krótkiego metrażu obfituje w zwroty akcji, dzięki czemu stanowi zarówno dobrą rozrywkę, jak i pretekst do głębszych etycznych rozważań. Więcej słów w swojej recenzji poświęciła mu Julia Palmowska.

Wszystko w porządku, reż. Bálint Dániel Sós

GRAND THEFT HAMLET 🇬🇧, reż. Pinny Grylls, Sam Crane

Jeśli miałbym wskazać jeden film pokazujący jednocześnie potęgę nowych mediów i uniwersalność fundamentów naszej kultury, to wybór niewątpliwe padłby na Grand Theft Hamlet, czyli jak nazwa wskazuje połączenie GTA Online z najsłynniejszym dziełem Szekspira. Zrealizowany całkowicie wewnątrz gry, w niestety nieco już zapomnianej, a kluczowej dla rozwoju internetowej kultury formie machinimy dokument prezentuje realizację i wystawienie sztuki na serwerze produkcji Rockstara. Kinowy seans stworzonej w grze adaptacji elżbietańskiej sztuki jak mało co stanowi świadectwo nieśmiertelności słowa i nieorganicznej mocy znajdowania nowych sensów oraz znaczeń w sztuce. Dłuższy tekst o tej produkcji pióra Patryka Ciesielczyka niedługo ukaże się na naszych łamach.

Grand Theft Hamlet, reż. Pinny Grylls, Sam Crane

ŻYCIE DLA POCZĄTKUJĄCYCH 🇵🇱, reż. Paweł Podolski

W Zwierzyńcu nie zabraknie polskiego kina. Poza oczywistościami szansę warto dać Życiu dla początkujących Pawła Podolskiego – niezależnemu debiutowi, który po nagrodach w Krakowie i Koszalinie szykuje się do udziału w głównym konkursie FPFF w Gdyni. To energiczne coming of age inspirowane Co robimy w ukryciu Taiki Waititiego i Tylko kochankowie przeżyją Jima Jarmuscha, a także przywodzące na myśl Humanitarną wampirzycę poszukującą osób chcących popełnić samobójstwo Ariany Louis-Seizy [NASZA RECENZJA]. Film opowiada o wampirzycy Moni (wspaniała Magdalena Maścianica), która chcąc uniknąć konieczności zabijania, mieszka i pracuje w położonym na obrzeżach Gdyni domu starców. Jej spokojna egzystencja polegająca na nocnej opiece nad podopiecznymi, upuszczaniu krwi tym, którzy akurat zmarli, i obustronnie niezręcznym flircie z Czarkiem (Michał Sikorski), wnuczkiem ośrodkowej kleptomanki Krystyny (Małgorzata Rożniatowska), zostaje zaburzona pojawieniem się innego, dużo bardziej agresywnego wampira. Nieuchronnie nadchodzi konieczność zrobienia kolejnego kroku w życiu i wyrwania się ze strefy komfortu. Jeśli potrzebujecie kolejnych rekomendacji, to zachęcam do swojej recenzji tej produkcji.

Życie dla początkujących, Paweł Podolski