Ten zegar stary gdyby świat – recenzja filmu „Północny wiatr” – FFR Sputnik

Ten zegar stary gdyby świat – recenzja filmu „Północny wiatr” – FFR Sputnik

Jeżeli dusza ludzka wymaga potępienia za małostkowość, sentymentalizm i przywiązanie do przeszłości, które manifestują się w konserwatywnych rytuałach i akcie samozniewolenia wspomnieniami, to Renata Litwinowa zwraca uwagę na bliskość tych cech każdemu z nas. „Zły człowiek”, wytykany długim, metalowym palcem filmowej matrony, to ostatecznie „Twój człowiek” i odbicie w zwierciadle.

Rosyjska reżyserka zdołała już zasłynąć ze swobodnego i kreatywnego traktowania tematyki śmierci i pokonywania jej barier z pomocą eklektycznego stylu, łączącego nawiązania do sztuki wysokiej i estetykę kiczu – chociażby w Boginii. Historii mojej miłości (zdjęcia Władysława Opeljantsa, operatora GorączkiNASZA RECENZJA). Litwinowa sięga po analogiczny wachlarz środków w Północnym wietrze i wcielając się w postać głowy rodziny oraz narratorki opowiadania, przedstawia ezoteryczną historię wielopokoleniowego rodu fabrykantów. Silnie sfragmentaryzowana i eliptyczna relacja kobiety skupia się wokół tradycji cyklicznych spotkań w wigilię Nowego Roku.

Nie byłoby nic tajemniczego w tym pozornie radosnym réunion de famille, gdyby nie specyfika samego miejsca – neobarokowej willi, której zegary na ścianach wybijają dodatkową godzinę; stoły zdobione są żywą bądź martwą dziczyzną, a przestrzeń komnat charakteryzuje się nadmiarem luster, kandelabrów i wykwintnie zdobionych żyrandoli. Podczas kolacji, służącej za prezentację bohaterów dramatu, widz staje się świadkiem nieszablonowej ceremonii, polegającej na traktowaniu płomieniem świecy wcześniej spisanego życzenia, rozpuszczeniu popiołu w kieliszku szampana i wypiciu mikstury równo z nadejściem północy – co zapewnić ma spełnienie marzeń. Idylliczny obraz przesytu i bogactwa zakłóca dopiero nagła śmierć Fannie (Uljana Dobrowskaja), ulubienicy matrony i żony jej syna Benedicta (Anton Szagin). Brak jej ciepła i blasku odbija się na okolicznej biosferze. Mury pałacyku zaczyna porastać pleśń, mech i pajęczyna. Nawet pieniądze zaczynają gnić, symbolizując swą nikłą wartość w obliczu ostatecznego wymiaru śmierci.

Kolejne iteracje, silnie teatralizowane, formalnie okraszone zgrabnymi match-cutami, zaczynają przypominać bezustanne apelacje o powrót utraconej miłości. Wyrażają się przede wszystkim w trawestacji mitu o Pigmalionie i ożenku Benedicta z Fainą (Sofija Ernst), która jednocześnie walczy z poczuciem utraty wewnętrznej integralności i przejawia chęć upodobnienia się do zmarłej – nie inaczej jak Kim Novak w Zawrocie głowy. Także Margarita, główna bohaterka, tęskni za mężczyzną, który albo opuścił ją dawno temu, albo nigdy nie istniał, tkwiąc w jej pamięci niczym wyimaginowane wspomnienie. W międzyczasie atmosfera rozkładu wdziera się do kolejnych komnat dworu, a błękitna krew zdaje się mieszać coraz bardziej z powoli wtłaczaną w żyły trucizną.

Epizodyczna struktura ewokująca rytm zegara, który nabawił się czkawki lub jąka się na wzór bohaterów Tarkowskiego i Terayamy, tworzy nie tyle bez-czas, nie-czas, co pewnego rodzaju nad-czas – czas pożyczony, wynikający z błędnego ruchu ramion maszyny. Trzynasta godzina jest równie magiczna co czarodziejski peron w popularnej serii powieści dla młodzieży i w podobny sposób może stanowić fantastyczną paralelę ucieczki od traumatycznej rzeczywistości. Szczególnie cieszy fakt, że mistyczna intryga oddala się od surrealistycznej analizy klas wyższych rodem z późnych filmów Buñuela, przekształcając się w kierowaną wspomnieniami opowieść o żalu, stracie i łataniu dziur w sercu za sprawą czegoś na wzór Hasowskiego sanatorium, czy świątyni szczęścia w Życie jest powieścią Alaina Resnais’go (NASZA RECENZJA).

Film dedykowany jest Kirze Muratowej, wybitnej ukraińskiej reżyserce, autorce Długiego pożegnania (NASZA RECENZJA) i nagrodzonego Srebrnym Niedźwiedziem Syndromu astenicznego. W tym ostatnim – awangardowym i absurdalnym fresku sowieckiego społeczeństwa okresu końca pierestrojki – także podejmowała tematy osobistej i kolektywnej żałoby. Trudno nie dostrzec w transcendentalnym zakończeniu Północnego wiatru echa sceny, w której bohaterka filmu Muratowej wyrusza w samotną podróż tramwajem tuż po gwałtownym opuszczeniu pogrzebu. Kobieta sprzeciwia się tłumowi, oświadczającemu, że „nie może wsiąść, bo to koniec trasy”. Obraz Litwinowej jest właśnie takim wetem dla jednoznacznego pożegnania bliskich.

Tomasz Poborca
Tomasz Poborca

Północny wiatr

Tytuł oryginalny:
 Severnyy veter

Rok: 2021

Gatunek: dramat, fantasy

Kraj produkcji: Rosja

Reżyseria: Renata Litwinowa

Występują: Renata Litwinowa, Uljana Dobrowskaja, Anton Szagin i inni

Ocena: 4/5