Mrok – recenzja filmu „Jezioro dzikich gęsi”

W związku z przesuniętą z wiadomych powodów marcową premierą, teraz mamy możliwość obejrzenia Jeziora dzikich gęsi w reżyserii Yi'nan Diao, nominowanego do Złotej Palmy. Jest to czwarty pełny metraż tego reżysera, poprzedni - Czarny węgiel, kruchy lód - wygrał Złotego Niedźwiedzia w 2014 roku. Chińczyk orbituje wokół tematów związanych z bezprawiem, widać, że odnajduje się w klimatach noir.

Głównym bohaterem tej historii osadzonej w podziemnym świecie złodziejaszków z Jeziora dzikich gęsi jest Zhou Zenong – szef gangu. Ciężko w to uwierzyć, ale przypadkowo zabija policjanta, tym samym stając się jedną z najbardziej poszukiwanych osób w kraju. Jego jedyną sojuszniczką zostaje Liu Aiai – luksusowa prostytutka przysłana przez kolegów z przestępczych kręgów. Cała historia wydaje się grubymi nićmi szyta. Nie chodzi tu nawet o brak utożsamienia się z bohaterami, z bądź co bądź słabo nakreślonymi sylwetkami, ani o rozważanie prawdopodobieństwa takiego splotu wydarzeń, a po prostu o zaangażowanie w historię. Przyczyną nie jest brak dynamiki, bo tej mamy aż nadto – w nieuzasadnionych scenach przemocy (także seksualnej), mało wciągających pościgach czy bezsensownych bójkach. Nie mogę się też przyczepić do celowej retardacji i rozciągnięcia fabuły w czasie, bo ta zamyka się w niecałych dwóch godzinach i nie sprawia wrażenia celowo i sztucznie wydłużonej. Aktorzy nie wykazują się wirtuozerią, ale przecież wiele filmów, w których aktorstwo było najsłabszym ogniwem, zostało docenione. Po takiej krótkiej analizie widać, że coś jest nie tak, ale w sumie trudno sprecyzować co. Wydaje się, że mamy wszystkie klocki, ale jak gdyby każdy był z innej układanki – nie tworzą całości, która cieszy, angażuje i daje satysfakcję.

Dużo jest scen, które zapowiadały się ciekawe wizualnie. W piwnicach, które są miejscami spotkań złodziejaszków można wyczuć specyficzny klimat przyprawiający nas o duszności z ciasnoty, ale jednocześnie intrygujący i zachęcający do pozostania w tych podziemiach. Gdzieś na stacjach kolejowych czy w fast-foodowych restauracjach natykamy się na brud i niepewność, na ulicach migają neony w refnowskiej estetyce, a z głośników na imprezie rozbrzmiewa Rasputin. Ale może w tym szaleństwie jest metoda? Jedyne zastrzeżenie, jakie mam do aspektów technicznych to ciemność. Wiele sekwencji jest zdecydowanie za ciemnych. Mrok dominuje je na tyle, że czasem aż ciężko rozpoznać twarze, co przekłada się na trudności w śledzeniu historii, co prowadzi do początkowego zarzutu o brak zaangażowania. To wszystko sprawia, że film ma swój odrębny klimat co jest niewątpliwą zaletą. Mnie on nie zachwycił, ale nie odmawiam mu potencjału do podbicia serc innych widzów. 

Czy warto? Warto chociażby dla poszerzania swoich kinematograficznych horyzontów i otwarcia się na produkcje, które rzadko mają okazję się przebić do mainstreamu. Czy to ma jakąś wartość? Na pewno znajdziemy ciekawsze produkcje z Państwa Środka, aczkolwiek Jezioru dzikich gęsi można dać szansę chociażby po to, aby zakosztować klimatu chińskiego bezprawia.

Ania Wieczorek
Ania Wieczorek
Jezioro dzikich gęsi

Jezioro dzikich gęsi

Tytuł oryginalny: „Nan Fang Che Zhan De Ju Hui”

Rok: 2019

Gatunek: kryminał

Kraj produkcji: Chiny/Francja

Reżyseria: Yi’nan Diao

Występują:  Ge Hu, Lun-Mei Kwei, Fan Liaoi inni

Dystrybucja: Aurora Films

Ocena: 2,5/5