Etiopia wyobrażona – recenzja filmu „Pomiędzy woskiem i złotem” – 23. Millennium Docs Against Gravity

Ruth Beckermann twierdzi, że często szuka wymówki, aby nakręcić film. W przypadku Pomiędzy woskiem i złotem była to podróż. Do Etiopii wraca już po raz kolejny, ze zrodzonej we wczesnym dzieciństwie fascynacji względem cesarza Hajle Syllasje. W afrykańskim kraju konfrontuje również jego wizerunek opisany przez Ryszarda Kapuścińskiego w Cesarzu z tym jak zapamiętali Negusa („Króla Królów”) jego poddani.

Etiopski monarcha był jedynym zagranicznym przywódcą spoza zachodniego kręgu, oprócz szacha Persji, którego pokazywano w austriackiej telewizji. Dla Beckermann był kimś zupełnie egzotycznym, małomównym i smutnym. Zwycięski Lew Plemienia Judy rządził od 1930 do 1974 (z przerwą w postaci włoskiej okupacji w latach 40.), z jego inicjatywy powołano Organizację Jedności Afrykańskiej, mimo bycia zagorzałym chrześcijaninem do dziś jest uważany za Mesjasza przez ruch rastafariański. Wbrew przeciwnościom starał się reformować kraj, odbył szereg międzynarodowych podróży, podczas których podejmował tematykę kolonializmu i sprzeciwiał się rasowej dyskryminacji, jak w słynnym wystąpieniu przed ONZ w 1963 (tekst wykorzystał w piosence War Bob Marley). Jego inną mowę, przed Ligą Narodów przeciw rządowi Mussoliniego, pożyczył nawet Michael Curtiz do Podróży do Moskwy (1943). 

To był mały piesek rasy japońskiej. Nazywał się Lulu. Miał prawo spać w łożu cesarskim. W czasie różnych ceremonii uciekał cesarzowi z kolan i siusiał dygnitarzom na buty. Panom dygnitarzom nie wolno było drgnąć ani zrobić żadnego gestu, kiedy poczuli, że mają mokro w bucie. 

Inny obraz Hajle Syllasje utrwalił w Cesarzu Ryszard Kapuściński, dla polskiego reportażysty był to upadły despota, otaczający się luksusami, gdy jego lud głodował. Zapisane przez korespondenta PAP świadectwo epoki, niewątpliwie podkoloryzowane z estetycznych i ideowych powodów, trafiło do księgarń na całym świecie. Jednak książki nigdy nie przetłumaczono na język amharski, więc nie była tam powszechnie znana. Etiopczycy kojarzyli tylko jej fragmenty. Ten dumny naród najdotkliwiej oburzał opis cesarskiego pieska, który był tak niewychowany, że obsikiwał buty jego gości. Austriacka dokumentalistka jako jeden z głównych tematów Pomiędzy woskiem i złotem obiera właśnie konfrontacje poddanych Negusa z literacką fikcją Polaka. Dociera do miejscowych intelektualistów, podpytuje hotelową obsługę, spotyka  się także z kuzynką Hajle Syllasje i jego byłym sługą. Z tych rozmów próbuje zrekonstruować wizerunek władcy, ale przede wszystkim zadaje ważkie pytania o granice artystycznej kreatywności i autorskiej wolności. Czy oficjalna wersja zawsze pokrywa się z prawdą, a może jednak stek kłamstw, jakim karmią nas politycy i zblatowane z nimi media budują obraz rzeczywistości tak skutecznie, że przestajemy zadawać pytania? 

Cesarz rozpoczynał dzień od słuchania donosów. Noc jest niebezpieczną porą spiskowania i Hajle Sellasje wiedział, że to, co dzieje się w nocy, jest ważniejsze od tego, co dzieje się w dzień, w dzień miał wszystkich na oku, a w nocy było to niemożliwe. 

Cesarz Kapuścińskiego, zaliczany do arcydzieł polskiej szkoły reportażu, nie jest wszak wiarygodną relacją z dworskiego życia w Addis Abebie. Sam autor był przecież obciążony ideologicznym bagażem, dlatego zobaczył w swym bohaterze szansę na opowieść o walce klas, pomijając choćby podkreślane przez monarchę argumenty przeciw rasizmowi. Dzieło Polaka odczytywano jako uniwersalną krytykę systemu władzy czy metaforę późnych rządów Gierka ukrytych za afrykańskim sztafażem. Beckermann w swym dokumencie przywołuje pojęcie etiopskiego „sem ena worq”, gdzie prawdziwy sens trzeba umieć odszyfrować. Tytułowy wosk i złoto to dwa poziomy kodowania przekazu. W pałacu woskową powłoką jest ceremonialny język lojalności, etykieta i majestat cesarza. Prawdziwy, choć zatajony sens, czyli złoto, przekazuje się poprzez aluzje, półsłówka, rytuały i dworską kurtuazję. Mechanizm władzy chowa za zasłoną lęk poddanych, korupcję, przemoc i powolny rozpad systemu. Kapuściński pokazuje imperialną iluzję od środka, zaś Beckermann bada, jak przetrwała ona w obrazach, archiwach i zachodniej wyobraźni.

Wieczorami słuchałem tych, którzy znali dwór cesarza. Kiedyś byli ludźmi pałacu albo mieli tam prawo wstępu. Nie zostało ich wielu. 

Austriaczka sprytnie nawiązuje do polskiego reportera i postanawia nie ruszać się właściwie z luksusowego hotelu Hilton, który cesarz kazał zbudować (jako pierwszy międzynarodowy przybytek tego typu w Etiopii). Następnie gościł tam przywódców, gdy odbywały się światowe konferencje i panafrykańskie obrady. Po intensywnych negocjacjach dyplomaci mogli odsapnąć nad zaprojektowanym przez samego „Króla Królów” basenie odnoszącym się kształtem do kościołów w Lalibela. Dziś hotel staje się ekwiwalentem pałacu, choć nie ma w nim najważniejszego rezydenta. Powtarzalność korporacyjnych reguł i hotelarski standard zapewniają przybyszom z całego świata bezpieczeństwo i wygodę. Rozbudowana sieć pracowników, od wszechwładnego konsjerża przez armię pokojówek, odźwiernych i kucharzy po wszędobylskich boyów, pomoże w każdej zachciance, ale tak jak w rozpasanej siedzibie Hajle Syllasje, każdy z nich słucha, patrzy, być może spiskuje. W hotelu nigdy nie jesteś sam, cienkie ściany mają uszy, a każdy postępek zostanie skrupulatnie odnotowany, choć raczej łaskawie wybaczony.

(…) w pałacu pytania mogły być zadawane tylko z góry w dół, nigdy odwrotnie. Właśnie kiedy po raz pierwszy rzucono głośno pytanie biegnące w odwrotnym niż dotychczas kierunku, było to sygnałem, że wybuchła rewolucja.

Po trosze, więc Beckermann kręci kolejny rozdział instytucjonalnej epopei Fredericka Wisemana, z drugiej zaś zmierza w odmiennym kierunku; jej celne pytania poszerzają tło historyczne, kumulują kulturowy dysonans, zdzierają plaster z niemal zagojonych ran kolonialnych. Odmiennie też niż zawsze milczący Amerykanin jest nie tylko narratorką filmu, ale jedną z jego bohaterek. Jak sama dowcipnie zauważa, jako biała reżyserka z Europy, wbrew swej woli, bierze udział w neokolonialnym dyskursie. Tak jak Kapuściński przed laty, konstruuje obraz Afryki przez warsztat i idee wyuczone na innym kontynencie, nakłada, pomimo swej otwartości, model eksploatacyjny na obcą rzeczywistość. Ten myślowy konstrukt jawi się zresztą jako kluczowy dla rozważań Austriaczki: jak interpretujemy i zmieniamy na nasze potrzeby znaczenia zastanych zjawisk. 

Nieprzypadkowo też autorka Walcu Waldheima wygląda z okien hotelu-pałacu na okolice: z reprezentacyjnej strony widząc cesarski basen, zaś na jego tyłach dostrzegając powoli gentryfikujace się blaszane slumsy Addis Abeby. W ostatnich partiach filmu, wyraźnie inspirowanych dorobkiem duetu Straub / Huillet i okraszonych kakofoniczną muzyką, kamera nareszcie opuszcza mury Hiltona. Klimatyzowane przestrzenie zamieniamy na deszczowy, nieuporządkowany spleen miejski, potok ludzi, aut i wiecznie trwających remontów. Na miejscu domostw z blachy wyrastają wieżowce – dawna stolica Negusa ulega kolejnym nieuniknionym przemianom. I znowu interpretacja: czy Etiopia wkracza właśnie w erę prosperity (wszak jest liderem gospodarczego rozwoju w regionie) czy raczej to pozory skrywające ubóstwo zwykłych obywateli?

Wszystkie cytaty pochodzą z Cesarza Ryszarda Kapuścińskiego(Czytelnik, Warszawa 2019).

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk

Pomiędzy woskiem i złotem


Tytuł oryginalny:
Wax & Gold

Rok: 2026

Kraj produkcji: Austria, Etiopia, Włochy

Reżyseria: Ruth Beckermann

Ocena: 4/5

4/5