Co w duszy gra – recenzja filmu „L’immensità” – Wenecja 2022

Nikt inny nie zna cię lepiej niż ty sam… no, chyba, że twoje dziecko – wydaje się tłumaczyć widzom Emanuele Crialese, który w L’imensicie skupia się na matczynej miłości i dziecięcej ucieczce w świat wyobraźni. Tytuł filmu brzmi w tłumaczeniu „ogrom” – i to właśnie o bezkresie kochania i samotności jest najnowszy obraz Włocha. Podobnie jak hiszpańskie Alcarràs Carli Simón, włoska produkcja to czuła i słodko-gorzka wiwisekcja tkanki rodzinnej, w której chwile szczęścia nieustannie przeplatają się z codziennymi mikro tragediami i życiowymi rozterkami. W historii Carli, jej męża Felice oraz ich trójki dzieci ma swoje odbicie społeczno-kulturowy obraz Italii lat 70. – pełen jaskrawych kolorów i dyskotekowej muzyki naznaczonej duchem rewolucji.

Emanuele Crialese w autobiograficznej L’immensicie celebruje rodzinną codzienność, zamieniając śniadaniowe rytuały w taneczny musical w rytmie muzyki Raffaelli Carry. Mimo skocznego bitu i natychmiastowej chęci oderwania się od ziemi tekst piosenki „Rumore” to chyba najsmutniejsza piosenka disco, jaka kiedykolwiek powstała. Gdy Raffaella śpiewa o lęku i braku poczucia bezpieczeństwa, Clara (Penélope Cruz) i jej dzieci – Adriana (Luana Giuliani), Sara (Penelope Nieto Conti) i Gino (Patrizio Francioni) radośnie pląsają wokół kuchennego stołu, klaszcząc i śpiewając słowa włoskiego przeboju. Tak jak w piosence, ich pozornie sielankowe życie podszyte jest powszednimi smutkami, poczuciem wyobcowania i samotności. Nie brakuje im pieniędzy, żyją w nowym luksusowym mieszkaniu z widokiem na rzymską panoramę, jednak naprawdę nikt z nich nie jest w pełni szczęśliwy. Sarze i Gino brakuje uwagi ojca, Clarze miłości i zrozumienia męża, a Adrianie akceptacji ze strony bliskich i całkowitego poczucia własnej tożsamości.

Głębokie spojrzenie zza wymalowanych rzęs i bezradność malująca się na twarzy Cruz bez dwóch zdań kradną całą uwagę widza. Aktorka podobnie jak w Matkach równoległych (NASZA RECENZJA) wciela się w rolę matki, lecz tym razem jej postać wydaje się dużo bardziej zniuansowana i pozbawiona melodramatycznej otoczki. Jej bohaterka – Clara, mimo depresyjnych epizodów pełna jest młodzieńczej energii i figlarności. Jej radosne usposobienie i wychowawcze metody wyróżniają ją spośród innych matek – kobieta nie musztruje swoich dzieci, ponieważ doskonale wie, jakich psikusów się po nich spodziewać; nudzi się w towarzystwie sztywnych dorosłych, a w czasie rodzinnej uroczystości woli spędzać czas z dzieciakami, chowając się z córką pod stołem. Mimo iż film wydaje się skrojony pod rolę Penélope, aktorsko kroku dotrzymuje jej również debiutująca na dużym ekranie 13-letnia Luana Giuliani, z której bije niebywała autentyczność i wrażliwość.

„Nosisz makijaż, tylko jak wychodzisz lub płaczesz” – mówi do Clary jej najstarsza córka, która czyta w niej jak w otwartej księdze. Adriana dostrzega opresyjność ojca, jego liczne zdrady oraz apatię, która ogarnia jej matkę. Za to Clara broni córkę jak lwica, ponieważ reszta rodziny nie bierze na poważnie zachowania i słów Adriany, która w głębi duszy czuje się chłopcem. „Andrea, nie Adriana” nieustannie poprawia babcię, ciotkę i ojca, dla których transseksualność bohaterki nie mieści im się w głowie. W szkole zmuszona jest nosić dziewczęcy biały mundurek, a koledzy z ławki pytają ją, dlaczego na basenie czy w upale zawsze chodzi ubrana. Jedynie Clara, chociaż dla niej Adriana zawsze będzie ukochaną córeczką, rozumie rozdarcie dziewczyny oraz poczucie bycia więźniem własnego życia i ciała. Krótko ostrzyżona, ubrana w czerwoną ramoneskę Adriana tworzy w nowym otoczeniu swój wymarzony wizerunek Andrei. Po drugiej stronie zbożowych pól, gdzie matka nie pozwala jej się zapuszczać, poznaje dziewczynkę z robotniczej osady, w której zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Andrea po raz pierwszy czuje się sobą.

W L’immensicie czuć ducha lat 70. W kolorowym wytapetowanym mieszkaniu nawet na sekundę nie milkną dźwięki czarno-białego telewizyjnego odbiornika. W złotej erze włoskiego nadawcy publicznego pojawiają się wpływy zagraniczne, na ekranie królują latynoamerykańskie telenowele, a głośniki wypełniają piosenki inspirowane kulturą zachodu. Gdy znudzone dzieciaki wpatrują się w ekran, na telewizyjnej scenie pojawia się zawadiacki duet Raffaelli Carry i Adriano Celentano w piosence „Prisencolinensinainciusol” – wielkim ówczesnym hicie, który włoski piosenkarz napisał dla rozrywki, kpiąc z gustów rodzimej widowni. Tancerze w synchronizowanej choreografii przybierają taneczne pozy disco, Celentano śpiewa bezsensowny tekst imitujący język angielski, a zafascynowana Adriana siłą wyobraźni przenosi się na drugą stronę telewizora. Reżyser, którego czas dzieciństwa przypadł na dekadę lat 70., oddaje swoisty hołd włoskiej popkulturze.To właśnie muzyczne wstawki w L’immensicie najbardziej zapadają w pamięć, odsłaniając dziecięcą potrzebę ucieczki od przytłaczającej rzeczywistości.

W filmie Crialese’a obserwujemy rozkład rodziny wyniszczonej przez toksyczną męskość. Clara z wielbionej żony, staje się ofiarą przemocy domowej. Nie chce dłużej żyć w sztucznym i nieudanym konstrukcie, jakim jest ich małżeństwo – żąda rozwodu. Współcześnie rozstania nikogo nie dziwią, jednak rozwód w Włoszech stał się możliwy dopiero od lat 70, po wywołującej gorące emocje debacie obywatelskiej oraz przeprowadzonym referendum. Reżyser subtelnie i świadomie maluje społeczno-polityczny pejzaż Italii i wpływ ówczesnych przemian na życie Włochów. Na pierwszy plan wysuwa się jednak niezwykle pokrzepiający obraz matczynej relacji z dziećmi, która jest w stanie przezwyciężyć największe przeciwności losu.

Mimo dobrodusznego humoru i wzruszającego wątku rodzinnego L’imensità to zdecydowanie niemdłe i wtórne kino familijne, jakie znamy z popołudniowej ramówki telewizyjnej. Dla antyfanów kameralnych i zostawiających ciepło na sercu feel-good movies (jeśli tacy istnieją) film Crialese’a ma jednak znacznie więcej do zaoferowania. To również niezwykle intymny i ważny z perspektywy reżysera głos na temat młodzieńczego coming outu i jego wpływu na najbliższe otoczenie. Historia zainspirowana dzieciństwem twórcy i jego trudami poszukiwania tożsamości wzbudza refleksje na temat autoakceptacji i matczynego wsparcia. Upór i odwaga Adriany wzbudzają podziw, a jej wewnętrzne pragnienie zamanifestowania własnego „ja” to zarazem najbardziej osobista i uniwersalna filmowa podróż w głąb siebie, jaką ostatnio miałam okazję zobaczyć.

Daria Sienkiewicz
Daria Sienkiewicz
L'immensità plakat

L’immensità

Rok: 2022

Kraj produkcji: Włochy

Reżyseria: Emanuele Crialese

Występują: Penélope Cruz, Elena Arvigo, Rita De Donato i inni

Dystrybucja: Best Film

Ocena: 3,5/5

3,5/5