Run away, turn away – recenzja filmu „Perla” – Rotterdam 2025

W swoim drugim filmie tworząca w Austrii Słowaczka Alexandra Makarová opowiada o bohaterce wbrew własnej woli skazanej na tułaczkę po dwóch zwaśnionych blokach politycznych, ale też na emocjonalny wybór między schorowanym i biednym kochankiem z dawnej ojczyzny a opiekuńczym i majętnym mężem poznanym po emigracji w 1968 roku. Perla z konkursu głównego w Rotterdamie stała się szansą dla 39-letniej reżyserki na rozliczenie ze skomplikowaną historią własnej rodziny wpisanej w opresyjny system komunistycznej Czechosłowacji. Obraz zadedykowała zresztą swojej babci.

Alexandra Makarová, gdy w 1992 roku w jej kraju upadała komuna, miała siedem lat i choć dorastała w pobliskim Wiedniu (z którego do słowackiej stolicy jest zaledwie godzina drogi), to kontakt z tamtejszym ustrojem miała znikomy. Mieszkając w kapitalistycznym kraju z matką, malarką Sašą Makarovą, poznała stosunki panujące na wschodzie jedynie z jej opowieści. Reżyserka urodzona w Koszycach odziedziczyła emigracyjną traumę, a piętno słusznie minionego systemu nosi głęboko w sercu i umyśle, tak samo jak całe pokolenie dzieci urodzonych na przełomie lat 80. i 90. Podobnie jak w Polsce każdy podlotek wychowywał się z wiedzą o przerwaniu Teleranka przez smutnego generała 13 grudnia 1981 roku, tak w Czechach, Morawach i Słowacji znany jest propagandowy komunikat z sierpniowego poranka 1968 roku o wkroczeniu wojsk Układu Warszawskiego. Oba zdarzenia zmieniły losy wielu obywateli i stały się końcem pewnej epoki, od tego drugiego Makarová rozpoczyna swój film.

Czarny ekran. Z offu komunikat wypowiedziany beznamiętnym głosem: „Wczoraj, 20 sierpnia 1968 roku ok. 23:00 wojska Związku Radzieckiego, Polskiej Republiki Ludowej, Niemieckiej Republiki Demokratycznej, Węgierskiej Republiki Ludowej i Ludowej Republiki Bułgarii przekroczyły granice Czechosłowackiej Republiki Socjalistycznej. Prezydium Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Czechosłowacji wzywa wszystkich obywateli Republiki by zachowali spokój i nie stawiali oporu posuwającym się naprzód oddziałom”. Propagandowy przekaz zostaje zestawiony z nieco sielankowym obrazem wschodu słońca nad rzeką. Dźwięki natury obojętnej wobec podmuchów Wielkiej Historii, ale i zefirków drobnych ludzkich dramatów, ot zaczyna się kolejny dzień, woda płynie w tym samym kierunku, drzewa i krzewy uginają się dokładnie identycznie jak każdego poranka, ptaki leniwie budzą się przed świergotem. Zanim zza kadru zdążył odezwać się David Attenborough, ten obrazek rujnuje wkroczenie kobiecej postaci. Zdyszanej, zmęczonej, zabłoconej uciekinierki. Po jakimś czasie dowiemy się, że granicę z Austrią pokonała tak młoda malarka, tytułowa Perla (znakomita Rebeka Poláková), by chwilę potem już w dostatnim Wiedniu urodzić córkę Julię, która teraz jako nastolatka uporczywie ćwiczy z suto opłacaną rosyjską matroną panią Michajewą, aby zostać żeńską wersją Vladimira Horowitza.

Perla

Jednak reżyserka i scenarzystka zarazem przyzwyczaja nas od początku, że nic w tym świecie nie jest pewne. Ani plan podbicia salonów dzięki pianistycznym zdolnościom latorośli, ani wystawa malarska bohaterki w Nowym Jorku, ani otaczanie się artefaktami zachodniego dostatku: dziełami sztuki, designerskimi meblami i dywanami w przepastnej kamienicy, nie pozwolą zaznać spokoju Perli. Niby muzyka z wypasionej prywatki, na której poznaje swego przyszłego męża Jonasa Hoffmana (w tej roli poczciwy Simon Schwarz), nieco od niej starszego tybetologa, niesie za sobą świeże powietrze, ale z głośników leci przecież Smalltown Boy Bronski Beat, piosenka o tęsknocie, ucieczce i traumie z przeszłości. Czyli jednak coś w tej Słowaczce siedzi, zamknięte głęboko przed nowymi austriackimi znajomymi i ukochanym, jej dusza płacze i wygląda za czymś niedokończonym. I może tak by sobie żyła dalej, jak pączek w maśle, choć ze zbolałym nadzieniem, ale dzwoni telefon. Czerwony telefon. Telefon z przeszłości. Telefon, który zmieni wszystko.

Nie zdradzę czemu, ale Perla Adamová, teraz już obywatelka Austrii Petra Hoffman, udaje się z rodziną do dawnego kraju. Zamęt związany z powrotem po tylu latach w rodzinne strony objawia się w irracjonalnych zachowaniach protagonistki, a także w warstwie audialnej (m.in. tajemnicze szepty, werble z oddali, niepokojące Čom ste ňa mamičko ludowego zespołu Folklórny súbor Vagonár Poprad), jak i wizualnych sztuczkach George’a Weissa. Budowany na bliskich planach, nasycony ciepłymi barwami segment wiedeński ustępuje czechosłowackiemu, w którym zdjęciom przewodzą chłodniejsze tonacje oraz plany totalne zderzone ze zbliżeniami. Takim sposobem bezpieczeństwo i pluszowość scen z części pierwszej zostaje brutalnie zamienione w drugim akcie na pełne zagrożeń przestrzenie hotelowe, stołówki i handlowe ulice z obowiązkowymi kolejkami, a w trzecim na wręcz niewygodne od mgły i zaprzaństwa wiejskie zabudowania wpisane w górski krajobraz.

Alexandra Makarová buduje swój film na kontrastach, nie ucieka (zwłaszcza w końcówce) od pewnych schematów myślowych, nie tylko w relacji wschód-zachód (komunizm-kapitalizm), ale i prowincja-miasto. Potrafi wymknąć się jednak pułapkom fabularnym (które niektórym mogłyby się skojarzyć z kinem moralnego niepokoju) i wdepnąć pedał gatunkowy (w tekście podsumowującym Rotterdam Marcin Prymas doszukał się czechosłowackich nowofalowców, ale też Śladów wilczych zębów Jiříego Svobody), a jednocześnie nie stroni od miksowania emocjonalnych pasaży z poetyckimi zabiegami i metaforami (motyw lustra). Uroda filmu Słowaczki zostanie ze mną na długo, tak jak i scena, która najpiękniej podsumowuje, czym jest nostalgia za własną ojczyzną. Hoffmanowie zaglądają do baru mlecznego, a Perla niczym dziecko w sklepie z zabawkami zamawia całą niemal kartę, konfundując przy okazji zmizerniałych bywalców przybytku. Na stole lądują zatem segedínsky guláš z knedliczkami, knedliki z sosem koperkowym, buraczki, mizeria, kapusta, kilka zup, vyprážaný syr z sosem tatarskim i ziemniakami oraz halušky, a jeszcze na deser ziemniaczane šúľance z makiem i masłem. Prawdziwa uczta, którą jest także film Makarovej.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Perla plakat

Perla

Rok:
2025

Kraj produkcji: Austria, Czechy

Reżyseria: Alexandra Makarová

Występują: Rebeka Poláková, Simon Schwarz, Carmen Diego i inni 

Ocena: 4/5

4/5