Toshiaki Toyoda nie bierze jeńców. W swoim (rzekomo) ostatnim filmie – Przekraczając wymiary – japoński reżyser odpala lont i patrzy, jak narracja eksploduje, zostawiając widza w zgiełku pośród odłamków cyfrowego mistycyzmu. To obraz wymykający się prostym kategoryzacjom: łączy kryminał, dramat psychologiczny, sci-fi i szamański rytuał, w którym jazzowa improwizacja Sons of Kemet zderza się z ascetyzmem górskich mnichów.
Tę furię zdefiniowały dwie potężne cezury, kształtujące tożsamość Toyody jako artysty wyklętego. Pierwsze aresztowanie w 2005 roku wyrzuciło go na margines branży, jednak to wydarzenia z kwietnia 2019 stały się bezpośrednim zapalnikiem dla estetyki filmu. Twórca został zatrzymany za posiadanie pistoletu – niesprawnej pamiątki po dziadku. To kafkowskie doświadczenie stało się fundamentem serii Mt Resurrection Wolf, punkowych shortów kręconych na gorąco, w reakcji na bieżące wydarzenia. Przekraczając wymiary zbiera te rozproszone wątki, stanowiąc kulminacyjny rozdział tej gniewnej, nieformalnej sagi.
Próba linearnego streszczenia fabuły skazana jest na porażkę, bo autor konstruuje labirynt bez wyjścia. Zaczyna się w stylu klasycznego yakuza eiga czy neo-noir, by natychmiast rozsadzić te gatunkowe ramy ładunkiem czystej metafizyki. Zabójca Shinno (stoicki Ryuhei Matsuda) zostaje wynajęty przez Nonokę (Haruka Imô), by zabić guru Hanzo (demoniczny Chihara Jr.) oraz odzyskać jej ukochanego – mnicha Rosuke (Yôsuke Kubozuka), który przepadł w sidłach sekty. Jednak misja ratunkowa szybko przekształca się w podróż w głąb szaleństwa. Fundamentem świata przedstawionego są rytuały u Hanzo. W jego świątyni transcendencja ma swoją cenę. Jest nią mały palec. Klasyczny motyw z kina gangsterskiego zostaje tu podniesiony do rangi obrzędu; odcięcie palca staje się symbolicznym odrzuceniem ziemskich pragnień. Reżyser mówi nam wprost: chcesz przekroczyć wymiar? Musisz zostawić kawałek ciała za sobą. To brutalna metafora manifestu samego artysty: sztuka wymaga ofiary.
Dalsza część to czysta dekonstrukcja, w której czuć ducha Seijuna Suzukiego. Podobnie jak autor Namaszczonego do zabijania, Toyoda traktuje logikę przyczynowo-skutkową jako zbędny balast. Fabuła służy tu jedynie za luźny stelaż, na którym twórca wiesza swoje kalejdoskopowe wizje: wypadek samochodowy przy akompaniamencie radiowej audycji o kosmicznym wirusie, samobójstwo pod kołami pociągu jako akt woli, a wreszcie pojedynek energetyczny, w którym Hanzo miota bohaterem jak Shang Tsung z Mortal Kombat. Całość jest celowo kiczowata, przerysowana i wrzucona w ramy filozoficznego traktatu. Reżyser bawi się naszymi przyzwyczajeniami, by po 40 minutach, kiedy wreszcie wchodzą spóźnione napisy początkowe, zresetować zasady gry
W tym chaosie jedynym drogowskazem jest zdanie naukowców z laboratorium: „Połączenie ascety i AI wprowadziło nas w nową rzeczywistość”. Toyoda stawia radykalną tezę: w XXI wieku duchowość to ostateczna forma technologii. Rozpikselizowany mędrzec, choć wygląda jak błąd renderowania czy tanie CGI, wpisuje się w estetykę glitchu. To wizualny dowód, że świat przedstawiony jest symulacją, która zaczyna się sypać. Przestrzeń „mozaiki”, w której poruszają się bohaterowie, przypomina cyfrowe bardo, gdzie kod binarny spotyka się z mistycyzmem.
Reżyser i odpowiedzialny za zdjęcia Kenji Maki nie boją się brzydoty, czyniąc z niej atut. Kamera jest bytem autonomicznym; płynie, wiruje, by za chwilę zastygnąć w martwym punkcie. W takim cyfrowo-mistycznym koktajlu muzyka Sons of Kemet działa jak wirus. Utwory Inner Babylon i My Queen is Albertina Sisulu napędzają akcję, a w sekwencji, gdzie kadr oddala się od Ziemi do granic wszechświata zamkniętego w muszli, agresywna tuba i polirytmiczna perkusja nadają sens obrazom. Szczególnie uderzająca jest scena marszu Shinno. Niby nic się nie dzieje, ale w tle słyszymy polityczny manifest. To jazz jako algorytm chaosu, demolujący już i tak nieuporządkowaną strukturę filmu.
Przekraczając wymiary to dzieło, które musi polaryzować. Dla widzów przyzwyczajonych do linearnej narracji będzie to czas pretensjonalnego bełkotu. Dla tych jednak, którzy są gotowi poddać się temu audiowizualnemu eksperymentowi, seans może okazać się niezapomnianym przeżyciem, fascynująco dziwacznym, pękniętym monolitem. Jeśli to faktycznie ostatni film Toyody, odchodzi on, pokazując kinu środkowy palec – ten sam, którego brakuje jego bohaterom.
Przekraczając wymiary
Tytuł oryginalny: Jigen o koeru
Rok: 2025
Kraj produkcji: Japonia
Reżyseria: Toshiaki Toyoda
Występują: Ryuhei Matsuda, Yôsuke Kubozuka, Chihara Jr. i inni
Ocena: 3,5/5
