Strach przed lataniem i głód doświadczeń – recenzja filmu „Powiedz mi, co czujesz” – 51. FPFF Gdynia 2026

„Czułość to nowy punk”, powtarza za Joachimem Trierem twórca tegorocznego laureata Srebrnych Lwów. Zewsząd dobiegają głosy, że Łukasz Ronduda jak nikt rozumie młode pokolenie, nadrabiające pracę terapeutyczną za kilka poprzednich i nadzwyczaj wyczulone na wszelkie przejawy przemocowości. Czy Powiedz mi, co czujesz to rzeczywiście wzorcowy przykład filmowej terapii trafnie demonstrujący, dlaczego dobrej „koordynacji intymności” możemy potrzebować nie tylko na planie?

Aby w przystępny sposób podjąć złożone zagadnienia zdrowia psychicznego, reżyser Serca miłości wykorzystuje łatwo rozpoznawalne schematy. Punktem wyjścia jest melodramat spod znaku rich girl, poor boy. On czyli Patryk (Jan Sałasiński), chłopak ze wsi, który pragnie zostać artystą pomimo drwin ledwo wiążących koniec z końcem rodziców. Bohater zastraszony, pozbawiony asertywności i udręczony traumami, sztafażu których nie powstydziłaby się powieść gotycka: powiewające na wietrze sukienki zmarłej siostry bliźniaczki i nawiedzany przez duchy ojciec w ciągłym transie. Z kolei ona to Maria (Izabella Dudziak), nieprzypadkowo dzieląca imię z pocieszycielką strapionych, czyli już znana w środowisku artystka, modelowa dziewczyna z dobrego domu, a także samozwańcza „terapiara”, która zaklęciem pt. „mogę go naprawić” rzuca niezwykle ochoczo – w końcu sama się leczy od 12 lat, więc kto jak nie ona mógłby nauczyć wycofanego faceta kochać (się).

By nadać konkretu tej skromnej opowieści, Ronduda sięgnął, zgodnie ze swoim zwyczajem, po życie i twórczość prawdziwych twórców sztuki współczesnej. Mamy zatem elementy z biografii Patryka Różyckiego, pochodzącego z małej wielkopolskiej miejscowości, oraz mocne nawiązania do jego bardzo dosłownie konfesyjnych obrazów, namalowanych w nieco naiwnym stylu. Inne wątki filmu czerpią inspiracje z życiorysu i prac Karoliny Balcer, a pomysł tworzonego przez Marię projektu „Skup łez” (ironicznie określanego przez Patryka „terapią dla biedaków”) zapożyczono z analogicznej inicjatywy lubelskich artystów sprzed 12 lat. Bliski kontakt twórców filmu z cytowaną sztuką, czy to przez uważną obserwację mediów społecznościowych Patryka i Karoliny, czy to przez bezpośrednią pracę kuratorską (Ronduda objął pieczę nad wystawą zestawiającą obrazy Edwarda Dwurnika z dziełami Różyckiego), widać gołym okiem w każdym aspekcie poetyki wizualnej Powiedz mi, co czujesz. Fascynacja rzeczywistymi postaciami przebija z doboru kostiumów i technik aktorskich, a naśladujące ich artystyczny charakter pisma szkice pokrywają każdą ścianę i każdy skrawek ciała filmowych bohaterów.

Za clou obrazu z początku mogą uchodzić odsłaniające interakcje między Patrykiem a Marią, ich próby przełamania początkowych oporów i „przegadania” traum celem wypracowania swoistej komunii dusz, mającej stać się fundamentem dojrzałego związku. Zamierzenia ambitne, a ich scenariuszowa realizacja jest bodaj mieszanką rzeczywistych technik terapeutycznych z instagramową pop-psychologią i innymi gusłami – psychodramy w każdej chwili mogą tu przejść w niebezpieczną grę pokroju ustawień Hellingera, a ekspozycję na lęk łatwo pomylić ze swobodnym siusianiem w majty w miejscu publicznym. Język bohaterów czy muzyczny repertuar odsyłają natomiast bardziej do egzaltowanej emocjonalności milenialsów, bijącej chociażby z tekstów Artura Rojka, niż do świeżego spojrzenia na to, co mają w głowach „zetki”. Paradoksalnie pewien poziom nieporadności okazuje się jednak dla obrazu korzystny, bo w okrężny sposób pozwala odczuć niewygodny jak kamyk w bucie proces „stawania się” dwójki pretensjonalnych dwudziestoparolatków, próbujących dojść do tego, co ich boli w środku i jaki rodzaj seksu zapamiętuje całe ciało.

Przez niemal cały seans nie opuszczała mnie nadzieja, że Ronduda częściowo wodzi widzów za nos, że to bezkrytyczne rozemocjonowanie i operowanie rysowanymi grubą krechą opozycjami (wspierająca dziewczyna mnie podbudowuje, a toksyczni rodzice tylko wbijają szpile; otwarty na każde doświadczenie świat sztuki kontra niewrażliwa zaściankowa prowincja) zostaną wkrótce przełamane. Coś takiego w istocie ma miejsce, filtrowany świat wewnętrzny wrażliwych dusz zderza się z brutalną rzeczywistością. Podane w wątpliwość zostaje, czy budowanie związku na przeglądaniu się we własnych traumach i bezwarunkowym dawaniu upustu wszystkim naszym bólom ma jakąś przyszłość, jeśli porozumienie utrudnia skrajna odmienność doświadczeń wynikająca z pochodzenia społecznego. Wstyd klasowy okazuje się przeszkodą, której nie da się sforsować, ino przekraczając próg galerii, a świat sztuki swoją akademickością jawi się jako bardziej wykluczający niż włączający, podobnie jak nadużywany przez wielkomiejską inteligencję język terapeutyczny.

Są to wszystko myśli słuszne, choć nie do końca oryginalne, na gruncie filmowym problematyzowane już przez szeroko omawianych twórców pokroju Rubena Östlunda, jednak umieszczenie ich w kontekście polskim może jawić się jako pewien powiew świeżości. Przy tym nietrudno sobie zakpić z warszawskiego odklejenia, które bije z wypowiedzi twórców filmu na gdyńskiej konferencji prasowej – ujęło mnie szczególnie przełomowe odkrycie, że są w tym kraju miejsca, gdzie dalej pije się „rozpuszczalkę” zalewaną wrzątkiem jako domyślny typ kawy, przełamane bezpretensjonalną anegdotą Różyckiego o ulubionym kubku z Lichenia. Wszak nie ma co też za bardzo głaskać po głowie uprzywilejowanych artystów, że pochylili się tutaj nad „Polską powiatową” i nie dehumanizują jej tak jak Smarzowscy czy inne Szumowskie. 

Niemniej trzeba oddać filmowi Powiedz mi, co czujesz jedno: niesłusznie sprowadza się go do atrakcyjnych medialnie pustych haseł typu „czułe spojrzenie”. On te naiwne konstrukty czułości (świadomie bądź nieświadomie) ostatecznie problematyzuje i rozbija, demaskując ograniczenia „wysoko wrażliwej” optyki na rzeczywistość, ujmowania wszystkiego w kategorie terapeutyczne, których nadużywanie może nas wręcz oddalać od drugiego człowieka czy stawać się narzędziem kontroli. I w tym właśnie tkwi jego wartość, w odwadze do zwątpienia w to, że odpowiedzią na każdy problem w rodzaju „jestem ze wsi i nie miałem dobrych wzorców wrażliwej męskości” musi być „idź na terapię i poślij na nią rodziców”. Szkoda jedynie, że zanim obraz Rondudy dopłynie do tego brzegu, przeczołga nas przez tak wiele łopatologii i leniwych zagrywek scenariuszowych.

Dawid Smyk
Dawid Smyk

Powiedz mi, co czujesz

Rok: 2026

Kraj produkcji: Polska

Reżyseria: Łukasz Ronduda

Występują: Jan Sałasiński, Izabella Dudziak, Andrzej Konopka i inni

Dystrybucja: Kino Świat

Ocena: 3/5

☆☆☆☆☆ 3/5