Gra o siebie – recenzja filmu „Mroki” – Młodzi i Film 2026

Jak zekranizować książkę, która bardziej przypomina strumień świadomości niż powieść? Bartosz Szyszko nie próbuje jej oswoić. W Mrokach, premierowo pokazanych na festiwalu „Młodzi i Film” w Koszalinie, przenosi na ekran cały ten chaos – z ryzykiem, że część widzów zgubi po drodze.

 Szyszko nie próbuje tłumaczyć Borszewicza na język kina, lecz zachować sposób, w jaki autor myślał i pisał. Przenosi więc na ekran nie tylko jego tematykę, ale także fragmentaryczną, skojarzeniową strukturę, przez co pozorny chaos filmu nie wynika z nieporadności scenariusza, lecz jest świadomym wyborem. Film oparty jest na Mrokach i wydanych pośmiertnie Pomrokach. To poezjowieści – osobliwe strumienie myśli, znacznie bliższe poezji niż klasycznej prozie. Łączy je wspólny bohater, dzieli dojrzałość emocjonalna. Mroki to bolesny, młodzieńczy dziennik zagubienia, podczas gdy Pomroki stanowią stosunkowo pogodniejszy zapis odnajdywania życiowego sensu i afirmacji codzienności. Obie są egzystencjalnymi esejami, zdecydowanie niełatwymi do zekranizowania. Szyszko nie próbuje tej trudności obejść – przeciwnie, czyni ją fundamentem swojego filmu. Dzięki temu zachowuje ducha Borszewicza, ale płaci za to narracyjną przejrzystością.

Fabuła śledzi losy młodego studenta aktorstwa, Dueta Zezowatego (Hubert Miłkowski), który trafia do psychodelicznego programu telewizyjnego.  Tam musi zawalczyć o miłość swojego życia, zmagając się z zacierającą się granicą między fikcją a rzeczywistością. Teleturniej jest zestawiony ze scenami z rodzicami Dueta (Sebastian Fabijański jako ojciec, Beata Fudelaj jako matka) – bez przerwy kłócącymi się, wiecznie nieszczęśliwymi, zawsze wplątującymi syna w swoje problemy.

Jest też jego nieobecna dziewczyna (Magdalena Celmer) oraz poznana w autobusie dociekliwa Marysia (Martyna Byczkowska). Lokalizacje przeskakują pomiędzy rzeczywistym miejscem zamieszkania Dueta (w tej roli Warszawa), zimowym miejscem jego wycieczek wewnętrznych (kręconym na Islandii) i Madagaskarem (granym przez Zanzibar). Już od pierwszych minut staje się jasne, że Szyszko nie zamierza prowadzić widza za rękę. Narracja podporządkowana jest raczej logice skojarzeń niż klasycznej fabule, co jednych może zachwycić, a innych skutecznie zniechęcić. To decyzja odważna, ale wymagająca od widza gotowości do zaakceptowania tej logiki.

Trzonem książek Borszewicza są samotność, śmiertelność i problemy dnia codziennego, będące w gruncie rzeczy uniwersalną historią o dylematach i niełatwych poszukiwaniach szczęścia. To właśnie te motywy Szyszko zachowuje, jednocześnie zmieniając realia opowieści. Bohater nie jest już dorożkarzem, lecz studentem aktorstwa przyjaźniącym się z Wiktorem (Piotr Napierała), który na początku filmu ogłasza, że rzucił szkołę filmową – rzeczywistość znacznie bliższą samemu reżyserowi, który również studiował aktorstwo. Format pamiętnika myśli przenika do filmowej fabuły poprzez monologi Dueta wypowiadane wprost do kamery. Podobnie też jak w materiale źródłowym, główny bohater porusza się po wyimaginowanym świecie – błądzi przez miejsca i czasy, a wciąż powracającym refrenem jest psychodeliczny teleturniej.

Duet niezmiennie słyszy od ojca, że jemu „musi się udać”. Przy pierwszym poznaniu z Marysią ta mówi mu, żeby przestał grać. Zewsząd atakują go pytania „co mam robić?”, „czym się zajmujesz?”. Powracające komunikaty ze strony najbliższych i przypadkowo spotkanych osób znajdują odbicie w programie prowadzonym przez  TelePiotra (również granego przez Fabijańskiego z energią à la Jim Carrey), gdzie najpełniej wybrzmiewa skrajne odosobnienie protagonisty. Stawia go w sytuacji, w której musi zmierzyć się z własnymi lękami i obsesjami. Niektóre tropy pozostają jednak zbyt niedookreślone, by wybrzmieć z pełną siłą.

Ta odważna, intensywna wizualnie podróż mogłaby łatwo zamienić się w pretensjonalny pokaz formalnych sztuczek. Ratuje ją jednak doskonała gra Huberta Miłkowskiego, który wciąga nas w emocjonalne zawirowania swojej postaci. Fantastycznie balansuje pomiędzy światami Dueta, które stopniowo, lecz intensywnie stają się bolesnym snem w malignie. Bez Miłkowskiego cała konstrukcja mogłaby się rozpaść pod ciężarem własnych metafor.

Mówiąc o dziele Szyszki, trudno wciąż nie powracać do oryginału. Bohaterem książkowych Mroków jest tak naprawdę śmierć, którą jedynie próbujemy ułaskawić. Psychodeliczny klimat filmu zmierza w tym samym kierunku. Film również stawia pytania o śmierć i nieśmiertelność. W jednym z dialogów padają słowa, by „żyć tak na wszelki wypadek”, a później także stwierdzenie, że „nie chodzi o śmierć, ale o umieranie”. Oba zdania przesuwają uwagę z samego końca życia na doświadczenie życia ze świadomością własnej śmiertelności. W tym chaosie, gdzie rzeczywistość jest nie do rozróżnienia od wyobrażenia, życie staje się preludium śmierci. Film wraca do stanów lękowych i pytań o sens życia, śmierci oraz moralności w obliczu wszechobecnej presji, ale nie zamyka tych rozważań w jednej interpretacji.

W tym ogólnym szaleństwie można się jednak łatwo zgubić. Zacieranie się granic między światem realnym a fikcją tworzy momentami chaos, w którym fabuła wydaje się przekombinowana. Ta intensywna podróż potrafi zwyczajnie wyczerpać widza. Film momentami przeładowuje symbolami i zapętla się we własnych pomysłach, ale nie sposób odmówić mu konsekwencji. Szyszko nie próbuje filmu uprościć. I właśnie dlatego to szaleństwo jest metodą.

Duet niezmiennie słyszy od ojca, że jemu „musi się udać”. Przy pierwszym poznaniu z Marysią ta mówi mu, żeby przestał grać. Zewsząd atakują go pytania „co mam robić?”, „czym się zajmujesz?”. Powracające komunikaty ze strony najbliższych i przypadkowo spotkanych osób znajdują odbicie w programie prowadzonym przez  TelePiotra (również granego przez Fabijańskiego z energią à la Jim Carrey), gdzie najpełniej wybrzmiewa skrajne odosobnienie protagonisty. Stawia go w sytuacji, w której musi zmierzyć się z własnymi lękami i obsesjami. Niektóre tropy pozostają jednak zbyt niedookreślone, by wybrzmieć z pełną siłą.

Berenika Balcer

Mroki

 

Rok: 2026

Kraj produkcji: Polska

Reżyseria: Bartosz Szyszko

Występują: Hubert Miłkowski, Martyna Byczkowska, Sebastian Fabijański i inni

Ocena: 3/5

3/5