Nie dotykaj mnie – recenzja filmu „Out 1” (1971)

Nie dotykaj mnie – recenzja filmu „Out 1” (1971)

Najpopularniejszymi filmami o bardzo długim metrażu są najprawdopodobniej produkcje filipińskiego mistrza Lava Diaza albo Szatańskie Tango (1994) Beli Tarra. Dzięki obecności w Polsce portalu MUBI mamy jednak również dostęp do wcześniejszych dzieł światowej kinematografii. A wśród nich, długie niczym tasiemiec filmy również zajmują ważne miejsce.

Trudno zdefiniować, czego adaptacją jest Out 1 w reżyserii Jacques’a Rivette’a. Na pierwszy rzut oka ukazuje się Balzac i jego Komedia ludzka. Dla niezaznajomionych z literaturą francuską na tyle, by wiedzieć, o co chodzi, spieszę z wyjaśnieniem. Honoré de Balzac w latach 1829-1848 napisał cykl powieści i opowiadań zebranych pod wyżej wspomnianym tytułem. Niesamowicie obszerny w treść i problematykę traktat socjologiczno-filozoficzny opowiada o blisko dwóch tysiącach postaci, których charaktery Balzac dogłębnie analizuje przez pryzmat wyznawanego przez siebie systemu etycznego. 

Nikogo nie powinien zaskakiwać okres, w którym powstał ten film – choć rok 1971 jest definitywnym końcem francuskiej nowej fali, to inspirację konwencją widać w dziele Rivette’a bardzo wyraźnie. Nie bez powodu reżyser nazywany jest “spóźnionym” nowofalowcem, który nie nadążał z podtrzymywaniem tempa nadawanego przez Godarda i innych twórców La Nouvelle Vague z powodu rozmachu i metrażu swoich produkcji. Z uwagi na scenariusz tak bardzo nawiązujący do dzieł francuskiego wieszcza Out 1 nazywane jest XX-wieczną interpretacją Balzaca, głównie jego cyklu Trzynaście wydawanego w latach 1833-35.  Rivette adaptował dzieła pisarza jeszcze dwukrotnie – w Pięknej złośnicy (1991) i Nie dotykać siekiery (2006)

Trzynaście jest ważną liczbą także w przypadku filmu Rivette’a. Tyle bowiem godzin spędzimy na oglądaniu całości. Ta megaprodukcja, a konkretniej wersja dostępna na MUBI, trwa aż 773 minuty. I znowu, trudno o bardziej naładowaną symboliką liczbę. W większości mitologii, systemów wierzeń oraz kultur „trzynastka” postrzegana jest jako symbol zła, nieszczęścia i tragedii. Tylko Włosi uważają ją za szczęśliwą liczbę. Podobnej symboliki jest w obrazie znacznie więcej, ponadto łączy się ona z innymi wątkami. Tych, którzy nie zaczęli jeszcze swojej przygody z filmami, których metraż przekracza niepisaną zasadę trzech godzin, chciałbym od razu uspokoić. Dzieło Rivette’a można oglądać jako serial – otrzymamy wówczas osiem mniej więcej półtoragodzinnych odcinków. Na początku wszak taki był plan – Out 1 miało zostać wyemitowane w telewizji, do czego jednak ostatecznie nie doszło.

Osobiście uznaję datę premiery Out 1 za oficjalny koniec francuskiej nowej fali w kinematografii. Film ten zawiera bowiem wszystkie schematy – zarówno te kompozycyjne, jak i techniczne – którymi chlubiła się La Nouvelle Vague, zaczynając od Hiroszima, moja miłość (1959), przez filmy takie jak Do utraty tchu (1960) (NASZA ANALIZA) czy Amatorski gang (1964), kończąc na politycznych manifestach twórców skupionych wokół pisma Cahiers du Cinéma. Rivette swój film nakręcił na taśmie 16mm, skorzystał również z nowofalowej tradycji mieszania narracji fabularnej z dokumentalną. Fani kilkudziesięciominutowych ujęć znanych z filmów Lava Diaza (NASZ ESEJ O JEGO TWÓRCZOŚCI) również znajdą tu coś dla siebie, bo filipiński reżyser w sposób ewidentny inspirował się dziełem Rivette’a nie raz.

Kolejnym czynnikiem, który powoduje, że seans Out 1 stanowi przeżycie jedyne w swoim rodzaju, jest gra aktorska. Reżyser podkreślał w wywiadach, że zależało mu na tym, by wszystkie postaci zachowywały się w sposób realistyczny. I ten realizm w ekspresji ukazywanych na ekranie osób da się dostrzec, czasami w przerysowanej formie. Wybitną pracę wykonał tu najbardziej uzdolniony syn francuskiej nowej fali, Jean-Pierre Léaud. Wykreowana przez niego postać Colina idealnie wpisuje się w forsowany przez nowofalowców portret przeintelektualizowanego, młodego outsidera. Persona grana przez Léauda chodzi więc ulicami, przygrywa na harmonijce, odstraszając klientów paryskich kafejek, i czyta Balzaca na głos, udając osobę niesłyszącą w celu zarobienia dodatkowych pieniędzy.

I ta gra aktorska w pewnym momencie staje się zgubna dla zdolności percepcyjnych przeciętnego człowieka, w tym także moich. Ze szczątkowego opisu filmu na Filmwebie czy MUBI oraz pierwszych minut dzieła dowiadujemy się, że mamy do czynienia z dwiema trupami teatralnymi przygotowującymi się do wystawienia tragedii greckich autorstwa Ajschylosa. Granica pomiędzy próbą a rzeczywistością jest jednak bardzo cienka i szybko się załamuje, gdy przychodzi nam poznać życie prywatne ukazywanych w filmie postaci.

Aktorzy grający aktorów, przygotowując spektakl będący jednocześnie fikcją w społeczeństwie będącym spektaklem… Gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o francuskich sytuacjonistów. I choć przykład ze Społeczeństwem spektaklu Guya Deborda wydaje się w tym przypadku zbyt prosty, to będę się go trzymał. Nie zdziwiłbym się bowiem, gdyby Debord zainspirował Suzanne Schiffman i Jacques’a Rivette’a przy pisaniu scenariusza do Out 1. Kto wie, może zacytowanie Deborda w najnowszym filmie Charliego Kaufmana – Może pora z tym skończyć (2020) – doprowadzi do ponownego zainteresowania części populacji tezami francuskiego filozofa. Jeśli tak się stanie, Out 1 może zyskać wielu nowych fanów.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze kwestia biblijnej interpretacji słów Noli me tangere, które wybrzmiewają w oryginalnym tytule filmu. Ten równoważnik zdania może być przetłumaczony tak jak tytuł niniejszej recenzji, jako “nie dotykaj mnie” lub “nie zatrzymuj mnie”. I znowu z kursu obranego na Balzaca musimy wrócić do Biblii. “Noli me tangere” miał rzec bowiem Jezus Chrystus do Marii Magdaleny po zmartwychwstaniu. Zdanie stało się także motywem wielu prac malarzy wieków średnich, nowożytnych i późniejszych. Inspiracji treścią Nowego i Starego Testamentu znajdziemy w Out 1 jeszcze więcej. Z racji tego, jak obszerny jest to film, spisaniu ich wszystkich możnaby poświęcić książkę.

Film Rivette’a i Schiffman serdecznie polecam. Oglądajcie go tłumnie, póki jest dostępny na polskim MUBI. Choć jest to film potężny, nie tylko ze względu na metraż, ale także na tematykę, której się podejmuje, to rekomenduję go wszystkim. Zarówno zapaleńcom, którym nie jest straszny ani Lav Diaz ani francuska nowa fala, jak i niedzielnym kinomanom, którzy mając do wyboru film lub serial, wybiorą to drugie. MUBI wręcz zachęca do oglądania Out 1 w formie serialu, gdyż podzielono obraz Rivette’a i Schiffman na cztery części. Katharsis po seansie murowane, zdziwienie i trudności w śledzeniu kilkudziesięciu równoległych wątków również. Ode mnie jednak Out 1 otrzymuje ocenę 9/10 z wielkim, czerwonym serduchem.

Michał Konarski
Michał Konarski

Out 1

Rok: 1971

Gatunek: nowofalowy, obyczajowy, kryminał

Kraj produkcji: Francja

Reżyseria: Jacques Rivette

Występują: Jean-Pierre Léaud, Michael Lonsdale, Marcel Bozonnet i inni

VoD: Mubi 

Ocena: 9/10

Jacques Rivette

Urodzony: 1 marca 1928, Rouen, Francja

Zmarły: 29 stycznia 2016, Paryż, Francja

Kraj pracy: Francja

Nurt: nowa fala

Wybrana filmografia:
1961: Paryż należy do nas
1966: Zakonnica
1971: Out 1
1974: Celine i Julie odpływają
1988: Banda czworga
1991: Piękna złośnica
1998: Secret défense
2009: 36 widoków z góry Saint Loup