Mt 7,15 – recenzja filmu „Jej piekło” – Cannes 2026

Frankenstein – tak nazwał siebie Nicolas Winding Refn, który trzy lata temu wrócił z zaświatów po 25 minutach śmierci klinicznej. W trakcie konferencji prasowej w Cannes mówił, że „przed śmiercią dotarł do końca swojej kariery, stracił wszystko, ale po powrocie do życia nagle mógł zacząć wszystko od nowa”. Ten autobiograficzny fundament jest kluczem do zrozumienia Jej piekła, współczesnej katabazy osadzonej w futurystycznej metropolii.

Gęsta mgła spowiła budynki miasta przyszłości, podobnego w kształtach do bladerunnerowych fantazji oraz architektury współczesnego Tokio. Wśród niej kroczy Elle (Sophie Thatcher) – młoda, piękna, a jednocześnie znudzona własnym istnieniem aktorka i dziedziczka fortuny Johnny’ego Thundersa (Dougray Scott). Żyje w złotej klatce Tower Hotel, gdzie podgryzają ją pasożyty. Nie doświadcza solidarności jajników – na jej upadek czekają macocha, przyjaciółka czy nowo poznana bezwzględna influencerka, zdolna do wszystkiego dla popularności. Nad tym damskim węzłem gordyjskim krąży legenda mitycznego seryjnego zabójcy Leather Mana. Jego atrybutem są nabijane diamentami rękawice, które rozrywają klatki piersiowe kobiet, cierpiących na deficyt ojcowskiej miłości. W tle rozwija się dramat Private K (Charles Melton), amerykańskiego żołnierza przemierzającego nocne piekło w poszukiwaniu córki uwięzionej przez potwora.

Ojcowie nieobecni, to i córki skrzywdzone – bohaterowie u Refna definiowani są przez relację z rodzicem. Brak patriarchalnej figury materializuje się w tajemniczym zbrodniarzu, którego ofiary przed śmiercią zawsze krzyczą „daddy”, jakby podświadomie wierzyły, że tatuś powróci, by zapewnić im ocalenie. Morderca jest jungowskim cieniem – wypartym aspektem podświadomości, wracającym niczym monstrum w chwilach największej bezbronności. W tej wizji świata każda kobieta nosi w sobie własnego Leather Mana – zinternalizowany głos braku ojca. Podczas konferencji prasowej w Cannes duński twórca wiele razy wspomniał o tym, ile znaczy dla niego relacja z córkami i jak bardzo mu pomogła w znalezieniu równowagi. Jednym z piękniejszych hołdów w ich kierunku było zaangażowanie Charlesa Meltona w miejsce Ryana Goslinga, ze względu na rolę Reggiego w Riverdale, uwielbianą przez jego dzieci.

Dużo tutaj uznania w kierunku giallo. Postać Leather Mana idealnie wkomponowałaby się w projekty Daria Argento lub Maria Bavy. Krew jest tutaj profondo rosso – intensywna i nienaturalna niczym na włoskim plakacie filmowym z lat 70., a sama przemoc przeestetyzowana. Operator Magnus Nordenhof Jønck buduje kolorami nastrój. Podobnie jak u włoskich twórców każdy odcień koduje stan ducha i moralny status postaci bez potrzeby komentarza. Fiolet i błękit dominują w momentach intymnych, różowe i karmazynowe plamy zabarwiają sceny przemocy, a złote poświaty otulają korytarze Tower Hotel. Pomostem do włoskiego gatunku staje się również osoba Pino Donaggio, kompozytora znanego z projektów de Palmy, Roega czy wyżej przytoczonego Argento. Jego partytury tkają podobne sensorium grozy i erotyzmu jak w produkcjach sprzed pięciu dekad. Znajdą się tutaj wybitne partie operowe, tremola smyczków, a w finałowej sekwencji wrócą znane z poprzednich produkcji Refna syntezatory i IDM – znak, że czas po raz kolejny rozprawić się z piekłem.

Scenografia buduje przestrzenie wyraźnie teatralne i świadomie sztuczne: dom Elle z labiryntowymi korytarzami wyjęty wprost z Lśnienia, ulice Golden Gai z neonowymi szyldami podobne do tych z projektów Seijuna Suzukiego, apartamenty przypominające raczej sanktuaria haute couture. Sceny z ubieraniem lateksowej kurtki to ten sam wymiar cytowania, co w Błysku diamentu śmierci duetu Cattet/Forzani. Kilka razy usłyszałem, że to neonowe Keeping Up with the Kardashians i to porównanie równie abstrakcyjne, co trafiające w sedno. Refn od dawna eksperymentuje z gatunkiem opery mydlanej, chociażby w ostatnich serialach Too Old to Die Young i Copenhagen Cowboy. Są intrygi, zdrady, sojusze i rozejmy, walka o atencję i pozycję w hierarchii nieformalnej władzy, a same kobiety przedstawione zostały jako wroginie i sojuszniczki w permanentnie niestabilnej konfiguracji.

Można rzucić również prowokacyjną opinie, że najnowszy projekt Refna to najbardziej kipiący erotyzmem film tej dekady. Nieustanna gorączka pożądania oraz bezwstydne eksponowanie nagich torsów idealnie rezonują z dotychczasową myślą Duńczyka, którego twórczość od zawsze karmiła się pięknem ludzkiego ciała i magnetyczną siłą spojrzeń, daleko wykraczając poza ciasne ramy tradycyjnej heteronormatywności. Seksualność ma tutaj hipnotyzującą aurę; każda scena jest nasycona napięciem niczym powietrze przed uderzenie pioruna, lecz żadna nie rozładowuje go w konwencjonalnie oczekiwanym kierunku. Nawet postać Leather Mana, figurę pozornie antyerotyczną, ubrano w skrajnie fetyszystyczny kostium

„Strzeżcie się fałszywych proroków” mówi biblijny werset z tytułu recenzji. Ci będą mówić, że Jej piekło Refna jest bez sensu, pełno w nim nudy i, że generalnie nie ma nic ciekawego do zaoferowania. Duński reżyser wraca z achronologicznym strumieniem świadomości, z powolną narracją, w której nawet impreza techno staje się nieśpiesznym aktem krążenia po klubie, żeby pokazać jak wielkim przywilejem jest żyć wśród kochającej rodziny. To nie współczesny Frankenstein, a Dante, który pokazał nową wersję piekła, pełnego kręgów próżności i przemocy, gdzie na samym dnie czeka nieodwzajemniona rodzicielska miłość. Kochajcie swoje córki, miłujcie ojców, albowiem nie znacie dnia ani godziny, gdy obejmie was skórzana rękawiczka.

Szymon Pazera
Szymon Pazera

Jej piekło


Tytuł oryginalny:
Her Private Hell

Rok: 2026

Kraj produkcji: Dania, USA

Reżyseria: Nicolas Winding Refn

Występują: Sophie Thatcher, Charles Melton, Kristine Froseth i inni

Dystrybucja: Monolith Films

Ocena: 4,5/5

4.5/5