Podsumowanie Berlinale #1 – najciekawsze filmy wg Tomasza Poborcy

Podsumowanie Berlinale #1 – najciekawsze filmy wg Tomasza Poborcy

Na wstępie słowa pochwały należą się Carlo Chatrianowi i Mariette Rissenbeek, dyrektorom festiwalu Berlinale, oraz wszystkim odpowiedzialnym za organizację tego wydarzenia w formie stacjonarnej, z uwzględnieniem wolontariuszy i pracowników medycznych. Patrząc na to, jak ciepło przyjęta została na czerwonych dywanach i pokazach galowych Claudia Roth, niemiecka ministra kultury, robiło się też trochę przykro na myśl o polskiej rzeczywistości. Chociaż restrykcje były surowe, nie unikając drobnych potknięć, udało się doprowadzić do realizacji wielkiej filmowej imprezy, zaprosić sporą liczbę twórców, oraz przyciągnąć na sale pokaźne rzesze dziennikarzy i widzów. Całe szczęście, bo zakończony kilka dni wcześniej festiwal w Rotterdamie, a raczej prezentowane tam dzieła ucierpiały znacznie na braku oprawy kinowego dyspozytywu.

Najciekawszym z nich poświęciłem osobne teksty:
(Recenzje dostępne po kliknięciu w obrazek)

Pragnę dodatkowo podzielić się kolejnymi pięcioma tytułami, które warto zapisać w kajeciku i śledzić ich festiwalowe losy lub wypatrywać wśród bibliotek platform vod.

Su Zhou He (2000, reż. Lou Ye)​

Su Zhou He to nie tylko kultowy obraz wśród wschodnio-azjatyckiej publiki i awangardowa perła szóstej generacji chińskich reżyserów, ale przede wszystkim autorskie arcydzieło filmowej narracji, które – miejmy nadzieję – dzięki zrekonstruowanej kopii, prezentowanej w sekcji “Berlinale Classics”, trafi również na polskie ekrany. Powodów ku temu jest sporo, a postawienie flaszki Żubrówki w roli głównej bohaterki zapowiada potencjał osiągnięcia równie ikonicznego statusu na lokalnym podwórku kinofilii nad Wisłą.

Film otwierają fragmentaryczne przebłyski z podróży barką po szanghajskiej rzece, a sentymentalny komentarz z offu, opowiadający o społecznych bólach i małych radościach zgromadzonej na jej brzegach wspólnoty, budzi skojarzenia z nowofalową odmianą Douro, Faina Fluvial Manoela de Oliveiry. Prędko okazuje się jednak, że poetyce Lou Ye bliżej do melodramatycznej hybrydy Małej syrenki, Damy z Szanghaju i Zawrotu głowy

Ostatni z nich tak często towarzyszy przecież opróżnionym butelkom alkoholu. Eliptyczną i cyrkularną narrację, pełną repetycji, zmartwychwstań i sobowtórów, można próbować zamknąć w Robbe-Grilletowskiej ramie majaków młodego mężczyzny, który w akcie desperacji zapija się na śmierć, a wraz z ostatnim tchnieniem wydaje z siebie mroczne historie miłosne; albo niczym Odyseusz, zwalającym z nóg trunkiem unieruchamia się na pokładzie statku, by wysłuchać śpiewu zwodniczych piękności.

The Novelist's Film (2022, reż. Hong Sang-soo)​

The Novelist's Film

Hong Sang-soo już dawno nie był tak zabawny. Niezręczne i pozornie przypadkowe spotkania, jakich doświadcza uznana poetka podczas powrotu z wizyty u dawno niewidzianej przyjaciółki, żyjącej na obrzeżach miasta, układają się w pełen suchego humoru i niemal surrealistyczny labirynt reminiscencji. Każdą z postaci okazuje się bowiem łączyć mniej lub bardziej odległe wspomnienie, które służą koreańskiemu reżyserowi do opowiedzenia historii silnie epizodycznej, aczkolwiek subtelnie i cierpliwie prowadzonej.

Kiedy główna bohaterka zbiegiem okoliczności trafia znowu do odwiedzanej początkowo księgarni, spiralny schemat zaczyna nabierać dodatkowej głębi. Wyzwoleniem okaże się kręcony film oraz – jak to u Honga bywa – wypity alkohol. O ile zeszłoroczne seanse Wstępu wywoływały senność, o tyle tegoroczna pozycja nie tylko zamienia oczekiwanie na pierwszą wypitą szklankę w intrygującą i zabawną wycieczkę po albumie osobliwości, ale sprawia wrażenie dzieła przemyślanego i otwartego na interpretacje.

Pełna recenzja Marcina Prymasa dostępna po kliknięciu w LINK.

Cette maison (2022, reż. Myriam Charles)​

Myriam Charles zrealizowała poetyczny film z pogranicza biograficznego dokumentalizmu, onirycznych opowieści o duchach oraz teatralnej rekonstrukcji. Wszystkie te formy składają się na portret młodej Haitanki i życia, które mogło zaistnieć, lecz zostało odebrane w śmiertelnym i brutalnym akcie gwałtu na 14-letniej dziewczynie. Pocztówki zarejestrowane na ziarnistej taśmie 16 mm przedstawiają sceny codzienności wyobrażonej i rozmowy z najbliższymi możliwe do przeprowadzenia wyłącznie w ich snach.

Debiutująca reżyserka przedstawia alternatywną wizję rzeczywistości, w której tragedia nie miała miejsca. Charles włącza w ten osobisty i wzruszający wideoesej przemyślenia na temat rodzinnych korzeni wyrwanych z tropikalnego gruntu i statusu imigrantów w obliczu politycznych zmian, ale nigdy nie daje się ponieść w tej magicznej antropologicznej podróży – pozostaje skupiona na swojej bohaterce i towarzyszącej żałobie.

Return to Dust (2022, reż. Li Ruijun)​

Portretując chińską wieś, Li Ruijun wraca nie tylko do tytułowego, biblijnego prochu, ale też do swoich rodzinnych stron, gdzie postanowił osadzić słodko-gorzką historię aranżowanego małżeństwa. Charakteryzujący się powolnym tempem, szacunkiem do natury i cierpliwą obserwacją rolniczych rytuałów, Return to Dust przedstawia dotkniętą przez los parę lokalnych wyrzutków, którym na stare lata przypadło związać się ze sobą. Ma i Guiyingowi, choć pogrążonym w biedzie i chorobie, udaje się pokonać życiowe przeciwności i zbudować dla siebie szczęśliwy dom – w przenośni i dosłownie, własnoręcznie lepiąc cegły i wznosząc gospodarstwo od podstaw. Pomaga im w tym jedynie wierny osiołek.

Można zarzucać reżyserowi fetyszyzowanie biedy, aczkolwiek z jego anemicznego obrazu nie płynie energia politycznej interwencji. To przede wszystkim dzieło fabularne, cechujące się sporą dozą liryczności, którego główny bohater, jak sam stwierdził, woli pracować w polu niż na zdjęciowym planie. Owszem, w tle pobrzmiewają demony modernizacji i przymusowej urbanizacji, ale – w przeciwieństwie do Carli Simón i jej przeciętnego zdobywcy Złotego Niedźwiedzia – Ruijun nie ulega romantycznej wizji i nie rozbija o nią narracyjnej struktury. W zamian oferuje coś bezpretensjonalnego i uniwersalnego; przypowieść o wadze spłaconych długów, bowiem życie to nic innego jak pożyczka w lombardzie drobnych marzeń.

Flux Gourmet (2022, reż. Peter Strickland)

To nie Brzuch architekta, to architektura brzucha – tak można w skrócie opisać profilmowy świat nowego dzieła Petera Stricklanda. Inspiracja twórczością Greenawaya widoczna jest gołym okiem w tym dziwacznym kolażu kulinarnych performansów, organizowanych z niemal okultystyczną oprawą w tajemniczej willi z wystawnym ogrodem i opisywanych przez zakontraktowanego pisarza. Cierpiący na gastryczne dolegliwości, sam daje się wciągnąć w ekscentryczne rytuały wieńczone kolorowymi orgiami z widownią, które zastępują rundę hojnego aplauzu.

Pełen fekalnych żartów, jak żołądek po zbyt wielu wurstach i piwach wciągniętych między seansami, kolonoskopowy film Brytyjczyka jest tak naprawdę spojrzeniem w głąb układu trawiennego mężczyzny. Diegetyczne postaci oraz dynamika ich relacji w klasycystycznym budynku stanowią personifikację procesów biologicznych w zreifikowanej przestrzeni jelit. Strickland cudem ratuje się przed biegunką.

Pełna recenzja Marcina Prymasa dostępna po kliknięciu w LINK.