Emil Nolde, to nawet nie jest on – recenzja filmu „Lekcja niemieckiego” – Tydzień Filmu Niemieckiego

Emil Nolde, to nawet nie jest on – recenzja filmu „Lekcja niemieckiego” – Tydzień Filmu Niemieckiego

Pokazywana w ramach Tygodnia Filmu Niemieckiego Lekcja niemieckiego jest (drugą) adaptacją bestsellerowej i przetłumaczonej na kilkanaście języków powieści Siegfrieda Lenza, pisarza urodzonego w Lycku (dziś Ełku). W książce został opisany konflikt między uległym wobec nazistowskiego reżimu policjantem i jego przyjacielem, malarzem, który doświadcza prześladowań z uwagi na tworzoną przez siebie sztukę.

Za realizację filmu odpowiada Christian Schwochow, którego polska publiczność może kojarzyć z reżyserowania dostępnego na HBO GO serialu Bankowa gra. Niemiecki reżyser współpracował tam z takimi gwiazdami współczesnego kina naszych zachodnich sąsiadów jak Paula Beer, Albrecht Schuch czy Tobias Moretti. Ten ostatni wystąpił też w Lekcji niemieckiego, wcielając się w jedną z głównych ról, czyli artystę Maxa Ludwiga Nansena. Jego filmowego adwersarza, funkcjonariusza policji Jensa Ole Jepsena zagrał Ulrich Noethen. Aktor znany z Upadku czy Hannah Arendt spotkał się już ze Schwochowem na planie Popękanej skóry.

Pokazywana na festiwalach w Tallinie i Berlinie Lekcja niemieckiego rozpoczyna się w zakładzie zamkniętym dla trudnej młodzieży, gdzie przebywa Siggi Jepsen, syn Jensa. Szybko cofamy się jednak o kilka lat do dzieciństwa chłopaka spędzonego w wiosce na pograniczu duńsko-niemieckim. Jasne od razu staje się, że to co będziemy śledzić przez kolejne minuty jest wizją jego dziesięcioletniego umysłu, tym jak zapamiętał tamte dramatyczne dni. Stąd nie może dziwić, że odmalowany w filmie świat wydaje się dość naiwny, pełen czarno-białych podziałów i uproszczeń. W oczach dziecka brutalny ojciec zdaje się rogatym diabłem i źródłem wszelkiego zła, zaś jego ojciec chrzestny udręczony Max, który uczy Siggiego w tajemnicy podstaw malarstwa, jawi się mu jako święty i prawdziwy wzór do naśladowania.

Skąd jednak bierze się awizowany we wstępie konflikt? Otóż, wyznający wiarę w pruski dryl i potęgę obowiązku Jens otrzymuje depeszę, z której treścią musi zapoznać przyjaciela Maxa. Głosi ona, że malarz otrzymał od nazistowskiego rządu zakaz wykonywania zawodu z uwagi na to, że jego ekspresjonistyczne dzieła uznane zostały za tzw. sztukę zdegenerowaną. Co gorsza to właśnie policjant ma dopilnować, by rządowe rozporządzenie było respektowane. Rumieńców całej sytuacji dodaje fakt, że rodziny obu panów od lat żyją ze sobą za pan brat, a w dzieciństwie Max uratował Jensa od utonięcia. Dla Jepsena wierność zasadom i nowemu reżimowi będzie jednak dużo ważniejsza niż sentymenty.

Lekcja niemieckiego

Słowo o wspomnianej wyżej sztuce zdegenerowanej, zwanej inaczej wynaturzoną (niem. Entartete Kunst). Pojęcie to zostało ukute  przez ideologów ruchu nazistowskiego już w latach dwudziestych. Wielu członków NSDAP pogardzało sztuką współczesną z kręgów ekspresjonizmu, kubizmu, surrealizmu i kilku innych kierunków. Według wytycznych Goebbelsa kultura miała być odtąd podporządkowana oficjalnym państwowym wytycznym, czyli głosić chwałę rasy panów i III Rzeszy, korzystając tylko i wyłącznie z formy realistycznej i monumentalnej, najlepiej nawiązującej do antycznej sztuki Cesarstwa Rzymskiego. Prześladowania nieprawomyślnych artystów nasiliły się od 1934 roku. Jednocześnie nawet wśród sympatyków Hitlera zdarzali się tacy jak czołowy przedstawiciel ekspresjonizmu Emil Nolde.

Pojawia się on w tym miejscu nieprzypadkowo. Jego prawdziwe nazwisko brzmiało bowiem Hans Emil Hansen i to właśnie jego losy zainspirowały Siegfrieda Lenza do stworzenia postaci Maxa Ludwiga Nansena z Lekcji niemieckiego. Problematyczne staje się jednak to, że powieść i jej adaptacja czynią z malarza kogoś na kształt męczennika, gdy w rzeczywistości zanim otrzymał zakaz tworzenia był zagorzałym antysemitą, co wyraził w II tomie autobiografii (Jahre der Kämpfe), należał do duńskiego NSDAP oraz wielokrotnie wypowiadał się na temat „czystości niemieckiej sztuki”. Co więcej nawet po tym jak naziści uznali ekspresjonizm za wynaturzony, Nolde miał rzecz jasna problemy z tworzeniem dalej w tym kierunku i nie mógł kupować materiałów malarskich, jednak, co pomija Lentz, jego kondycja finansowa była znakomita, nadal sprzedawał mnóstwo akwarel i nie cierpiał większej niedoli.

O ile sama fabuła dość kurczowo trzyma się książki to twórcy mogli popisać się przy realizacji. Film kręcono w landzie Szlezwik-Holsztyn, w okolicach Rudbøl i Seebüll, czyli tam gdzie żył i tworzył sam Nolde. Uroda tych stron jest niewątpliwa, łąki i plaże nad Morzem Północnym wyglądają malowniczo zarówno w słoneczne, jak słotne dni. Warto pochwalić tu oświetlenie (głównie naturalne źródła światła) i color grading. Natężenie barw jakimi mieni się obraz jest lekko podkręcone, lecz nigdy nie popada w ów kiczowaty efekt znany z technikolorowych filmów. Zabieg ten nadaje Lekcji niemieckiego nieco bajkowej aury, choć nie odrywa się on ani na moment od realistycznej konwencji.

Film Schwochowa niestety nie skupia się nie na naprawieniu tego co sfałszowała powieść, lecz budowaniu uniwersalnego obrazu udręczenia artysty przez totalitarny reżim, reprezentowany tu przez zbyt pilnego żandarma. Kino lubi ten temat, więc w ostatnich latach mogliśmy oglądać filmy takie jak Obrazy bez autora Floriana Henckela von Donnersmarcka czy Dowłatowa Aleksieja Germana (NASZA RECENZJA). Lekcja niemieckiego jest zatem kolejną odsłoną cenionej przez publiczność konwencji, która zakłada opowieść o tragicznych losach wybitnej  jednostki w starciu z wielką historią, choć książkowe i ekranowe wydarzenia dalekie są od faktycznych przeżyć Noldego.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Lekcja niemieckiego plakat

Lekcja niemieckiego

Tytuł oryginalny: Deutschstunde

Rok: 2019

Gatunek: dramat

Kraj produkcji: Niemcy

Reżyseria: Christian Schwochow

Występują: Ulrich Noethen, Tobias Moretti, Levi Eisenblätter i inni

Ocena: 3/5