Mózg eksploduje – wywiad z Malwiną Czajką, dyrektorką FKA

Mózg eksploduje – wywiad z Malwiną Czajką, dyrektorką FKA

30 września rozpocznie się 12. Festiwal Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja - stacjonarnie w Łodzi oraz online na platformie Think Film. Bogaty program seansów (w tym pokaz Titane - zwycięzcy Złotej Palmy), paneli dyskusyjnych i branżowych warsztatów opisaliśmy TUTAJ. Rozmawialiśmy także z Malwiną Czajką, dyrektorką FKA, która zdradziła: co kryje się za tajemniczym logiem festiwalowym, jakie miejsce w sercach organizatorów zajmuje łódzkie filmoznawstwo, jak impreza pomaga w promocji młodych i utalentowanych kobiet filmu oraz kreatywnych osób pracujących za kulisami produkcji, i wiele innych.

Tomasz Poborca: Chciałbym zacząć od tegorocznej identyfikacji graficznej Festiwalu Kamera Akcja autorstwa Arkadiusza Jaworka. Logiem festiwalu został pewnego rodzaju organ hybrydyczny – synteza oka, w którym odbija się błyskawica oraz mózgu z wyraźnie zarysowanymi fałdami, tworzącymi swoisty labirynt, a na deser mamy palący się lont, który sugeruje zbliżający się wybuch. Czy mogłabyś rozwinąć tę zagadkę?

Malwina Czajka: Z jednej strony to na pewno mózg eksplodujący od tego, jakie decyzje musieliśmy podejmować, jeżeli chodzi o festiwal – jak stworzyć program tak, żeby był atrakcyjny dla widzów, a zarazem, żeby można było uczestniczyć w nim w bardzo wielu formach.

Meandry chodzenia po ścieżkach decyzyjnych, czyli przewidywanie tego, co się będzie dziać, jest naprawdę trudne. Nie tylko jeśli chodzi o podejmowanie decyzji organizacyjnych dotyczących festiwalu, ale też tego, co się działo w ostatnich miesiącach i nadal dzieje w kinie światowym – tego, jak bardzo ta rzeczywistość się zmienia.

Ponad 80 filmów polskich wciąż czeka na swoje premiery, leżąc na półkach – bynajmniej nie z powodów politycznych – i nie wiadomo co właściwie z tym ogromem materiału zrobić, jak wypromować, jak spowodować, że te filmy zaistnieją w przestrzeni publicznej i w umysłach potencjalnych odbiorców? Pandemia spowodowała też inne zawirowania. Kina borykają się obecnie z naszym nowym przyzwyczajeniem do tego, że doskonale wiemy, jak się poruszać i gdzie znaleźć interesujące nas utwory na platformach streamingowych. Tych platform powstało naprawdę dużo. To dobrze, niezwykle nas cieszy to, że w tych miejscach pojawiła się również przestrzeń dla kina artystycznego i mogą służyć za wirtualną infrastrukturę dla festiwali.

Wy również oferujecie festiwalowiczom dostęp do takiej platformy…

MC: Tak, to daje nam możliwość dotarcia do publiczności poprzez platformę Think Film, w taki sposób, że możemy gościć 700 czy 1000 osób na seansie w momencie, kiedy w salach kinowych, w Łodzi przynajmniej, przy naszych możliwościach, ta liczba osiągała maksymalnie 200 osób. To faktycznie daje ogromną możliwość docierania do fanów kina, którzy nie mają innej sposobności, by nas odwiedzić. Festiwal Kamera Akcja zawsze miał i ma nadal taką specyfikę, że trwa przez cztery dni; tak, aby ci, którzy nie mają możliwości wzięcia urlopu na Festiwal Nowe Horyzonty, Festiwal Kino Na Granicy, czy na inne tego rodzaju imprezy, jak ta w Gdyni, która odbędzie się już za chwilę, mogli obejrzeć w te kilka dni to, co według nas jest najciekawsze.

Wiadomo, że ściągamy filmy z Cannes, Wenecji, Berlina, ale to też jest tak, że w pewnym stopniu pozycjonujemy się i kierujemy naszą ofertę do tych odbiorców, którzy pragną w trakcie takiego weekendu zobaczyć to, co najciekawsze w ostatnim roku.

Wypowiedź dyrektorki Malwiny Czajki podczas konferencji prasowej Festiwalu Kamera Akcja / źródło: https://www.facebook.com/kameraakcja

Ta błyskawica w oku wydaje się nieprzypadkowa. Trudno nie zauważyć dominacji kobiet, zarówno w przypadku programu filmowego – twórczyń i bohaterek poszczególnych utworów, jak i wszystkich wspaniałych sekcji pobocznych: warsztatów, paneli dyskusyjnych itd. Mnie osobiście najbardziej fascynuje perspektywa spotkania pań, które odpowiadają za te elementy filmu, które zazwyczaj są zepchnięte na drugi plan, kiedy toczy się dyskusja o filmie – kostiumografki, montażystki, producentki. Czy faktycznie założyliście sobie, że w ten sposób będziecie promować kino tworzone przez kobiety, czy jest to pewnego rodzaju misja, a może wyszło to po prostu naturalnie?

MC: Chcielibyśmy oczywiście, żeby to wychodziło naturalnie, ale naprawdę jest to taka rzecz – być może mało kto się do tego przyznaje – że trzeba po prostu cały czas, niejako siebie stawiać do pionu i przypominać sobie o tym, jak bardzo ważne jest to, żeby ta równowaga została zachowana. Bardzo nam na tym zależy. Nigdy nie wyobrażaliśmy sobie, żeby zapominać o kobietach w kinie, więc to było zawsze dla nas istotne.

Nie chodzi natomiast tylko o płeć. Chodzi też o to, że FKA to ogólnie festiwal, który pokazuje te nieoczywiste zakamarki kinematografii: tę część marketingu, promocji filmu, od produkcji do dystrybucji, po agentów sprzedaży. Zaczynamy oddawać głos tym, którzy tworzą te filmy, mają bardzo duży wpływ na to, jak te filmy wyglądają, ale niekoniecznie się o tym mówi.

Gdybyś miała wymienić kilka takich sylwetek, które mogą stanowić odpowiedni przykład?

MC: To jest chociażby reżyserka obsady Ewa Brodzka; osoba, która przecież – współpracując z Andrzejem Wajdą, ale nie tylko – miała naprawdę ogromny wpływ na to, jak wyglądają obsady filmów, które znamy i cenimy. Pojawia się taki nowy zawód jak koordynator intymności, który dopiero gdzieś tam zaczyna funkcjonować w ogóle w przestrzeni naszej branży filmowej; który tak naprawdę wytworzył się na skutek ruchu Me Too i bardzo dobrze pokazuje to, że faktycznie zmiany są możliwe.

Inną taką osobą jest chociażby Małgorzata Zacharska, kostiumografka Żeby nie było śladów, która jest łodzianką i absolwentką Akademii Sztuk Pięknych. Szczerze mówiąc, nie pamiętam, żeby na jakimś festiwalu pojawiała się jako główna bohaterka, a przecież każdy z nas jest ciekawy, powiedzmy sobie szczerze, jak się robi mood boardy, jak się tworzy szkice do kostiumów i jak to potem realnie wygląda. Mała Moskwa Waldemara Krzystka, to jest tytuł, nad którym również pracowała, została za ten film doceniona, a my po tylu latach od premiery, w 2008 roku, nadal pamiętamy te zachwycające kostiumy.

Chodzi o to, żebyśmy pokazywali tych, którzy są ważni, ciekawi, interesujący, którzy mają realny wpływ na to, jak potem wygląda film. W programie spotkań jest mniej reżyserów, a więcej producentów, kierowników produkcji, są kostiumografowie, reżyserzy obsady.

W tę politykę wpisują się również poszczególne sekcje festiwalowe…

MC: Tak, na pewno np. power speeche organizowane we współpracy ze Stowarzyszeniem Kobiet Filmu. To był taki nasz cel, żeby podkreślić, że to kobiece kino nie pojawia się w naszych głowach automatycznie. I faktycznie, jak myślimy o tytułach, które są dzisiaj najbardziej ciekawe, i takie najgłośniejsze, to od razu przychodzi na myśl, teraz w tym momencie, po niedawnej premierze na festiwalu w Wenecji, Żeby nie było śladów Jana P. Matuszyńskiego, ale scenarzystką jest przecież Kaja Krawczyk-Wnuk; to trzeba podkreślić, więc faktycznie warto na to zwracać uwagę.

Te trzy tytuły, które będziemy prezentować w ramach power speechy kobiet filmu, to są tytuły, nad którymi pracują mocne kobiece team’y: Olga Chajdas z jej IMAGO, czy Bungalow Sary w produkcji Krystyny Kantor, czy film Agnieszki Elbanowskiej zrobiony ze Studiem Munka. To są dzieła, które już niedługo będą zmieniać nasz lokalny świat artystyczny. Zwróćmy uwagę na to, że mamy obecnie mocny w kinie polskim trend reżyserów rzemieślników, ale zarazem pojawiają się też ci artyści, którzy mają swój własny styl, którzy chcą zmieniać język kina i według nas Olga Chajdas, Agnieszka Elbanowska i Julia Rogowska to są właśnie te nazwiska, które będą ten język filmowy kształtować.

Publiczność podczas projekcji w budynku Szkoły Filmowej w Łodzi

Wasz, a w zasadzie przy tym pytaniu powinienem powiedzieć, że nasz festiwal, oczywiście zrzesza kinofili, krytyków i filmoznawców z całego kraju – co widać po zawsze bogatym programie paneli i warsztatów, ale mi osobiście zawsze kojarzył się z pewnego rodzaju lokalnym patriotyzmem. Większość pracowników/pracowniczek i wolontariuszy/wolontariuszek jest związana z łódzkim filmem lub filmoznawstwem. Ja sam miałem okazję być wolontariuszem rok temu. Z tym festiwalem wiążą się także moje pierwsze wspomnienia jako studenta łódzkiego filmoznawstwa, jeśli chodzi o taką integrację grupową. Jak Wy na to patrzycie? Przede wszystkim, czy Wy czujecie tę atmosferę lokalnego wsparcia duchowego?

MC: Na pewno jest tak, że dla nas, którzy jak zaczynaliśmy tworzyć FKA, sami byliśmy jeszcze studentami filmoznawstwa, to filmoznawstwo jest naprawdę ważnym punktem wyjścia. Wiadomo, pewnie jak każdy organizator festiwalu, chcemy się czymś odróżniać i chcemy mieć swoją specyfikę, swoją imprezę, i swoich widzów, i dla nas bardzo ważnym odbiorcą jest ten, z których my wyrośliśmy – kim my jesteśmy.

Zawsze czuliśmy, że takie festiwale, jak na przykład Camerimage, to były festiwale, skierowane do konkretnego odbiorcy i na przykład zniżki na bilety – taka prozaiczna rzecz – były dla studentów szkół artystycznych. A my, filmoznawcy? Halo! My też tutaj jesteśmy, my też jesteśmy kinomanami, my też chcemy w tej branży siedzieć i uczestniczyć i brać w niej czynny udział i naprawdę ogromna ilość filmoznawców tworzy dzisiaj fantastyczne rzeczy.

Można by naprawdę wymieniać i wymieniać, ale nie tylko Anna Kazejak jako filmoznawca-filmowiec w tym roku, ale na przykład Anna Bielak, absolwentka filmoznawstwa, która teraz jest konsultantką scenariuszową w Atelier Scenariuszowym i Szefową Developmentu w Aurum Film, czyli firmie, która produkowała Żeby nie było śladów, który cały czas wymieniam, ale po prostu po wspomnianej już weneckiej premierze jest to pierwszy tytuł, który mi się nasuwa na myśl.

Filmoznawcy to jest naprawdę taki dobry i mocny trzon tutejszej ekipy i branży filmowej. Łukasz Dzięcioł z Opus Filmu przecież też jest filmoznawcą. To dla nas niezwykle ważne, żeby pokazywać, że to miejsce jest dla nas. Mamy swój festiwal i swoje miejsce, do którego lubimy przyjeżdżać i w którym lubimy spędzać wspólnie czas, obserwować nasze drogi. Każdy obiera swój kierunek, robi coś ciekawego i naszym celem jest to, żeby cały czas pokazywać, że krytycy filmowi, ale też filmoznawcy, teoretycy kina są niesamowitymi osobowościami, które mają coś ciekawego do powiedzenia. W trakcie festiwalu chcemy dyskutować, chcemy rozmawiać o kinie, a kto jak nie właśnie teoretycy, czy krytycy, przyszli krytycy, filmoznawcy – kto jak nie my chcemy rozmawiać o kinie?

Odpowiadając na pytanie o lokalny patriotyzm, wydaje się nam to naturalne. Wiadomo, że dla nas Łódź jest bardzo ważna, a takim punktem wyjścia był sam Uniwersytet Łódzki. Z kolei Łódź filmowa to też takie miejsca jak TOYA Studios przy ul. Łąkowej 29. To jest takie miejsce, które jest w jakimś sensie zapomniane, a zarazem tam naprawdę jeszcze dużo ciekawych rzeczy czai się za rogiem.

Czy przy ul. Łąkowej również przygotowaliście dla uczestników jakieś atrakcje?

MC: Tak. Warsztaty dźwiękowe w tym roku powracają na FKA po paru dobrych latach. To jest miejsce naprawdę unikalne, do którego nie ma się dostępu na co dzień, więc warto korzystać z tego, żeby pójść do studia i zobaczyć, jak wygląda studio postprodukcyjne z prawdziwego zdarzenia – jedyne tak wielkie w Europie Wschodniej. Naprawdę, to nasze łódzkie, mieszczące się w budynku Toya Studios przy ul. Łąkowej, to jest bardzo profesjonalne studio, które będzie okazja zwiedzić 1 października, więc bardzo zachęcam, żeby wziąć w tym udział. Można oglądać filmy na YouTube, czy obserwować jak wygląda postprodukcja dźwięku, ale jak się usiądzie w studiu i najpierw usłyszy tę ciszę, a potem dźwięki z filmu z głośników na sali zgrań, to to jest efekt, którego nie da się zapomnieć.

Kino Szkoły Filmowej w Łodzi

Wspomniałaś już o Annie Kazejak, o tych studentach filmoznawstwa, którzy później zaczęli robić filmy i ewidentnie tutaj całą sekcją Filmoznawca-Filmowiec promujecie takie sylwetki. To wiąże się z pytaniem o miejsce festiwalowe, bo w tym roku wracamy po przerwie do Szkoły Filmowej w Łodzi. To chyba odpowiednie, niemal symboliczne miejsce dla tego festiwalu, odpowiednie do burzenia takich stereotypów filmoznawcy-teoretyka i filmowca-wielkiego artysty, którzy nie potrafią się porozumieć.

MC: Tak, Szkoła Filmowa to jest miejsce istotne dla nas. Po pierwsze, dlatego, że od wielu lat programujemy Kino Szkoły Filmowej i tam jesteśmy z dyskusjami całorocznie – tym, co przez te parę dni na FKA staramy się zaproponować. Po drugie, dlatego, że Szkoła Filmowa w Łodzi przyjęła nas pod swój dach, obdarzyła nas zaufaniem i współorganizuje z nami Kamerę Akcję. Szkoła Filmowa to jest takie miejsce, w którym się znowu jednoczymy, tak studenci kierunków artystycznych, jak i studenci organizacji produkcji, ale też studenci filmoznawstwa.

Wszyscy razem tak naprawdę, działamy w tym samym celu, bo kochamy kino i to jest główny zamysł, i nie ma znaczenia czy studiujemy na tej uczelni lub na innej, to czy jesteśmy absolwentami tej czy innej uczelni. Chodzi nam o to, by nie tylko ci filmoznawcy odnaleźli własną przestrzeń, ale też ogólnie szeroko pojęci kinomani – te osoby, które chcą dyskutować o kinie, niezależnie od tego, czy mają branżową plakietkę, czy indeks danej uczelni.

Mamy świetny przykład Kuby Mikurdy z Ucieczką na Srebrny Glob, którą pokażemy i zorganizujemy spotkanie z nim i Darią Maśloną, producentką tego filmu. On jest idealnym przykładem tego, że na pierwsze edycje FKA przyjeżdżał z manifestem Restartu. Mówił o tym jak twórcy powinni słuchać krytyków, jak powinniśmy się łączyć, jak powinniśmy korzystać ze swoich pokładów intelektualnych. I tam pojawiały się właśnie postulaty w stylu, że możemy konsultować scenariusz, możemy pokazywać różne analityczne elementy, które warto zmieniać w scenariuszach. To właśnie Kuba był jednym z tych, postulujących te elementy zmiany, a dzisiaj już robi drugi dokument, jako reżyser filmu o filmie. Cudowne i wspaniałe jest to, jak zajmuje się tym, co lubi, tym co kocha, tym, co go interesuje, a zarazem tworzy bardzo ciekawe projekty. Teoretyk, nie filmoznawca, ale teoretyk, filozof, krytyk filmowy jest reżyserem, który oddaje hołd kinu. Jego idea twórcza jest nam niezwykle bliska, bo Kuba w swoich filmach dokumentalnych robi to, co my się staramy zrobić przez te cztery dni festiwalu.

Wspomniałem o poprzedniej edycji, która przecież także była przeprowadzona hybrydowo – częściowo stacjonarnie, częściowo online. Jak w stosunku do zeszłego roku zmieniła się forma wydarzenia? Przed jakimi nowymi wyzwaniami musieliście stanąć tym razem?

MC: Na pewno musieliśmy zmienić termin, co jest dla nas trudne, bo podoba nam się ta nasza stała data czyli połowa października. Musieliśmy jednak pójść na kompromis i to jest dla nas duże wyzwanie, żeby już od 30 września rozpocząć festiwal.

W tym roku jest jedna rzecz zupełnie inna. Rok temu nasze siły organizacyjne oraz ilość wydarzeń i filmów były skupione na formacie wirtualnym, na platformie Think Film – tam wszystko się odbywało, a tylko nieliczne eventy  i seanse realizowaliśmy stacjonarnie. Wtedy mieliśmy tylko jedną salę kinową.

W tym roku jest odwrotnie. Pojawiła się w nas taka nadzieja, że jak już tyle się rzeczy odbywa stacjonarnie, że Cannes się odbyło, Nowe Horyzonty, to nam też się chce spotkać z widzami na żywo. Z jednej strony było tak, że ogromna ilość osób, które oglądały spotkania i seanse podczas poprzedniej edycji bardzo nas zaskoczyła. Natomiast nie mieliśmy tej energii zwrotnej. Nie widzieliśmy tego. Trudno było to złapać w momencie, kiedy widzimy tylko liczby frekwencyjne podane przez platformę, a nie mamy realnie takiego człowieka na żywo, którego widzimy, że on naprawdę siedzi przejęty w sali kinowej.

Najlepsze elementy festiwalowego doświadczenia są przecież po seansie, gdy można przed salą podyskutować i powymieniać uwagi.

MC: Dokładnie tak, więc nam się zamarzyło, żeby jednak spróbować, dlatego w tym roku środek ciężkości jest położony na część stacjonarną (którą będziemy transmitować na platformę Think Film i na social media). Większość gości chcemy mieć tutaj na miejscu i mamy nadzieję – jeszcze zostało nam kilkanaście dni – że to się uda.

Panel dyskusyjny "Co tu się kręci? Biopic w natarciu"

Na zakończenie być może pytanie, który sprawi ci największą frajdę: z czego jesteś najbardziej dumna, jeśli chodzi o tegoroczny program i czy jest coś, na co sama czekasz z niecierpliwością? Może jakiś film, którego jeszcze nie widziałaś?

MC: Och, to jest trudne pytanie. Ja bym powiedziała, że jednak, mimo wszystko, jestem team wydarzenia, dyskusje i spotkania. Najbardziej czekam zawsze na panele dyskusyjne, więc ta rozmowa o szacunku w branży i o biograficznych filmach to są te punkty programu, które mnie interesują. Ta dynamika między gośćmi, których ze sobą skonfrontujemy, może nam powiedzieć wiele nowych rzeczy, więc dla mnie to jest niezwykle istotne. Wspólnie z Kają Klimek stworzyliśmy ten niedzielny panel 3 października o filmach biograficznych. Czujemy, że tak jak i my mamy dużą energię i chęć opowiadania o tym, i właściwie już z 3-4 godziny o tym przegadałyśmy, to czekamy tylko na więcej, ale z innym zestawem bohaterów i z udziałem publiczności.

Co jeszcze? Czekam bardzo, bardzo, bardzo na power speeche, bo to jest taka rzecz, na której bardzo mi zależało dwa lata temu. To się udało, więc wierzę teraz, że stanie się to coroczną propozycją. Osobiście lubię odkrywać właśnie takie nieoczywiste przestrzenie kina i uczyć się. W tym kluczu też troszeczkę programujemy festiwal – abyśmy coraz więcej wiedzieli, edukowali siebie nawzajem. Dlatego jestem najbardziej ciekawa warsztatów np. kostiumograficznych, bo chcę się czegoś nowego nauczyć o tej przestrzeni realizacji filmu i serdecznie do tego zachęcam także innych.

Tomasz Poborca
Tomasz Poborca