Ludzkość stoi na krawędzi zagłady, a my ciągle spieramy się, czy lepiej wyjść na protest, czy napisać wiersz. Są tacy, którzy w obliczu globalnego kryzysu organizują marsze, ogłaszają manifesty i ratują świat. I są też tacy jak tytułowy bohater filmu, którzy nie potrafią funkcjonować bez ulubionego swetra. Łabędzi śpiew Fiodora Ozerowa to portret właśnie tej grupy: wiecznie rozkojarzonych estetów, dla których apokalipsa to trochę za dużo jak na poniedziałek.
W tym zawieszeniu rodzi się postać Fiodora Ozerowa (zagranego przez muzyka Wiaczesława Kmita), artysty czekającego na przełom. Po wydaniu albumu Miński Syndrom codziennie sprawdza, ile osób słucha jego muzyki. Gdy media obiega wiadomość o możliwym ataku nuklearnym Putina na USA, Fiodora bardziej przejmuje zniknięcie jego „muzy”, ukochanego swetra w stokrotki, niż zbliżająca się katastrofa. Tu nie chodzi wyłącznie o komfort, gość nie potrafi pisać bez magicznego ubrania. Jednocześnie czuje, że to najwyższy czas, by przekształcić swój solowy projekt w zespół i wreszcie pograć na żywo. Trochę jak reżyser filmu Yuri Semashko, który po czterech udanych shortach w końcu zabiera się za pełny metraż.
Fiodor śpi w dżinsach, scrolluje Tindera, błąka się po ulicach Warszawy: oto cała odyseja, na której końcu czeka sweterek i marzenie o zespole. Zgłaszają się do niego różne postacie: od muzyków, po poetów – w tych rolach wystąpili aktorzy „Tutejszego Teatru” (Тутэйшы тэатр), kolektywu białoruskich aktorów działających w polskiej stolicy. W tym czasie jego młodsza siostra Nina (Violetta Rahachova), twardo stąpająca po ziemi, postanawia wyjść na ulice. Bo ktoś jednak musi.
Yuri Semashko „sprzedał” pomysł na swój pełnometrażowy debiut już w 2023 i został wybrany do inkubatora filmów mikrobudżetowych Białoruskiej Sieci Filmowców (Belarusian Filmmakers Network). Tam projekt był przez jakiś czas rozwijany do pełnego scenariusza. Realizacja projektu kosztowała… raptem cztery tysiące euro, co czyni z Łabędziego śpiewu Fiodora Ozerowa ewenement, zwłaszcza na tle podobnych produkcji realizowanych w Polsce. Czy to dzięki tej ograniczonej skali, dzięki temu, że aktorzy po zagraniu scen obsługiwali światła i mikrofony, film działa tak dobrze? Niekoniecznie. To raczej kwestia konsekwentnej wizji artystycznej i odwagi formalnej. Debiut Semashko miał światową premierę na Berlinale, a w Polsce po raz pierwszy pokazano go na festiwalu Nowe Horyzonty, gdzie spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem.
Jak na pierwszy raz przystało, reżyser swobodnie dekonstruuje fabułę, korzysta z kolażowej narracji, łącząc fragmentaryczność rodem z cinema vérité z poetyką niskiego budżetu. Wygnany z Białorusi artysta sięga po grecką mitologię i adaptuje ją do współczesnych realiów. Akropolem jest tu pokój w warszawskim mieszkaniu, obklejony plakatami, a Hadesem – zejście do starej kamienicznej piwnicy. Opowiada historię człowieka XXI wieku, dla którego wiadomości o końcu świata to coś tak pospolitego, jak prognozy pogody. Tymczasem paranoja związana z pozornie błahym przedmiotem, przenika każdy jego gest i spojrzenie.
Na szczególną uwagę zasługuje nakręcony w czerni i bieli epilog, współczesny wariant mitu o Orfeuszu i Eurydyce, w którym tytułowa metafora staje się rzeczywistością. „Łabędzi śpiew” – ostatnia, najpiękniejsza pieśń przed śmiercią – znajduje swoje odzwierciedlenie w finale. Fiodor, przez cały film poszukujący zespołu, z którym mógłby wystąpić na żywo, w końcu daje koncert życia, choć jednak solo. Zyskuje to, czego najbardziej mu brakowało: uznanie.
Semashko, podobnie jak twórcy nowej fali kina azjatycko-postradzieckiego (Nugmanow, Kubat, Chudojnazarow, Omirbajew), operuje estetyką nieciągłości: chaos codzienności staje się formą oporu wobec wielkiej narracji o końcu świata. Po wydarzeniach 2020 roku w Białorusi, w tamtejszym kinie zaczyna się coś nowego. Choć już nie w Mińsku. Krajobraz kulturowy zaczyna mutować. Przykład? Festiwal Bulbamovie, działający na emigracji od 2011 roku, co roku pokazuje odważne projekty, jak choćby w całości nieme, prawie godzinne Czarodziejskie nożyczki Anny Avoty czy Champion 471 Mikity Pandeki o polskiej krowie uciekającej z rzeźni, nagrodzone w trakcie ostatniej edycji. Na tym tle Łabędzi śpiew Fiodora Ozerowa wyrósł niczym stokrotka na ziemi wyjałowionej przez cenzurę.
Łabędzi śpiew Fiodora Ozerowa
Tytuł oryginalny: Liebiadzinaja piesnia Fiodara Ozierava
Rok: 2025
Kraj produkcji: Litwa, Niemcy
Reżyseria: Yuri Semashko
Występują: Wiaczesław Kmit, Violetta Rahachova, Pavel Haradnitski i inni
Dystrybucja: brak
Ocena: 4/5