Niebo obiecane – recenzja filmu „Polot”

Niebo obiecane – recenzja filmu „Polot”

Pierwszy raz stykam się z twórczością Michała Wnuka. Na swoim koncie ma dotąd jeden dokument (Agfa 1939. Podróż w czasy wojny) jeden krótki metraż (Co mówią lekarze) i serial M jak miłość. Sam tytuł debiutu długometrażowego jest dość wyzywający. Jest bowiem pokusa by odnieść go także do samego twórcy: czy miał polot? Takie pytanie być może zada sobie widz.

W jednym z ostatnich odcinków Latającego Cyrku Monty Pythona pt. Złota era balonowa poznajemy Barrego, najmniej uzdolnionego z 14 braci Zeppelinów. Stojąc na płycie lotniska dmucha balonik, pewny że ten uniesie się i poleci. Niestety spada na ziemię. Barry się nie poddaje, wyciąga z kieszeni dużo większy, dmucha w niego z całych sił ale i ten spada na ziemię. Bierze jeszcze większy… Nie zdradzę finału by nie psuć zabawy. Przypominam ten epizod, bo nieustannie powracał w mojej pamięci podczas seansu Polotu, fabularnego debiutu Michała Wnuka. Pasja, zaangażowanie i konsekwencja Barrego Zeppelina bliskie są bowiem cechom głównego bohatera filmu – Karola. Podobnie przedmiot fascynacji: budowa sterowców. O ile jednak odgrywany przez znanego nam z Sali samobójców. Hejtera Macieja Musiałowskiego, filmowy Karol Tomporowski jest, jak zwiastuje pierwsza scena filmu skazany na sukces to nad samym obrazem zdaje się unosić jednak duch Barrego Zeppelina.

Polot to poruszająca historia o wkraczaniu w dorosłość, realizacji marzeń oraz przyjaźni wystawionej na próbę” – czytamy w materiałach prasowych. Film opowiada o młodym człowieku, na którego po nagłej utracie ojca spada obowiązek opieki nad rodziną i firmą. Pomimo nalegań matki nie decyduje się na sprzedaż podupadającego przedsiębiorstwa, lecz z całych sił próbuje zrealizować marzenie ojca – projekt sterowca. Rzecz dzieje się współcześnie w Bielsku-Białej. Karola poznajemy w otwierającej film scenie zawodów drużynowych. Ich celem jest osiągnięcie jak największej prędkości procesora. Karol jest sam, bo przyjaciele mieli ważniejsze sprawy. Mimo to, nie zważając na ryzyko (bo procesory są gorące, płoną, wybuchają) – zwycięża. Ta scena pokazuje siłę charakteru bohatera. Wiemy już że będzie dążył do sukcesu za wszelką cenę. W realizacji biznesu szuka jednak wsparcia u przyjaciół, dopiero co poznanej dziewczyny i swego największego wroga. 

Jest więc nagła tragedia, która niesie za sobą obowiązki, marzenie o sukcesie oraz trzech kumpli z technikum, o których wiemy, że się przyjaźnią, bo żłopią piwo przy ognisku, bełkocząc o życiu. Wspomniana już pierwsza scena filmu, stanowiąca jakby pigułkę całości, przepowiada, że kiedy nadejdzie dla tej przyjaźni czas próby to Karol i tak zostanie sam. Po co nam zatem tych trzech kumpli? Żeby było jak w Ziemi obiecanej: „Ja nie mam nic, ty nie masz nic i on nie ma nic” – razem mamy wszystko czego nam trzeba. Nadal jednak potrzebują czwartego, który wyłoży pieniądze na biznes. Tego złego. 

Zdobycie finansowania wymagało będzie podpisania niemalże paktu z diabłem, wyparcia świętości jaką jest pamięć o bliskiej osobie. Taką cenę zapłaci Karol za swoje „Niebo obiecane”. Po co więc wspomniani przyjaciele? Może po to by wypełnić, niczym helem czaszę sterowca, wnętrze filmu? Niby wiemy, że jest wypełniony gazem, który go unosi, ale jakby tam do niego zajrzeć do środka, to przecież „pusty”. Takie są też ich rozmowy. Co dokładnie mówią trudno chwilami zrozumieć bo aktorzy mówią niewyraźnie. To jednak nieważne i może celowo niezrozumiałe. Jest jeszcze dziewczyna głównego bohatera, która na dodatek skrywa pewną tajemnicę. Gdy nadejdzie moment, by ją wyjawić okaże się jednak, że nie stanowi ona żadnego punktu dramatycznego, na który warto było czekać. Sam ich związek nijak nie angażuje. Po prostu – M jak miłość

To co najbardziej ciekawi to oczywiście te sterowce. Trudno odmówić im uroku i aury minionej nowoczesności. Ogromne cygara sunące majestatycznie po niebie od połowy XIX biły kolejne rekordy, docierały nad biegun, pokonywały oceany zanim samoloty zdołały wyrosnąć z pieluch, by ostatecznie nagle zakończyć swą karierę 6 maja 1937 roku spektakularną katastrofą „Hindenburga” w Lakehurst w stanie New Jersey. Odeszły do historii choć trwale zagościły w kulturze, w świecie steampunka, a nawet w kuchni litewskiej jako cepeliny. Ich efektowność i czar dostrzegło oczywiście kino. Powracał w filmach Hindenburg z 1975 i 2011 roku, ale nie tylko, bo przecież w sterowcu Indiana Jones walczył z hitlerowcami. W Zabójczym widoku złowieszczy Max Zorin (produkt tychże hitlerowców) z pokładu sterowca stara się zawładnąć światem, co w stosownym momencie udaremni James Bond. Widzimy je w Sky Kapitanie i świecie jutra, Odlocie. Przelotnie wracają ostatnio i w polskim kinie: w Hiszpance i Dziewczynie z szafy

Nie dziwi więc specjalnie kolejne zainteresowanie tym statkiem powietrznym. W Polocie praca nad nim stanowi główną oś fabuły. Po raz kolejny wróćmy do sceny otwierającej film. To konkurs w podkręcaniu wydajności procesorów a zatem elektronika, nowoczesność, przyszłość. Procesory też ostatecznie płoną lub wybuchają  jak sterowiec „Hindenburg”. Skąd zatem ten skok w przeszłość? Czym mają być dla nas innowacyjne, sterowane radiem sterowcodrony Karola. Jaką metaforą? Niestety nie mam pomysłu.

Odniosłem wrażenie, jakby pomysł na film wynikał wyłącznie z dostępności lotniska, jego obiektów i ich zawartości. Jakby nie stworzono scenografii i pokazano nam przypadkowe rzeczy. Widzimy tam nieukończoną replikę/makietę słynnego myśliwca „Mustang”. Zaraz… Wow!, niesamowite  ktoś w firmie ojca wpadł na pomysł zbudowania „Mustanga”! Niestety w ręce Karola wpadają szkice sterowca i połyka bakcyl Zeppelina, podejmując pomysł produkcji zdalnie sterowanych sterowców. „Mustang” to spora ciekawostka, nijak jednak nie powiązana z fabułą, a przecież w filmowym świecie wszystko powinno być celowe i zaplanowane. Podobnie odbieram pokazanie ujęć amerykańskich aerostatów nad Afganistanem. Prawdopodobnie miało to podkreślić użyteczność projektu, ale daje efekt odwrotny, bo próżno szukam logiki w „wynalezieniu” czegoś, co jest już z powodzeniem wykorzystywane. Nie przekonuje mnie to jako oś dramaturgiczna filmu. Tym bardziej, że urządzenia te są raczej balonami a nie sterowcami. Jako ciekawostkę dodam, że obecnie wojsko planuje „zawieszenie” takiego właśnie, pokazanego w filmie aerostatu nad Podkarpaciem. Jego zadaniem będzie kontrola przestrzeni powietrznej.

Tymczasem „młody wizjoner” rozpoczyna walkę o swój „innowacyjny” projekt, który jest odpowiednikiem sterowanej radiem miniaturowej maszyny parowej w epoce kosmicznej. Pokonuje niespodziewane problemy techniczne, z którymi zmagali się chyba już XIX wieczni pionierzy aeronautyki i ostatecznie zostały pomyślnie rozwiązane w latach trzydziestych XX wieku. Być może dlatego jest nam w sumie obojętne czy ta konstrukcja zadziała i się sprzeda, czy kupi ją wojsko, a może nawet wolelibyśmy, żeby jednak nie kupiło, bo to jednak za nasze wspólne pieniądze. Nie kibicujemy Karolowi w jego walce z przeciwnościami, bo wydają nam się na siłę wymyślone, a sam jego mini sterowiec niepotrzebny – no dobrze – może się przydać, żeby zaimponować dziewczynie.

Na szczęście jest folia bąbelkowa, której zgniatanie pomaga Karolowi rozładować stres i która podsunie mu „innowacyjne” rozwiązanie ratujące projekt. Tak naprawdę o tej folii film chętniej bym obejrzał. Seans Polotu nieco ją przypomina. Dostajemy kolejny wątek, kolejny problem, bąbelek. Ściskamy kolejno bąbelek po bąbelku. „Jeśli widz szuka współczesnego filmu o młodych ludziach i marzeniach, śmiesznego, przejmującego, zaskakującego, to prawdopodobnie to jest film dla was. Będą samoloty, sterowce, zachody słońca, miłość, ambicja, rywalizacja i pierwsze kroki w chmurach” – mówi reżyser. Każdy z wymienionych elementów w filmie jest jak bąbelek, początkowo twardy, a potem jak go ścisnąć pęka i choć było w nim powietrze to przecież jakby nie było niczego. Można i w tym odnaleźć przyjemność, bo brak jednak Polotowi polotu. Kolejna opowieść o tym, że determinacja i pewność siebie, pomimo przeciwności losu doprowadzi nas do sukcesu. Jeśli zdecydujecie się wybrać do kina to seans mimo wszystko jakoś …zleci.

Łukasz Baran
Łukasz Baran
polot plakat

Polot

Rok: 2020

Gatunek: obyczajowy

Kraj produkcji: Polska

Reżyseria: Michał Wnuk

Występują: Maciej Musiałowski, Andrzej Konopka, Pola Błasik i inni

Dystrybucja: Next Film

Ocena: 2/5