Wonderful Life – recenzja filmu „Paczuszka pełna miłości” – Nowe Horyzonty

2019 rok wyznaczył w życiu mieszkańców Wiednia koniec pewnej epoki. W stolicy zakazano palenia tytoniu w barach i restauracjach. Kawiarniany sztafaż legendarnych wiedeńskich lokali został więc zubożony o jeden ze swoich najważniejszych elementów, a ludzie zostali zmuszeni do nauki radości tylko z kulinarnej, cukierniczej czy też alkoholowej oferty knajpek. Opisana rewolucja stanowi punkt wyjścia najnowszego filmu Gastóna Solnickiego o jakże urokliwym tytule Paczuszka pełna miłości.

W jednym z wielu wiedeńskich kaffehausów klienci jak co dzień wypalają właśnie kolejnego papierosa, rozbijają dopiero ugotowane jajko – niby osobno, a jakby wspólnie celebrują wdzięczne fragmenty codzienności, popijając melange. Po krótkim zerknięciu na naklejkę głoszącą, że w tym oto lokalu można znaleźć strefę dla palących, następuje kolejna apoteoza momentu niezauważalnego w życiowym biegu. Zwinna ręka przewraca złote cekiny na drugą, czarną stronę, a narrator opowieści, meksykański pisarz Mario Bellatin, ogłasza wtem lokalny fin d’une époque. Właściciel kawiarni zmuszony jest zerwać naklejkę o tytoniowej strefie, czemu towarzyszą dysonansowe pociągnięcia smyczkiem. Ten równocześnie harmonijny i niepokojący wstęp stanowi zapowiedź centralnego wątku Paczuszki pełnej miłości – niekończących się poszukiwań nowego lokum w wykonaniu pary przyjaciółek.

Nie wiadomo, co skłoniło Angeliki do zmiany mieszkania. Apatyczna, wiecznie niezadowolona bohaterka raczej nie musi martwić się o to, gdzie spędzi kolejną noc, ale równocześnie sprawia wrażenie, jakby nieustannie czegoś jej brakowało – tak w kolejnych propozycjach lokalowych, jak i w życiu. Nie inaczej jest z córką kobiety, która mimo muzycznego talentu, odmawia pójścia do konserwatorium, ponieważ jak każde dziecko po jakiejkolwiek edukacji artystycznej ma dość niekończącej się walki z klasyką. Zamiast tego wolałaby oddać się improwizacji. Naprzeciw potrzebom głównej bohaterki wychodzi dobra przyjaciółka i zarazem architektka wnętrz, Carmen, będąca jej charakterologicznym i fizycznym przeciwieństwem, wyróżniająca się gęstymi kręconymi włosami oraz południową urodą. Solnicki przekłada na filmową rzeczywistość prawdziwe imiona aktorek grających główne role – Angeliki Papoulii (pamiętanej przede wszystkim za swój znakomity występ w Kle Lanthimosa) i Carmen Chaplin, która pojawia się tu razem z całą rodziną potomków legendarnego komika, co nadaje historii wymiar dokumentalistycznego portretu kilku dni z życia przypadkowych mieszkańców Europy.

Rytm tej filmowej symfonii wyznaczają wspólne przechadzki kobiet po wiedeńskich ulicach i potęgujące frustracje. W końcu poszukiwanie mieszkania często przypomina syzyfowe wtaczanie kamienia na górę, szczególnie kiedy klientka potrafi odnaleźć w każdym lokum nawet najmniejszą zadrę. Raz przeszkadza jej kolor płytek w łazience, przy innej okazji obrywa się skrzypiącemu parkietowi. Restauracje i kawiarnie również nigdy nie znajdują się w odpowiedniej odległości od domu. Zachwyt pozostawia drzewom cytrynowym oraz obrazom Bruegla Starszego, przy których przechadza się w Muzeum Historii Sztuki w Wiedniu. Solnicki nie omieszkuje zażartować sobie w tej scenie z własnych postaci, stawiając niezrozumianą przez otoczenie Angeliki przed Wieżą Babel i umęczoną poszukiwaniami Carmen przed Drogą krzyżową, żeby następnie zawrócić architektkę wnętrz do rodzinnej Andaluzji, gdzie i ona sama zdaje się gorzknieć. Nie pomaga jej w tym otoczenie rodziny – albo zmagające się z problemami finansowymi, albo absurdalnie nostalgiczne jak dziesięcioletnia siostrzenica urągająca nad zmieniającą się Malagą.

Symfonia miejska w wykonaniu Solnickiego to krążenie po kolejnych mieszkaniach, wizyty w kaffehausach, muzeach, rozmowy z przypadkowymi ludźmi i dobrze znanymi przyjaciółmi czy po prostu uliczne spacery po okolicach w poszukiwaniu jakiegoś nieokreślonego, wręcz spirytualnego znaku. Tak Wiedeń, jak i Andaluzja zdają się być w Paczuszce zatrzymane w przeszłości, jakby zawieszone w czasie; są przy tym równocześnie magicznie oświetlone i mroczne, eleganckie i brudne. Wielką zasługę w inscenizowaniu takich naturalistycznych pocztówek bez wątpienia należy przypisać Ruiowi Poçasowi, autorowi zdjęć znanemu z pracy z Miguelem Gomesem, João Pedrem Rodriguesem czy Lucrecią Martel. W jego obiektywie zarówno austriacka stolica, jak i hiszpańskie rubieże wydają się mieć to, czego szukają w nich bohaterki, co tylko uwypukla sytuacyjny absurd ich ciągłego krążenia, uciekania od decyzji i przyznania przed sobą, że wszelkie pretekstowe próby podjęcia przez nie życiowych zmian dają im jedynie prowizoryczne spełnienie, a prawdziwego piękna, jakkolwiek zarazem patetycznie i powszednio by to nie brzmiało, w małych przyjemnościach. Dzięki różnorodnym przestrzeniom, jakie odwiedzają Angeliki i Carmen, Solnickiemu udaje się zbudować rodzaj fraktala, w którym jego kolejne części poszerzają pojęcie widza o społecznym krajobrazie Wiednia, a następnie Andaluzji, a równocześnie piszą po prostu kolejne części muzycznej wariacji na ten sam, nad wyraz prościutki temat. 

Koronkowa, komplementarna struktura filmu złożona jest z dychotomicznych zestawień. Z jednej strony pamiętające Habsburgów uliczki zderzają się z kamiennymi wybrzeżami Iberii, z drugiej suche łąki spotykają śnieżne krajobrazy. Paczuszka pełna miłości przypomina przez to nieustanne balansowanie na krawędzi, kiedy z poetyckich wizji przywołujących na myśl pokazywane ostatnio we Wrocławiu Pod ziemią Michelangelo Frammartino wyrywają nas kolejne narzekania Angeliki. Jak można się spodziewać, spuentowane zostają one ascetycznym ujęciem rozpalonego papierosa. W ten sposób Solnicki tworzy polifoniczną symfonię tęsknot za nienazwanym odchodzącym, symbolizowanym przez tytoniowy zakaz. Do wiedeńskiej kawiarni po klimatycznym wstępie wraca dopiero w zakończeniu, gdzie wreszcie werbalizuje się ukryta apoteoza życia, do której idealne warunki próbowała przez cały czas znaleźć Angeliki. Smaki i zapachy uderzają tu do głowy tak dobitnie, że aż przypomnieć sobie można, co o afekcie w kinie pisała lata temu Vivian Sobchack (dziw, że film nie zdobył serc wielbicieli czułej i wrażliwej kinematografii). Razem z kultowymi wnętrzami powracają gesty i rytuały znane z prologu, bo oto kaffehausowe, wielopokoleniowe tradycje mają chwilę na odśpiewanie swojej łabędziej pieśni, którą jest tutaj Wonderful Life zespołu Black. Nad filiżankami znów unosi się dym papierosów, młoda dziewczyna zwija sobie kolejnego szluga, a Angeliki zasiada z przyjaciółmi do sowicie zastawionego stołu, żeby tą „Ostatnią wieczerzą” ze smakiem pożegnać ducha przeszłości.

Julia Palmowska
Julia Palmowska

Paczuszka pełna miłości

Tytuł oryginalny:
A Little Love Package 

Rok: 2022

Kraj produkcji: Austria, Argentyna

Reżyseria: Gastón Solnicki

Występują: Angeliki Papoulia, Carmen Chaplin, Nikolaus Weidinger, Mario Bellatin i inni

Ocena: 4/5

4/5