What Price Osaka? – recenzja filmu „Kokuho”

Oscarowe gale coraz bardziej otwierają się na filmy z całego świata, co od czasu wielkiego zwycięstwa koreańskiego Parasite nie jest już opinią, a faktem, na którego potwierdzenie znajdziemy liczne dowody. Tegoroczne nominacje również to potwierdzają, głównie za sprawą tytułów z Brazylii, Norwegii, Hiszpanii i Iranu, które poza rywalizacją o film międzynarodowy pojawiają się również w innych kategoriach. Kolejnym dowodem na potwierdzenie tej tezy jest nominacja dla Kokuhō – hitu japońskiego box office’u, który powalczy o nagrodę za najlepszą charakteryzację i fryzury.

Kokuhō to najnowsze dzieło, za którego reżyserię odpowiada Sang-il Lee – twórca o ponad dwudziestoletnim doświadczeniu, ceniony głównie we własnym kraju, gdzie jego filmy, jak i on sam, kilkukrotnie nominowane były do nagród krajowej akademii. Największy do tej pory sukces świętował w 2007 roku, kiedy jego Tancerki Hula zostały uznane za najlepszy film zarówno przez jury, jak i publiczność, a on sam otrzymał statuetki za scenariusz i reżyserię. Niewykluczone, że największy sukces na lokalnym podwórku filmowiec będzie mógł świętować 13 marca, gdyż recenzowany przeze mnie tytuł doczekał się aż 17 nominacji. Co ciekawe, aż 6 z nich w kategoriach ról drugoplanowych (po 3 za żeńską i męską na 5 nominowanych w każdej z kategorii). Sam obraz stanowi monumentalny portret kariery Kikuo Tachibany i jego drogi do zostania legendarnym onnagatą, czyli aktorem teatru kabuki, wcielającym się w kobiece role.

Głównego bohatera, w którego wcielił się Ryō Yoshizawa, poznajemy, kiedy w wieku nastoletnim jeszcze jako amator pojawia się na scenie, zapewniając gościom wystawnego przyjęcia urządzonego przez jego ojca ciepło przyjętą atrakcję kulturalną. Wszystkiemu przygląda się gość specjalny Hanjiro Hanai (w tej roli legendarny Ken Watanabe), słynny onnagata występujący w lokalnym teatrze na specjalne zaproszenie. Kiedy po udanym występie Kikuo idzie zmyć z siebie misternie nakładany makijaż, słyszy bijatykę i strzały. Okazuje się, że dochodzi do mafijnych porachunków między wrogimi gangami Yakuzy, których ofiarą staje się jego ojciec, będący szefem jednej z grup przestępczych. Straumatyzowany chłopak rozważa wejście na drogę zemsty, ostatecznie jednak porzuca ten pomysł i nie chce mieć nic wspólnego z profesją, która wpędziła jego ojca do grobu. Zamiast tego decyduje się zostać wielkim aktorem i udaje się na przyuczenie do wspomnianego Hanjiro, niepotrafiącego odmówić utalentowanemu synowi swego dawnego znajomego.

Kokuho

Od tego czasu dzieło Sang-il Lee przypomina nieco dramat sportowy czy film kung-fu, ukazujący katorżnicze treningi i relację uczeń–mistrz. Znany onnagata poza Kikuo ma pod opieką również swojego syna Shunsuke, a obaj adepci stanowią wręcz stereotypowe zestawienie w odwiecznej walce wielkiego talentu z ciężką pracą. Kiedy główny bohater nie odpuszcza żadnego treningu, przebojowy dzieciak z aktorskiej rodziny imprezuje, wierząc, że krew płynąca w jego żyłach stanowi gwarant obfitującej w sukcesy kariery. Początkowo młodzieńcy idą przez sceniczną drogę w duecie, stając się ulubieńcami publiczności i prasy. Pierwszym zgrzytem w ich relacji jest sytuacja, w której na skutek urazu ich mistrz musi zrezygnować z roli, wyznaczając na swojego zastępcę nie rodzonego syna, a ucznia, który jego zdaniem jest lepszym aktorem, jasno dając do zrozumienia, kogo uważa za naturalnego sukcesora swojego artystycznego dziedzictwa.

Wspomniany moment to tylko jeden z wielu zwrotów w dynamicznej i rozciągniętej do niemal trzech godzin historii karier dwóch zdeterminowanych artystów, których ścieżki przetną się jeszcze wielokrotnie, a budowana od czasów nastoletnich przyjaźń nie raz ustąpi miejsca zazdrości i konfliktom. Obaj artyści będą święcić momenty chwały, jak i załamania kariery, podczas których zaczną martwić się o źródła dochodów. Obaj będą też mieć za sobą liczne, nie do końca udane relacje z kobietami, zawsze stawianymi na drugim miejscu za karierą. Przekaz płynący z filmu jest prosty – jeżeli marzysz o wielkim sukcesie, musisz poświęcić wszystko inne i, jak pada wprost z ust głównego bohatera, zawrzeć pakt z diabłem.

Wizualnie Kokuhō robi olbrzymie wrażenie i nie chodzi tutaj wyłącznie o kwestie charakteryzacji, niestety posiadającej piętę achillesową w postaci nieszczególnie udanego postarzenia 32-letniego Yoshizawy w końcowych scenach filmu, ale o całą warstwę teatralnych inscenizacji z doskonałymi strojami, choreografią i kadrowaniem oddającym atmosferę teatralnej widowni. Zawiesić oko można również na zmieniających się przez lata ulicach Japonii czy starających się odtworzyć ducha czasów wnętrzach budynków. Większe zastrzeżenia można mieć do warstwy fabularnej, gdzie postaci wprowadzane są bez zapowiedzi, a skoki czasowe zdają się nie mieć sensownego wytłumaczenia i ciężko doszukiwać się w nich związków przyczynowo-skutkowych. Kuleje również charyzma głównego bohatera, co oczywiście można rozumieć jako pełne poświęcenie jedynie sztuce i zupełną obojętność na świat zewnętrzny, ale nie pomaga w empatyzowaniu z tak napisaną postacią.

Dystrybuowany przez Kinotekę film z pewnością powinien trafić do serc wielbicieli japońskiej sztuki i estetyki. Pełen jest smaczków zarówno w kontekście kulturowym, jak i czysto wizualnym. Co ciekawe, mimo iż ze względu na tematykę Kokuhō może sprawiać wrażenie filmu o zabarwieniu queerowym, odbieram go za przedstawiciela kina mocno gloryfikującego konserwatywne wartości i tradycję. Zwłaszcza dla samych przedstawicieli profesji onnagata granie kobiecych ról zdaje się być zajęciem poważnym i męskim, zupełnie pozbawionym jakiegokolwiek podtekstu homoseksualnego, a sama orientacja bohaterów ani przez chwilę nie zostaje poddana w wątpliwość.



 
Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Kokuho poster

Kokuho


Tytuł oryginalny: Kokuhō

Rok: 2025

Kraj produkcji: Japonia

Reżyseria: Sang-il Lee

Występują: Ryō Yoshizawa, Ken Watanabe, Ryûsei Yokohama i inni

Dystrybucja: Kinoteka

Ocena: 3,5/5

 
 
3.5/5