Syzyfowe prace – recenzja filmu „On the Edge” – Cannes 2023

Współczesny dokument obserwacyjny, czerpiący z amerykańskiego direct cinema i francuskiego cinéma vérité w ostatnich latach w końcu zyskuje zasłużone uznanie na światowych festiwalach. Ex Libris Fredericka Wisemana w opinii wielu został w 2017 roku obrabowany ze Złotego Lwa, gdy opuszczał Lido jedynie z nagrodą od FIPRESCI, Klasa Pana Bachmanna przyniosła Marii Speth Nagrody Jury i Publiczności na Berlinale w 2021 roku, a przed kilkoma miesiącami niemiecką imprezę ze Złotym Niedźwiedziem opuścił nestor nurtu Nicolas Philibert za Adamant. Pokazywane w canneńskiej sekcji ACID On the Edge Nicolasa Peduzziego dokłada kolejną cegiełkę do tej ściany artystycznych sukcesów.

Stali czytelnicy naszej strony mogą kojarzyć nazwisko Francuza, gdyż przed dwoma laty z Lazurowego Wybrzeża donosiłem Wam o Ghost Song [RECENZJA], absolutnej perle ówczesnej selekcji ACID. Wspólnie z wcześniejszym Southern Belle film ten tworzył dyptyk, w którym Europejczyk próbował zrozumieć Teksas. Już wtedy objawił się jego zmysł do milczącej obserwacji otoczenia, tak jakby uwiecznienie go przy pomocy kamery niczym cyfrowy słownik przekładało obcość na coś dającego się pojąć. Zarówno składając mozaikowy portret Houston, podążając za barwnymi bohaterami, próbującymi ciągnąc swoje pogubione życia w przededniu nadejścia huraganu w Ghost Song, jak i przyglądając się napędzanemu whiskey, opioidami i pochodnymi amfetaminy rozkładowi oligarszego rodu, zachowywał zgodne ze sztuką chłodne oko obserwatora, nie starając się ani robić z ludzi bohaterów groteski ani też udramatyczniać ich losu. Miał jednak wtedy przewagę bycia cudzoziemcem, przybyszem z zewnątrz spoglądającym nieco jak turysta na rzeczywistość, która per se go nie dotyczy. W swoim trzecim pełnometrażowym projekcie Peduzzi zrzeka się tego przywileju z kamerą, po raz pierwszy zaglądając do swojej ojczyzny, filmując coś bliskiego każdemu obywatelowi – system powszechnej służby zdrowia.

W On the Edge na tytułowej krawędzi znajdują się wszyscy: pacjenci wyniszczeni realiami współczesnego świata, lekarze zmuszeni podporządkowywać całe życie pracy, czy w końcu paryski Szpital Beaujon, chronicznie niedofinansowany i dobity pandemią. Przewodnikiem, za którym w milczeniu podążać będą filmowcy, a co za tym idzie widzowie, będzie psychiatra Jamal Abdel-Kader (nie mylić z Gamalem Abdelkaderem, Egipcjaninem oskarżonym o zamordowanie kochanki w 550 odcinku serialu Sędzia Anna Maria Wesołowska), który w ojczyźnie podczas epidemii dużo mówił o wypaleniu zawodowym dotykającym przepracowany personel medyczny. Przeciskając się przepełnionymi korytarzami i dzień po dniu wspinając po wysokich szarych schodach Abdel-Kader imponuje cierpliwością i energią niesienia pomocy i oparcia swoim podopiecznym.

W epoce gdy wszyscy się spieszą, gdy wskazówki gnają, a ludzie biegną za nimi ku własnej zatracie, reżyser zdobył zaufanie lekarzy podejmując rezydenturę w szpitalu i pracując codziennie przez wiele miesięcy z Abdel-Kaderem i jego stażystami – Alice, Larą, Ayamanem i Romainem. Mimo zaskakująco krótkiego jak na dokument bezpośredni metrażu (film trwa ledwie 93 minuty) Peduzziemu udaje się zachować balans miedzy pokazaniem wielowymiarowości codziennej pracy medyków a brakiem sztucznej dynamizacji. Doświadczenie w poprzednim, mozaikowym, obrazie pozwoliło mu na zdobycie wyczucia odpowiedniej długości scen i chociaż Frederick Wiseman pewnie by się przeżegnał od tak krótkich odstępów między cięciami to film unika choroby efekciarstwa, która dotknęła np. Nocną rodzinkę Luka Lorentzena, traktującą o załodze prywatnej karetki w Mexico City.

Ścieżka dźwiękowa, w której utwory klasyczne przeplata elektronika i niemalże rytmiczne odgłosy otoczenia stanowi sensoryczne odbicie współczesnej psychiatrii, wciąż zagubionej między realiami współczesności, obawami wobec przyszłych efektów współczesnych farmaceutyków i obciążeniami wstydliwej historii tej gałęzi medycyny. A to wszystko w świecie, gdzie trudno oczekiwać poprawy, tak sytuacji jednostek jak społeczeństwa i systemu. Nicolas Peduzzi tworzy więc swoistą pozytywistyczną odę dla bohaterów tragicznych, skazanych na to, by ciągle pomoc niosąc, mieć tylko coraz więcej krzywdy wokół siebie.

Po trzech dokumentach, pozostaje teraz tylko czekać na przełom w karierze reżysera, ten moment, gdy okoliczności pozwolą mu przebić szklany sufit pobocznych sekcji i specjalistycznych festiwali i zabłysnąć na firmamencie samodzielnie. On the Edge udowadnia, że gdy Nicolas Philibert niestety przejdzie w końcu na zasłużoną emeryturę, to będzie miał w swojej ojczyźnie godnego następcę. 



Marcin Prymas

On the Edge

Tytuł oryginalny:
État limite

Rok: 2023

Kraj produkcji: Francja

Reżyseria: Nicolas Peduzzi

Ocena: 3,5/5

3,5/5