Trudno znaleźć w całej światowej literaturze innego pisarza, którego wizje są z takim zapałem wykorzystywane przez polityków do kreślenia czarnych scenariuszy i utrzymywania wyborców w strachu. Do tej pory w takich narracjach, przynajmniej w Polsce, przodowała prawica, jak na ironię często bezrefleksyjnie traktując pisarza jako wojującego antysocjalistę. Dokumentalista Raoul Peck zdecydował się pokazać swoją perspektywę, zdecydowanie najbardziej wycelowaną w prezydenta Trumpa i jego najbliższe otoczenie.
O filmie Orwell: 2 + 2 = 5 pierwszy raz dowiedziałem się, gdy Barack Obama jak co roku opublikował listę polecanych przez siebie filmów z minionych 12 miesięcy. Obraz twórcy Nie jestem twoim murzynem był jedynym dokumentem na liście, co już przykuwało uwagę. Jednak już po zapoznaniu się z treścią widać, że rekomendacja nie wynikała w tym przypadku z wyjątkowych doznań audiowizualnych, lecz ze zbieżności poglądów między demokratycznym politykiem a pochodzącym z Haiti reżyserem. Wszak nie ulega najmniejszej wątpliwości, że mówimy tu o dokumencie o silnym nacechowaniu politycznym czy wręcz o dziele propagandowym.
Konstrukcja tej produkcji jest bardzo prosta. Reżyser naprzemiennie przywołuje cytaty z dzieł Orwella – głównie Roku 1984, sporadycznie z Folwarku zwierzęcego – oraz archiwalne wypowiedzi samego twórcy, zestawiając je z ze słowami najbardziej znaczących polityków świata. Mamy więc do czynienia z licznymi przykładami zawłaszczenia podstawowych pojęć przez konkretne partie i ruchy oraz tworzenia alternatywnego języka – takiego, w którym wojny nie nazywa się wojną, lecz specjalną operacją wojskową, próby cenzurowania książek, wprowadzania podziałów rasowych i etnicznych. Film wypełniony jest zdjęciami z całego świata. Mamy tu fronty wojny w Ukrainie, na Bliskim Wschodzie czy w Azji Południowo-Wschodniej. Ale na pierwszy plan wyłania się jedna postać o pomarańczowym licu i nigdy niezachwianej pewności siebie – Donald Trump. Peck nie udaje obojętności wobec urzędującego prezydenta USA, a w swoim dokumencie stara się wypunktować to, jak bardzo amerykański miliarder wykreował alternatywną narrację, rodem z najgorszych antyutopii, wykorzystując do tego internet, generatywne AI, prywatne media i wiece pełne fanatycznych zwolenników.
Orwell: 2 + 2 = 5 formalnie wyróżnia się na tle większości festiwalowych filmów, nie mamy tutaj natłoku gadających głów rozmaitych ekspertów, a rytm filmu wyznaczają wstawki z dzieł kultury oraz archiwalne materiały informacyjne. Poza wyborami dość oczywistymi, jak ekranizacje powieści tytułowego twórcy, Peck chętnie sięga po klasyki kina, jak Raport Mniejszości czy ZIemia i wolność umiejętnie budując przy ich użyciu narrację stanowiącą przestrogę przed zbyt silnym wpływem kapitału i polityki na życie szarego obywatela. Efektem końcowym jest kolaż, który dobrze się ogląda, nie odliczając kolejnych minut do końca.
Czy Orwell: 2 + 2 = 5 jest filmem potrzebnym? Wątpię. Raczej stanowi kolejny produkt typu „przekonywanie przekonanych”, który przeciwna strona politycznego sporu uzna za manipulację lub bezpodstawny atak, a ideologiczni sprzymierzeńcy będą klepać twórców po plecach, gratulując dobrej roboty, a samo dzieło umieszczać w swoich prywatnych rankingach najlepszych produkcji. Trzeba jednak przyznać, że w czasach, kiedy zarówno stacje telewizyjne, jak i kanały na YouTube zalewają odbiorców wątpliwej jakości materiałami o charakterze politycznym, mającymi obnażać hipokryzję i demaskować techniki manipulacji, Raoul Peck przygotował dokument, który broni się jako sprawnie zrealizowany film, a nie jedynie kolejne polityczne commentary.
Orwell 2 + 2 = 5
Tytuł oryginalny: Orwell 2 + 2 = 5
Rok: 2025
Kraj produkcji: USA
Reżyseria: Raoul Peck
Ocena: 3/5