Wieczność – recenzja filmu „Malmkrog” – Berlinale 2020

Wieczność – recenzja filmu „Malmkrog” – Berlinale 2020

Cristi Puiu nie ma wytchnienia dla swoich widzów. Po dekonstrukcji świadomości Rumunów poprzez przedstawienie wielogodzinnej stypy w Sieranevadzie teraz idzie o krok dalej. W prezentowanym w berlińskiej sekcji Encounters Malmkrogu porywa się na dyskusję o sensie człowieczeństwa, znaczeniu dobra i zła, religii czy koncepcji cywilizacji Zachodu. A to wszystko podczas trzyipółgodzinnej nieprzerwanej dyskusji po francusku, niemiecku i rosyjsku.

Dyrektor pewnego dużego polskiego festiwalu nazwał Malmkrog wystawnym teatrem telewizji. I trudno się z tym określeniem nie zgodzić. Puiu podjął się tu karkołomnego zadania przeniesienia na ekran myśli rosyjskiego filozofa, teologa i poety Władimira Sołowjowa. By wykład z teorii religii i moralności jakkolwiek działał, dramaturgicznie postanowił rozbić go na role i włożyć w usta piątki rosyjskich arystokratów biesiadujących w wigilię katolickiego Bożego Narodzenia pod koniec XIX wieku w dworku na całkowitym odludziu. Znudzeni inteligenci po opuszczeniu ich zgromadzenia przez jowialnego generała rozpoczynają debatę rozpisaną na osiem rozdziałów (teoretycznie portretowanych z różnych perspektyw). Początkowo wydaje się ona typową intelektualną rozgrywką w duchu debaty oksfordzkiej, gdzie ważniejsza jest siła argumentacji i umiejętność odpowiedniego wzajemnego słownego szachowania się od zgadzania się z głoszoną przez siebie tezą. Z czasem jednak do głosu zaczynają dochodzić coraz bardziej fundamentalne przekonania rozmówców, a stawka i emocje rosną.

Podobnie jak w Sieranevadzie Puiu nie ogranicza się do napisania świetnych dialogów i włożenia ich w usta rewelacyjnej obsady (a wszyscy są tu dobrani do swoich ról perfekcyjnie). Cały świat Malmkroga żyje. Gospodarze wykonują drobne czynności porządkowe, służba wciąż pojawia się między dyskutantami, to donosząc napoje, to sprzątając kieliszki czy zapraszając na posiłek, na drugim planie z chorobą walczy nestor rodu władającego pałacykiem. Dopracowana w najmniejszych szczegółach choreografia w połączeniu z aktywną i nie bojącą się zmian perspektyw kamerą, a także żywą i autentycznie wyglądającą scenografią – to wszystko robi gigantyczne wrażenie i pozwala uwierzyć, że oto przenieśliśmy się do innego świata, który możemy obserwować, ale nie możemy dotknąć. Tak jak stało się to udziałem protagonisty (a co za tym idzie także widzów) zjawiskowego Domu Šarūnasa Bartasa. Swoiste podglądactwo staje się naszym celem i obsesją.

Dzięki temu, że debata w życiu bohaterów jest zabawą i uzależnieniem, tak jak wielokrotnie przywoływany przez nich hazard, a nie kwestią życia i śmierci (jednak czy aby na pewno?), Puiu unika niebezpiecznej pułapki popadnięcia w śmieszność i zadęcie. Nie mamy sympatyzować z bohaterami, kibicować im, nie ma podziału na dobrych i złych, jest tylko spektakl. Piękno ludzkiego mózgu i języka podniesione do rangi sztuki. Z kolei dzięki teatralizacji i osadzeniu całości poza geografią i poza czasem (w dyskusji w czasie teraźniejszym są przywoływane m.in. ludobójstwo Ormian i wojny burskie), całość może jednocześnie brzmieć dla nas autentycznie w kontekście epoki i jak najbardziej otwarcie komentować rzeczywistość roku 2020.

Wzmianka należy się też prawie niememu świadkowi wszystkich filmowych szermierek – kamerdynerowi Istvánowi. Niczym James w Okruchach dnia, żyje po to, by służyć i służy po to, by żyć. Co znaczące Puiu tytułuje jego imieniem jeden z rozdziałów, daje mu też głos i rolę w tym spektaklu wyższych sfer, odrealnionej arystokracji debatującej poza maluczkimi o sprawach fundamentalnych i niedostrzegającej tego, co realnie stoi tuż za rogiem. Bo jak inaczej możemy patrzeć na dumną młodą Romanową piewiącą weganizm i służbę światu, a jednocześnie zajadającą się pysznościami w przeddzień rosyjskiej rewolucji? Jak traktować polityka mówiącego o wiecznym pokoju cywilizacji europejskiej, tuż przed wybuchem pierwszej wojny światowej? A może po prostu pewne rzeczy, tematy i dyskusje są poza czasem i poza okolicznościami, tak jak wieków ciąg cały, nam z dziejów wiadomy, jest wszak tylko jedną chwilką.

Puiu w zjawiskowych kostiumach i przepięknych makijażach i fryzurach opowiada w Malmkrogu o całej ludzkości, o jej wielkości i słabości. Więc jak dziwić się temu, że efekt staje się wyczerpujący dla widza? Pewne tematy, formy i rozwiązania fascynują, chociaż sprawiają cierpienie – i taki właśnie jest ten film. Monumentalny, wymagający i fascynujący. Kino ponad granicami, kino ponad ograniczeniami, a tak w te ograniczenia, w ściany i w formy wciśnięte. Jestem przekonany, że będzie to jeden z najczęściej analizowanych i najdogłębniej rozkładanych na czynniki pierwsze obrazów nowej dekady.

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Malmkrog plakat

Malmkrog

Rok: 2020

Gatunek: dramat historyczny

Kraj produkcji: Rumunia, Serbia, Szwajcaria, Szwecja, Bośnia i Hercegowina, Macedonia Północna

Reżyseria: Cristi Puiu

Występują: Agathe Bosch, Ugo Broussot, Sorin Dobrin i inni

Ocena: 4/5