Szachy na piachu – recenzja filmu „Kurtuluş” – Berlinale 2026

Tegoroczne Berlinale było udane dla tureckiego kina, lecz nienajlepsze dla tamtejszych władz. Główna nagroda powędrowała do twórcy pochodzącego z rodziny emigrantów za opowieść o prześladowaniach politycznych dokonywanych przez rząd w Ankarze, zaś drugie miejsce zajął najnowszy film niepokornego liberała i krytyka Erdoğana – Emina Alpera.

4 maja 2009 roku w kurdyjskiej wiosce Bilge doszło do krwawej masakry. Czterdziestu czterech weselników, w tym kobiety i dzieci, poniosło śmierć w wyniku wybuchów granatów i ostrzału z broni automatycznej. Początkowo winą obarczono wojowników Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), z czasem okazało się jednak, że organizatorem napaści był Mehmet Çelebi – szef miejscowej Straży Wiejskiej, czyli lokalnej milicji powołanej przez rząd w latach 80. do walki z kurdyjską partyzantką. Podłożem zbrodni był prawdopodobnie trwający od dekad konflikt potężnego klanu Çelebich z Syryjskim Kościołem Ortodoksyjnym o kontrolę nad monastyrem Mor Gabriel i okolicznymi ziemiami. Wydarzenia te zainspirowały Emina Alpera do przedstawienia autorskiej wizji systemu plemiennego, a także – poprzez ekstrapolację – do opowiedzenia o mechanizmach kierujących turecką polityką i społeczeństwem: instrumentalnym wykorzystywaniu religii, pokoleniowych lękach, swarach, fanatyzmie oraz zdradzie.

Kurtuluş stanowi swoistą mieszankę ulubionych tematów reżysera. Z nagrodzonej w Wenecji Blokady zaczerpnął motyw braterskiego konfliktu na tle politycznej opresji; z docenionych w Cannes Gorących dni [RECENZJA] – obraz moralnego i systemowego zepsucia prowincji; z Opowieści o trzech siostrach [RECENZJA] zaś – rozważania o honorze, uprzedmiotowieniu kobiet i mizoginii. Osadzając akcję po raz pierwszy w Kurdystanie, Alper podążył śladem wielkiego Yılmaza Güneya i sięgnął po estetykę westernu. Niczym u Johna Forda, w obliczu konieczności ochrony ziemi przed agresorem, dochodzi tu do konfrontacji o rząd dusz między dwoma charyzmatycznymi mężczyznami o odmiennym podejściu do obowiązku, tradycji oraz litery prawa.

Najlepszymi momentami Kurtuluş nie są jednak liczne dyskusje – często stanowiące jedynie pretekst do ekspozycji – lecz sekwencje snów, których doświadcza Mesut (rewelacyjna rola Canera Cindoruka), szef Straży Wiejskiej i starszy brat lidera społeczności, szejka Yılmaza (Berkay Ateş). Korzystające z języka horroru wizje, w których za plecami przemykają cienie, dochodzi do opętań, a groźby napaści i egzekucji plastycznie się materializują, uwalniają obraz z okowów linearności, tworząc przestrzeń dla wątpliwości i ambiwalencji. Wielka szkoda, że Alper nie zdecydował się na opowiedzenie całej historii przez soczewkę realizmu magicznego, tak jak zrobił to Arsalan Amiri w Zalavie, poruszającej bardzo podobny temat i także osadzonej w Kurdystanie (tyle że irańskim).

Film otwiera kręcona z drona egzekucja bojowników PKK przeprowadzona przez podwładnych Mesuta. Następnie przez debaty, konstatacje i objawienia, reżyser prowadzi widza ku finałowej masakrze, kreśląc przy tym panoramę ostatniego półwiecza historii regionu z punktu widzenia tradycjonalistycznych lojalistów. Choć ideologiczne przesłanie jest tu kreślone grubą kreską, a finał rozczarowuje brakiem zaufania do inteligencji widza, Alperowi udało się skonstruować trzymający w napięciu thriller polityczny. Wartość Kurtuluş wynika jednak przede wszystkim ze wspaniałych, wysuszonych słońcem plenerów oraz przepięknie zachowanej antycznej wioski, w której toczy się akcja. Wielowiekowe kamienie milcząco obserwują kolejny rozdział konfliktu trawiącego Azję Mniejszą niemal od zawsze – sporu sąsiedzkiego, walki o miedzę i skrawek względnie żyznej ziemi.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Kurtuluş


Tytuł oryginalny:
Kurtuluş

Rok: 2026

Kraj produkcji: Turcja, Holandia, Francja, Arabia Saudyjska

Reżyseria: Emin Alper

Występują: akto 1, aktor 2, aktor 3 i inni

Dystrybucja: Gutek Film

Ocena: 3/5

3/5