Koreańska Młoda Fala – przegląd sekcji K-Youth – Pięć Smaków 2025

Tegoroczna edycja Pięciu Smaków zabiera widzów w podróż w rytmie młodzieńczej energii i echa buntowniczych krzyków. Od pionierskiego Chilsu i Mansu, które zapoczątkowało koreańską nową falę, po współczesne filmy, w których bohaterowie odważnie pytają i szukają odpowiedzi – sekcja K-Youth to portret koreańskiej młodzieży: pełnej marzeń, nadziei i determinacji.

W 1988 roku w Korei Południowej miały miejsce dwa wydarzenia, które symbolicznie wyznaczyły początek nowej epoki. Pierwszym z nich były odbywające się na przełomie września i października Letnie Igrzyska Olimpijskie w Seulu, które przede wszystkim miały pokazać światu, że Korea wreszcie wyzwoliła się spod autorytarnych rządów i weszła w okres dynamicznego rozwoju. A zaledwie kilka tygodni później, pod koniec listopada, nastąpiło drugie, mniej widowiskowe, ale równie symboliczne wydarzenie. Park Kwang-su, świeży absolwent szkoły filmowej ESEC w Paryżu, przesiąknięty europejskimi filmami nowofalowymi i mentalnością aktywistyczną, wszedł we współpracę  z największymi gwiazdami koreańskiej branży filmowej i zadebiutował ze swoim pierwszym pełnym metrażem, adaptacją przedstawienia teatralnego o tym samym tytule. Chilsu i Mansu, podobnie jak Olimpiada, przedstawiał nowoczesną, zurbanizowaną Koreę, w której tempo rozwoju miało być źródłem narodowej dumy. Jednocześnie, korzystając z coraz większej swobody artystycznej i rozluźniającej się cenzury, Park podjął w nim odważną próbę krytyki społecznej, ukazując jak wraz z dobrobytem rosną również nierówności, frustracja i presja sukcesu, dla wielu nieosiągalnego.

To właśnie w roku 1988 narodziła się Koreańska Nowa Fala, a młode pokolenie – wcześniej nastawione na aktywizm i walkę o wolność – zaczęło korzystać z możliwości, jakie dawała demokratyzacja i rozwój gospodarczy. Za fasadą dobrobytu kryły się jednak również napięcia – nasilający się wyścig szczurów i nieunikniona niepewność kolejnego dnia. Park Kwang-su doskonale wyczuł ten moment. Umiejscawiając swój debiut w świecie, gdzie aspiracje przegrywają z rozczarowaniem, a nowoczesność wciąż przykryta jest cieniem niedawnego reżimu, stworzył film, który stał się głosem nowej generacji.

Fundament Koreańskiej Nowej Fali

Podczas studiów na Wydziale Sztuk Pięknych na Uniwersytecie Narodowym w Seulu, Park dołączył do jednego z pierwszych studenckich kolektywów filmowych w kraju – Yallashung. To zainspirowało go, by w 1982 roku wraz z innymi członkami stworzyć tzw. Seulską Grupę Filmową (Seoul Yeonghwa Jibdan). Jej celem było nie tylko odnowienie koreańskiej kultury filmowej po mrocznych czasach dyktatury Parka Chung-hee (1961-1979), lecz także tworzenie filmów świadomych społecznie, które unaoczniały ponurą rzeczywistość kraju i proklamowały aktywną walkę o demokratyzację.

Filmy stworzone przez kolektyw były surowe, ale w przeciwieństwie do tych z głównego nurtu wyrażały szczerość i gniew. Opowiadały historie robotników (Południowy brzeg rzeki, reż. Jang Gil-su, 1980), obnażały nieludzki wymiar nowego, zindustrializowanego świata i pogłębiające się w nim różnice społeczne (Drzwi, reż. Seo Myung-su, 1983) czy odważnie komentowały masakrę w Gwangju z 1980 roku, z której wszystkie materiały wizualne zostały przez rząd zniszczone (Pannori Arirang, Seulska Grupa Filmowa, 1982).

Debiut Parka był kontynuacją jego filmowej twórczości z czasów studenckich. Tym razem jednak głos został oddany przede wszystkim ludziom młodym – zawieszonym między własnymi aspiracjami a realnymi możliwościami, koreańskim snem motywującym ich do działania a rzeczywistością, która niczym kajdany trzyma ich w miejscu. Tytułowi bohaterowie, Chilsu i Mansu, niemal schizoidalnie błąkają się w tym świecie, próbując na każdy sposób wyrwać się z tego potrzasku, co w ostateczności okazuje się bezskuteczne.

„Chilsu i Mansu”, reż. Park Kwang-su

Chilsu i Mansu jako krzyk młodzieży

Film otwiera dźwięk syreny – sygnał ćwiczeń obronnych, który zarówno nadaje filmowi niepokojącej atmosfery, jak i nakreśla codzienność świata przedstawionego. Widzimy zmęczonego Mansu (Ahn Sung-ki) w milczeniu spoglądającego przez okno swojego skromnego mieszkania. Zarabia na życie, malując billboardy i plakaty – jest to praca monotonna i pozbawiona perspektyw. Na żadną inną nie może liczyć, bo przeszłość jego ojca, oskarżonego o sympatie komunistyczne, zamknęła mu drogę do kariery.

Kamera przenosi się następnie na opustoszające skrzyżowanie Sejong-daero w pobliżu Gwanghwamun. Na poboczu stoją rzędy pustych, różowych autobusów. W jednym z nich śpi Chilsu (Park Jong-hoon), który – zgodnie z protokołem obrony cywilnej – zostaje poproszony o wyjście z pojazdu. Zaspany wzrok młodego chłopaka zatrzymuje się na trzeciej bohaterce tej historii – studentce i, jak się później okazuje również kasjerce Burger Kinga, Jinie (Bae Jong-ok).

Stopniowo bohaterowie zaczynają wchodzić ze sobą w interakcje. Chilsu, zdesperowany i pozbawiony środków do życia, prosi Mansu, by przyjął go jako swojego asystenta. Jednocześnie, zauroczony w Jinie, próbuje jej zaimponować, udając studenta szkoły plastycznej. Mansu występuje w tej fikcji jako jego mistrz. W tym drobnym kłamstwie odbija się cały dramat młodego pokolenia – rozdartego między pragnieniem awansu i chęcią korzystania z nowych przywilejów, a świadomością, że system i pochodzenie wciąż decydują o wszystkim, a możliwości są tak samo ograniczone jak wcześniej.

To właśnie ten młodzieńczy bunt wobec niesatysfakcjonującej rzeczywistości, ironia wyrażona w ich zachowaniu oraz komediowy, a zarazem tragiczny, ton popychają fabułę naprzód, a bohaterów – na dach budynku. To tam mają namalować swoje opus magnum – „najważniejsze dzieło malarskie w historii Korei Południowej”, jak informuje ich szef – nagą, blondwłosą modelkę reklamującą amerykańską whisky. Jeden z najwyższych budynków Seulu staje się tu kolejną bezwartościową obietnicą, emanującą luksusem niedostępnym dla zwykłego szarego człowieka.

I to właśnie tam wykrzyczany opór dwójki malarzy staje się echem frustracji tych, którzy żyjąc na granicy amerykańskiego i koreańskiego snu, są świadomi ich iluzoryczności. Bo rzeczywistość koreańskiej młodzieży lat 80. to nie tylko mieszanka Ricka Astleya i Kim Soo-chula, amerykańskich fast foodów i ulicznych budek z ciastkami ryżowymi czy hollywoodzkich blockbusterów i niezależnych produkcji studenckich. To również beznadzieja kryjąca się w przytłumionych głosach, niesłyszalnych przez drugą stronę zza ściany niespełnionych obietnic i klasowych przepaści.

„My Sassy Girl”, reż. Kwak Jae-yong

Młode kino koreańskie

Z czasem głosy młodzieży zaczęły coraz wyraźniej rozbrzmiewać na koreańskich srebrnych ekranach. Bohaterowie filmów z kolejnych dekad to młodzi ludzie, próbujący odnaleźć się w świecie dorosłych, zmagając się przy tym z wyzwaniami gwałtownie zmieniającego się społeczeństwa. Coraz częściej przedstawiano ich również jako jednostki pragnące przede wszystkim łapać ostatnie chwile młodości – bawić się po nocach z przyjaciółmi, nie myśleć o pracy i zakładaniu rodziny, a jednocześnie chcąc wyrwać się spod rygorów narzuconych przez starsze pokolenie, które wciąż widziało w nich jedynie dzieci. W sekcji K-Youth tegorocznej edycji Pięciu Smaków wszystkie te elementy wybrzmiewają, pokazując, że pomimo zmieniających się lat, te niewinne młodzieńcze marzenia pozostają takie same.

Idąc chronologicznie, można ponadto zauważyć, jak sytuacja społeczna zmieniała się na przestrzeni lat. W My Sassy Girl w reżyserii Kwak Jae-yonga z 2001 roku widzimy budującą się od nowa kulturę młodzieżową, próbującą stanąć na nogi po kryzysie ekonomicznym z 1997 roku. Życie przenosi się do sieci, kafejki internetowe pękają w szwach, kluby są pełne koreańskiej muzyki hip-hopowej, która w tamtych czasach dominowała ponad innymi gatunkami. W samym środku stoją oni: Gyeon-woo (Cha Tae-hyun) z tytułową Sassy Girl (Jeon Ji-hyun) – głęboko pogrążeni w swoich prywatnych zmaganiach, z całych sił starają nie dać się światu dorosłych, walcząc z normami genderowymi i narzuconymi na nich obowiązkami.

Ten bunt, choć dyktatura już dawno przeszła do historii, a system wydaje się być znacznie bardziej przychylny niż w latach 80., wciąż przewija się przez południowokoreańskie kino. W Otwórz mi drzwi (reż. July Jung, 2014) młoda Do-hee (Kim Sae-ron) zostaje brutalnie wciągnięta w mizoginistyczny i homofobiczny świat dorosłych. Kiedy w Korei liczba przypadków przemocy domowej – zwłaszcza wobec kobiet i dzieci – znacząco wzrosło, czternastoletnia bohaterka z całych sił próbuje ocalić w sobie dziecko, którym wciąż ma prawo być. Z kolei w Delta Boys (reż. Ko Bong-soo, 2016) [NASZA RECENZJA] czwórka bohaterów, sfrustrowana dorywczymi pracami, postanawia wyrwać się z beznadziei codzienności. W czasach, kiedy bezrobocie wśród młodych Koreańczyków osiągało rekordowy poziom, oni odważyli się marzyć i naiwnie wyjść poza społeczne ramy.

W nowszych filmach sekcji bunt ten nabiera bardziej intymnego charakteru. Srebrny Owoc (reż. Jang Man-min, 2024) pokazuje, jak społeczeństwo nakłada na młodych ludzi presję, by mieli dobrze płatną pracę, nowe mieszkanie i uporządkowane życie rodzinne – cele, które w rzeczywistości okazują się niemal nieosiągalne. Czas się ogarnąć (reż. Sun Namkoong, 2024) odsłania skutki tego wyścigu – paranoiczny lęk przed porażką i utracone młodzieńcze lata niemożliwe już do odzyskania. W efekcie młodzież coraz częściej ucieka w alternatywy, zatapiając się w alkoholu, nałogach czy wykreowanych w internecie społecznościach, oferujących schronienie przez niesatysfakcjonującą rzeczywistością. A mimo to wciąż starają się znaleźć sposób, by funkcjonować w tym realnym świecie, którego przecież stanowią fundamentalną część.

Widać to wyraźnie zarówno w Przystojnych chłopakach (reż. Nam Dong-hyup, 2024) jak i w 3670 (reż. Park Joon-ho, 2025), gdzie młodzi bohaterowie – podobnie jak Chilsu parę dekad wcześniej – próbują udawać kogoś, kim nie są, by wpasować się w grupę rówieśników. Tym razem jednak nie tylko klasa społeczna wyznacza granice między nimi, a wewnętrzna potrzeba bycia zauważonym. W filmach staje się ona nową formą społecznego nacisku – równie silną jak presja ekonomiczna sprzed dekad. W coraz bardziej kosmopolitycznym świecie, gdzie tożsamość młodzieży kształtują internetowe algorytmy i znajomość efemerycznych trendów, coraz trudniej jest znaleźć odwagę, by zacisnąć zęby i iść własną, niewydeptaną jeszcze ścieżką.

„3670”, reż. Park Joon-ho

Echo młodej fali

Obecnie niemy krzyk rozchodzący się przy dźwiękach syren policyjnych i gier wideo zmienił się w niespokojny szept, którym młodzież dzieli się w mediach społecznościowych. Wiara w zmianę systemu ustąpiła miejsca indywidualnym transformacjom. Młodzi bohaterowie koreańskiego kina nie próbują już obalać struktur władzy, lecz szukają sposobów, by zrozumieć samych siebie w świecie, oferującym wszystko – i jednocześnie nic. To właśnie za pomocą języka filmowego ich największe lęki i najskrytsze marzenia zostają ujawnione.

A jednak, gdy Young-jun kreuje liczbę 3670, rozmyślając o wyjeździe do Kanady, Dae-young dopełnia kwartet Delta Boys, by wziąć udział w konkursie muzycznym, a przystojne chłopaki Jae-pil i Sang-goo zaczynają remont swojej leśnej oazy – okazuje się, że w tej beznadziejnej rzeczywistości wciąż jest miejsce nie tylko na marzenia, ale i na ich spełnianie. Sekcja K-Youth pokazuje jak kino, za pomocą różnorodnych głosów i doświadczeń młodych ludzi, potrafi stworzyć wielobarwny pejzaż ich energii – energii, która mimo upływu lat wciąż rozbrzmiewa podobnym tonem, nieustannie poszukując sensu, wolności i miejsca dla siebie.

Magdalena Nieświec