Budka suflera – recenzja filmu „Nr. 10” – Tallinn Black Nights

Budka suflera – recenzja filmu „Nr. 10” – Tallinn Black Nights

Stypa stypie nierówna – jednej pasują ponure barwy i łzy, innej wino, taniec i śmiech. Alex van Warmerdam w swoim stylu, pełnym czarnego humoru, surrealistycznego absurdu i erotycznego napięcia, rezygnuje z konwencjonalnej narracji, podważając sens zarówno integralności wiary, jak i teatralnych klisz składających się na życiowy spektakl. Biblijna tematyka miesza się w Nr. 10 z elementami fantastyki naukowej, Freudowskimi kompleksami i wycieczkami w głąb wspomnień. Holender tworzy wielowarstwowe tło dla intymnego portretu mężczyzny, który prawdopodobnie wyrusza w swą ostatnią podróż.

Wydobycie sylwetki protagonisty z grupy aktorów, którzy przygotowują się do wystawienia teatralnego przedstawienia, zajmuje kilka drobnych chwil. Pierwsze sekwencje wprowadzają zabawny nastrój rodem z Resnais’owskich adaptacji Ayckbourna (Życie Rileya), a reżyser-demiurg cierpliwie konstruuje relacje między swoimi kukiełkami, co rusz wprowadzając zalążki potencjalnego konfliktu. Nie inaczej jak w Ludziach z północy, przedstawia panoramę mikrospołeczności, opiera ją o szkielet w postaci fałszywego autorytetu (reżysera, ojca, księdza etc.), by ostatecznie sprawnym ruchem wyrwać dywan spod nóg, zburzyć fundament i zaprosić wszystkie postaci do gry, której zasady zmieniają się z każdym wykonanym ruchem. Nici łączące bohaterów, ich scenicznych awatarów oraz pełniących nad nimi pieczę architektów zaczynają skręcać się i przerywać – tożsamości upłynniają się, zmiany perspektywy sugerują nieodkryte dotąd boskie instancje, a krąg sztuki odzwierciedlającej rzeczywistość rozpoczyna swój spiralny ruch w przepaść.

Owa chwiejność jest w pewnym sensie odpowiedzią na problemy z komunikacją w świecie wypełnionym przez tajemnice i zdrady – małżeńskie, przyjacielskie, a także te rodzicielskie. Fizyczne blokowanie przejść jako odpowiednik epistemicznej impotencji i gubienie drogi w drodze na Zachód przez trójkę wędrowców to jedne z wielu znaków kierujących interpretacje w rejony Betlejem i tekstów ewangelicznych. Zgodnie z wolą samego van Warmerdama, warto powstrzymać się od relacjonowania fabularnych wydarzeń. Proponować jednoznaczny sposób odczytu utworu lub wyjaśniać symbolikę poszczególnych elementów diegezy to zarówno odebrać przyjemność z umysłowego wysiłku podczas seansu, jak i banalizować polisemiczność dzieła. Fani tegorocznej Memorii Apichatponga Weerasethakula (NASZA RECENZJA) nie powinni dać się zaskoczyć treściowym niespodziankom.

Niestabilna natura świata przedstawionego sugerowana jest już w otwierającym ujęciu morskich fal, którego muzyczny akompaniament stanowią dźwięki harmonijki, przypominające melodię żeglarskich szant. Akwatyczna ikonografia służy za mimetyczny komentarz do wewnętrznego dramatu Güntera (Tom Dewispelaere) – łodzie unoszą się na wodzie lub osiadają na mieliźnie, ilustrując stan emocjonalny bohatera. Gdy miasto zdaje się ginąć pod stertą zburzonych budynków – rzeczywistość ulega dekonstrukcji – on znajduje ukojenie w hotelowym pokoju na wodzie. Kwestią otwartą pozostaje, czy destynacją metafizycznego statku jest nietzscheański „prawdziwy świat”, czy też podróż i wieczna zmiana jest celem samym w sobie.

Najnowszy film Alexa van Warmerdama można wpisać pośród jego najbardziej ambitne i udane projekty, tuż obok Borgmana lub Ostatnich dni Emmy Blank. Holender stale powraca do bliskich mu tematów, obracając w pył skrupulatnie aranżowane konstrukcje społeczne i pyta o to, co się wydarzy, gdy życiowy sufler dostanie kijem w łeb w krytycznym momencie sztuki, będącej „abstrakcyjnym kolażem pozbawionym logiki”.

Tomasz Poborca
Tomasz Poborca

Nr. 10

Tytuł oryginalny:
Nr. 10

Rok: 2021

Kraj produkcji: Holandia

Reżyseria: Alex van Warmerdam

Występują: Tom Dewispelaere, Frieda Barnhard, Pierre Bokma​ i inni

Ocena: 4,5/5