Nic nie zostało powiedziane – recenzja filmu „Poufne lekcje perskiego” – Dwa Brzegi 2021

Nic nie zostało powiedziane – recenzja filmu „Poufne lekcje perskiego” – Dwa Brzegi 2021

Język jako przedmiot badań kulturowych przez lata zajmował czołowe miejsce w dyskursie naukowym, czego echa pobrzmiewają również w filmie - w utworach eksplorujących zarówno fenomen komunikacji, jej percepcji, jak i własną medialną rolę. Jedni twórcy podchodzą do tematu z odrobiną ironii, jak Raúl Ruiz w Het Dak van de Walvis, drudzy szukają w semiotycznej dekonstrukcji okazji do kontestowania otaczającej ich rzeczywistości, jak letryści na początku lat 50., a jeszcze inni próbują tematyzować problem języka z pomocą filmowych gatunków, by wspomnieć chociażby Nowy początek, który z powodzeniem łączył zagadnienia lingwistyki z atrakcyjnym entourage’em gatunku science-fiction. Poufne lekcje perskiego wpisują się w ostatni z wymienionych rodzajów - prezentują komediową gimnastykę słowną na tle tragicznych wydarzeń II wojny światowej, utrwalając jednocześnie hollywoodzką ikonografię Zagłady.

Vadim Perelman, ukraiński reżyser znany z debiutanckiego Domu z piasku i mgły (3 nominacje do Oscara), tym razem pochyla się nad adaptacją powieści Wolfganga Kohlhaasego, której tytuł należałoby tłumaczyć jako „Wynalezienie języka”. Otwierające plansze Poufnych lekcji perskiego sugerują jednak nie tyle standardową historię opartą na faktach, lecz wyłącznie luźno nimi inspirowaną, co wzbudza natychmiastowe podejrzenia – autor będzie pozwalał sobie na sporą dawkę fantazji w portretowaniu codziennego życia za kolczastym drutem obozu, aczkolwiek ton utworu nie wskazuje na potencjalną ekwilibrystykę rodem z dzieł Tarantino.

Fabularnym kręgosłupem opowieści jest proces wykorzystywania więźnia do prywatnych celów jego zwierzchnika. Owym skazańcem jest belgijski Żyd, który podając się za Persa, unika rychłej śmierci w brutalnej sekwencji otwierającej. Cudem ocalony Gilles (Nahuel Pérez Biscayart, znany ze 120 uderzeń serca Robina Campillo – NASZA RECENZJA) zostaje wytypowany na nauczyciela języka farsi, którego tajniki zapragnął zgłębić kierownik kuchni Koch (Lars Eidinger). Cały ambaras polega na nieznajomości dialektu przez obozowicza, co zmusza go w trakcie nadciągających dni, tygodni i miesięcy do wytężonej pracy słowotwórczej.

Historia jest relacjonowana w formie retrospekcji, dla której ramę narracyjną tworzy przesłuchanie w alianckim namiocie polowym. Kwestia samego przetrwania protagonisty jest więc z góry przesądzona i przestaje podlegać prawidłom dramaturgii. Na świeczniku powinna ostać się relacja współpracujących przy nauce mężczyzn, dynamika funkcjonowania samego więzienia i tytułowy akcent językowy. Chociaż w scenariuszu znalazło się miejsce dla sceny, w której nowo powstały sposób komunikacji pozwala na chwilowe pojednanie i symboliczne zrównanie obu rozmówców, poza nią pomysł służy wyłącznie za narzędzie posuwające akcję do przodu – odliczające setki zapamiętanych słówek, niczym lingwistyczny stoper.

O ile para pierwszoplanowych aktorów wywiązuje się z powierzonego zadania w sposób poprawny, o tyle epizody drugorzędne nie przystają tonalnie i wprowadzają elementy komiczne lub romantyczne, kłócące się z kreowaną atmosferą dramatu – nie są wystarczająco zabawne, by legitymizować swoją obecność w tej formie. Portret samego obozu i jego topografia także pozostawiają wiele do życzenia. Warstwa operatorska filmu, za którą odpowiadał Władysław Opeljants (Gorączka NASZA RECENZJA, LatoNASZA RECENZJA i Uczeń NASZA RECENZJA, Kiriła Sieriebriennikowa), jest dowodem zainwestowanych w projekt środków finansowych, i chociaż teren więziennej udręki oraz wnętrza są estetycznie sfotografowane, relacje budynków wobec siebie, ich symboliczne i funkcjonalne fabularnie znaczenia nie zostają wydobyte – nie podlegają jakiejkolwiek utylizacji i rozpływają się w mgle i nocy.

Rozwianie wątpliwości, dotyczących poziomu sentymentalnej egzaltacji utworu, które zwiastowały otwierające plansze, następuje w finalnej scenie, nieświadomie parodiującej zamykający Listę Schindlera żałosny lament Neesona. W heroicznej chwili przytaczania nazwisk ze spalonego rejestru osadzonych, wszyscy znajdujący się w sali dochodzeniowej porzucają dotychczasowe zadania i kierują wzrok w stronę głównego bohatera, czemu towarzyszy podniosła muzyka. Zabrakło tylko tego jednego nadgorliwego mężczyzny, który wstaje i zaczyna powoli klaskać.

Poufne lekcje perskiego nie wykorzystują potencjału przeniesienia lingwistycznej gimnastyki na  atrakcyjną i pobudzającą intelektualnie formę narracji, oferując w zamian porcję banalnych i oklepanych zabiegów, utrwalających “turystyczne pisanie historii filmem” i obarczone ciężarem międzypokoleniowego przekazu toposy. Patrząc na tak silnie zamerykanizowaną wersję obrazów przeszłości, trudno nie powrócić do Pochwały miłości Jean-Luca Godarda, której jednym z tematów była możliwość filmowej reprezentacji historii w warunkach studyjnej komercji zza oceanu. Esej ten kończy – jakże adekwatnie w kontekście filmu Ukraińca – wielokrotnie powtarzana fraza „Może nic nie zostało powiedziane”. Nikt by się nie obraził, gdyby w tym przypadku nic nie zostało nakręcone.

Tomasz Poborca
Tomasz Poborca

Poufne lekcje perskiego

Tytuł oryginalny: „Persischstunden”

Rok: 2020

Gatunek: wojenny, psychologiczny

Kraj produkcji: Kanada / Niemcy / Białoruś / Ukraina

Reżyseria: Vadim Perelman

Występują: Nahuel Pérez Biscayart, Lars Eidinger, Jonas Nay i inni

Dystrybucja: Best Film

Ocena: 2/5