Warto być sobą – recenzja filmu „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej” – FPFF Gdynia 2025

Uśmiech na twarzy – to chyba on najdłużej zostanie w mojej głowie po seansie Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej. Nie dlatego, że film Emi Buchwald jest aż tak śmieszny, albo pusty i szybko ulatuje, właśnie wprost przeciwnie. Nie pamiętam bowiem, kiedy ostatnio debiut polskiego twórcy nastroił mnie tak dobrze; nie samą treścią, przesłaniem czy tematem, a po prostu sposobem wykonania i spójną strategią artystyczną. To projekt, który premierę powinien mieć w konkursie głównym dużego europejskiego festiwalu – i wrócić z niego z nagrodą.

Pierwsze sceny poprzedzające prolog, anamorficzne ruchy kamery nerwowo wiercącej po pokojach i korytarzach, obrazują tytułowe lokum. Duchy na Dobrej jednak są i mają się nieźle – harcują od lat, siedzą na parapecie albo włażą do łóżka, popalają papierosy. W mieszkaniu nie ma natomiast już ludzi. Kolejne sekwencje, czyli zamknięta w luźnych rozdziałach opowieść o czteroosobowym rodzeństwie, które rozpierzchło się po mieście w poszukiwaniu własnego kąta, to symboliczna próba przywrócenia ich do tego miejsca. I tak wokół rodzinnego domu krążą, od najmłodszego: Benek, Nastka i Franek (bliźniaki) oraz Jana. Wszyscy od siebie różni, choć równie zagubieni i ustatkowani – radzą sobie na własne sposoby z dorosłością. Buchwald na warsztat bierze ich codzienne perypetie, ale i siedzące głęboko tożsamościowe dylematy.

W scenariuszu, pisanym wespół z Karolem Marczakiem, wyraźny akcent postawiono na rozwój postaci. Benek (w tej roli fenomenalny Bartłomiej Deklewa) nie ma szczególnych zajawek, ale nękają go problemy z oddychaniem. Nastka (Izabella Dudziak) również nadal błądzi, szuka chłopaka i wypełnienia pustki po rodzeństwie. Franka (Tymoteusz Rożynek, ps. Szczyl) porwała muzyka, ćpanie i nowa miłość, z którą wspólnie przekształcili mieszkanie na Dobrej w skłotomelinę. Jana (Karolina Rzepa) zaś para się sztuką, zbiera dźwięki i odgłosy na potrzeby nowej wystawy. To nie kolejny, oderwany od rzeczywistości obraz bananowej rodzinki, a bliska skórze opowieść traktująca z powagą tak tęsknotę czy melancholię, jak i problemy bytowe. Całą czwórkę poznajemy, gdy omotany przez dziewczynę Franek wyrzucił Benka z domu. Resztę czasu ekranowego zajmuje kukułcze podrzucanie odpowiedzialności innym i próba odnalezienia z powrotem wspólnego języka.

Twórcy – jak mi się zdaje, całkiem świadomie – korzystają z festiwalowych klisz, ale historia nie traci przy tym na lokalności. Obok Łabędziego śpiewu Fiodora Ozerowa (2025) [NASZA RECENZJA] to najlepszy film o Warszawie ostatnich lat. Polska stolica ma tu własny sznyt; Buchwald umyślnie kontrastuje krajobraz kamieniczny, pamiętający Powstanie, ze zgentryfikowanym, pełnym drapaczy chmur. To miasto pełne duchów – jak ma ich nie być w mieszkaniach? Brak tu jednak bujania w obłokach czy roztrząsania traum, liczy się to, co teraz. Każda z kolejnych impresji na temat młodych ludzi osieroconych w nadwiślańskiej metropolii składa się na jeden z ciekawszych rodzimych coming-of-ejdżów. Główny dylemat nie został tu bowiem, jak choćby w nowym kinie skandynawskim, potraktowany z pozycji indywidualistycznej, cały problem dotyczy konfliktu tożsamościowego na linii ja-my. Brak tu nawet perspektywy wielopokoleniowej, dorośli są ciągle poza kadrem, bo są nie tyle nieobecni, co niepotrzebni w tej historii.

Dzięki temu, że reżyserka sama jest w wieku mniej więcej najstarszej z filmowych sióstr, w Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej udało jej się uniknąć typowego dla kina o młodzieży opóźnienia względem mód, trendów czy slangu. Bohaterowie bywają cholernie krindżowi, nieraz przesadnie zagubieni, innym razem zaś do rany przyłóż. Może to przez podobieństwo Nastki do Julie z Najgorszego człowieka na świecie i powtórzone, frontalne ujęcie przebieżki przez miasto, ale debiut Emi Buchwald wydaje mi się lepszą, odwróconą wersją melodramatu Joachima Triera. Też sporo rozprawiania tu o dezorientacji, relacjach, ambicjach i niespełnieniu. Polska reżyserka w przeciwieństwie do Norwega nie moralizuje, lekką ręką kreśli skomplikowany portret bohaterów, bez ciągłego silenia się na pytania do widza – czy na pewno dobrze oceniasz tę postać? A co jeśli pokażę teraz drugą stronę medalu?

Zdjęcia Tomasza Gajewskiego, począwszy od wspomnianej wcześniej sekwencji otwierającej, nadają tej pozornie prostej opowieści szczególnej energii. Pozbawione szaleństw, choć bardzo pomysłowe ustawienia kamery dobrze umiejscawiają akcję w przestrzeni. Ingerencja w głębię kadru czy obrotowe sekwencje rymują się z niejednoznacznym światem wewnętrznym głównych bohaterów. I fabularnie, i wizualnie wiele elementów rodzinnej układanki pozostaje dla nas ukrytych przez większość czasu. Niemała w tym zasługa montażu – Anna Łuka świetnie wyczuła tempo narracji. Poszczególne rozdziały, raz cięte szybciej, raz wolniej, czyta się dzięki temu niczym dynamiczne opowiadanie, płynne i meandrujące między powagą a absurdem. Przerywniki z tytułami kolejnych części jeszcze bardziej akcentują literackość projektu; jednocześnie wyzbyte są patosu czy efekciarstwa.

Od castingu, przez ścieżkę dźwiękową i obraz, po scenariusz – Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej to bez mała jeden z najlepszych polskich filmów ostatnich lat. Opowiedziany w raptem półtorej godziny, a i tak pełen drobiazgów, kameralny dramat o rodzeństwie, poczuciu braterstwa i siostrzeństwa, pełen jest świeżych pytań w ogranym już przecież temacie. Wątki fantastyczne urozmaicają treść – Dusiołki znane są z podań ludowych od stuleci, ale współcześnie rzadko mówi się o ich obecności, zwłaszcza w miastach. Daleko jednak Emi Buchwald do ezoterycznego bajania, duchy są tu inherentną częścią stołecznego kolorytu. Oby więcej takich projektów w polskim kinie – żwawych, przemyślanych i bezpretensjonalnych. Bo morał tego filmu może służyć wszystkim: nie warto nikomu nic udowadniać i naśladować innych, a po prostu być sobą.

Michał Konarski

Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej 

Rok: 2025

Kraj produkcji: Polska

Reżyseria: Emi Buchwald

Występują: Bartłomiej Deklewa, Izabella Dudziak, Tymoteusz Rożynek, Karolina Rzepa i inni.

Dystrybucja: brak

Ocena: 4/5

4/5