Spróbować‌ ‌wszystkiego‌ ‌-‌ ‌recenzja‌ ‌filmu‌ ‌“Ostatni‌ ‌komers”‌

Spróbować‌ ‌wszystkiego‌ ‌-‌ ‌recenzja‌ ‌filmu‌ ‌“Ostatni‌ ‌komers”‌

Większość spośród najpopularniejszych filmów o nastolatkach z ostatnich kilku lat swoją przygodę rozpoczynało w Utah, na festiwalu Sundance. Debiut fabularny Dawida Nickela jest jednak czymś więcej, niż niezależnym, niskobudżetowym, zaangażowanym społecznie filmem o młodych ludziach. To przede wszystkim bardzo rzadkie w naszym kraju, naprawdę udane kino inicjacyjne. Kino, które zamiast oceniać dokonania bohaterów, wręcz cieszy się z ich obecności na ekranie.

Amerykańska branża od dłuższego czasu określa ramy gatunkowe filmów o młodzieży, ale niekoniecznie młodzieżowych. Prawdziwie szczerym dramatem, który podobnie jak dzieło Nickela, wszystkie smutki i problemy konfrontuje z zabawą w pełnym słońcu i wodą w basenie był m.in. debiut reżyserski Bo Burnhama – Ósma klasa (2018). Ostatni komers nie powiela jednak zagranicznej problematyki, a wręcz przeciwnie – wprowadza do swojej produkcji autorskiego „pazura” przenosząc wydarzenia z bogatych nowojorskich domów na betonowe, gierkowskie osiedla.

 

To jednak słońce i woda, podobnie jak u Burnhama, są katalizatorem wydarzeń, jakie mają miejsce na ekranie. Swobodne, niewiążące rozmowy, pierwsze pocałunki i dotknięcia, odpalane po sobie skręty działają tak immersyjnie, że aż chce się zapalić z bohaterami jointa i wskoczyć na główkę do basenu. Zwłaszcza że każda scena jest naprawdę bardzo dobrze napisany. Ekipa stojąca za produkcją Ostatniego komersu zatrudniła do pracy na planie wielu naturszczyków. Postawili sobie tym trudniejsze zadanie, bowiem oprócz nieznanych dotychczas nazwisk, w filmie pojawiły się popularne twarze, np. Adam Zdrójkowski i Julian Świeżewski.

 

Tym, co zasługuje na całe morze pochwał, jest sposób, w jaki twórcy pozwolili bohaterom interpretować scenariusz. Część dialogów jest poprowadzona w sposób naturalny, uwidoczniający zwykłe błędy wynikające z improwizacji, które do całej historii opowiadanej przez Nickela pasują idealnie. Niepotrzebne napięcie, jakie na pewno pojawiłoby się na planie przy próbie stworzenia aury nieomylności aktorskiej, bardzo pomogło filmowi wejść na nieco wyższy poziom niż dotychczasowe tego typu produkcje z naszego kraju. 

 

Tytułowy komers nie jest najważniejszym wydarzeniem, patrząc z perspektywy scenariusza. Stanowi on odległą, ale pewną perspektywę końca, swoisty splot, do którego dojdzie w momencie, gdy wszystkie inne wątki pozostaną zamknięte. Dzięki temu, że twórcy postanowili całkowicie oderwać widza od spoglądania na kalendarz i odliczania czasu do zakończenia roku, możemy swobodnie wyczekiwać końca wszystkich tych perypetii. Dodatkowo kolejne pojawiające się problemy – czy to pozytywny wynik testu ciążowego, czy bycie przyłapanym na kradzieży sklepowej, nadają całej historii odpowiednio szybkiego tempa.

 

Bohaterowie usilnie starają się natomiast zaprzestać wyścigu, do którego zmusił ich system stworzony przez dorosłych. To młodzież ma u Nickela głos i to, co odbiera jej się często w tego typu produkcjach, czyli podmiotowość. Posiadanie tożsamości wyodrębniającej jednostki od ogółu zostało w Ostatnim komersie bardzo odważnie zaznaczone. Głos matek, ojców, nauczycieli czy policjantów ma tutaj niewielkie znaczenie. Podobnie jak Tage Danielsson w popularnej szwedzkiej komedii Odpadki (1981), David Nickel oddał władzę młodym ludziom.  

Jedynym łącznikiem pomiędzy nastolatkami przeżywającymi burzę hormonalną a starszymi zdaje się być ksiądz (w tej roli Jan Dravnel). Słusznie wielu osobom nałożył się w tym przypadku motyw duchownego przedstawiony przez Jana Komasę i Mateusza Pacewicza w Bożym Ciele (2019) [NASZA RECENZJA]. W Ostatnim komersie jednak religijność ma rolę swatki, a nie znaczenie pierwszoplanowe. To bardzo ciekawy casus, bowiem na przestrzeni ostatnich lat otrzymaliśmy dwa dobre filmy ukazujący polski katolicyzm w zupełnie innym świetle, niż kojarzymy go z programów informacyjnych i prasy.

 

W Ostatnim komersie polskie chrześcijaństwo zdaje się nadążać za zmianami w światopoglądzie polskiej młodzieży. Nickel stworzył film będący komentarzem społecznym mocno osadzonym w dzisiejszych realiach. Problematyka miłości osób LGBT, poszukiwania swojej własnej tożsamości w świecie, który pozwala na samoidentyfikację wszystkim, została rozpisana bardzo dobrze. Śmiało można zaryzykować tezę, że jest to jeden z najlepszych polskich filmów z wątkiem homoseksualnym ostatnich lat.

 

Choć to wszystko zdaje się sugerować, że targetem marketingowym filmu są młodzi ludzie o progresywnych poglądach, to podczas seansu takie wrażenie zanika. Film ten należy traktować jako próbę wyartykułowania kipiących w młodzieży emocji osobom starszym, które dotychczas ich nie słuchały i/lub ignorowały całkowicie. Bardzo mi miło, z perspektywy 19-latka, że będący już po trzydziestce Dawid Nickel zechciał pokazać szerszej publiczności przekrój nastrojów wśród moich rówieśników. 

 

Bardzo ciekawym tematem, na który zwrócili uwagę już niektórzy krytycy, jest uniwersalizm płynący z tej opowieści. Cechy wspólne z głównymi bohaterami znajdą w sobie zarówno dzisiejsi zoomerzy, jak i millenialsi. Ostatni komers wsadza bowiem klin pomiędzy obie te społeczności i wyciąga na tapet stricte polski temat – Dzieci Neo. Pokemony, zastąpione później przez gimbusówi, w których wcielili się aktorzy są postaciami, w które chce się wierzyć. Prawdopodobnie dzięki temu, Dawid Nickel zapobiegł sytuacji, w której doświadczenia bohaterów są inne, niż te, które obsada pamiętać mogła z czasów własnej młodości.

Na pochwałę zasługuje również specyficzna sfera techniczna filmu. Format 4:3, intensywne, przesycone barwy oraz ruchliwa praca kamery świetnie oddziałują na tę produkcję, zwłaszcza w scenach tańca, których jest naprawdę dużo. Jeśli nie mogę tańczyć, to nie jest moja rewolucja – zwykła mówić amerykańska anarchistka Emma Goldman. 

 

Tomek, „Łysy”, Monika, Oliwia, „Chomik” i cała reszta młodej społeczności tego małego miasteczka jest jednak wyzwolona. Ciągle uczestniczy w rewolucji pokoleniowej, która mocno zmienia strukturę demograficzną naszego kraju. Dzięki takim filmom, jak Ostatni komers, zatańczyć będą mogli również Ci nieprzekonani, którzy dotychczas jedynie kątem oka spoglądali na ten nowy, wspaniały świat powoli przygotowując się do danse macabre na grobie konformizmu.

Michał Konarski
Michał Konarski
Ostatni komers plakat

Ostatni komers

Rok: 2020

Gatunek: obyczajowy, coming-of-age

Kraj produkcji: Polska

Reżyseria: Dawid Nickel

Występują: Mikołaj Matczak, Michał Sitnicki, Sandra Drzymalska i inni

Dystrybucja: Galapagos Films

Ocena: 4/5