Kiedy Vineland trafiło na półki sklepowe amerykańskich księgarni, krytyka zmieszała powieść z błotem. Współcześnie, niczym Raymond Holt z Brooklyn 99, Thomas Pynchon może krzyknąć „vindication” podwójnie. Po pierwsze recenzenci odpokutowali i zrozumieli jego arcydzieło, a po drugie obraz garściami z niej czerpiący został okrzyknięty klasykiem w dniu premiery. Jedną bitwę za drugą w swojej filmowej przygodzie wygrywa również Paul Thomas Anderson, który po czterech latach wraca i z miejsca tworzy jeden z najpiękniejszych portretów relacji ojciec-córka amerykańskiego kina tego wieku.
Przedstawienie czas zacząć. Niczym w teatrze dramatycznym trupa-lewicowa bojówka French 75 przekazuje sobie ostatnie ustalenia przed widowiskiem – atakiem na ośrodek detencyjny. Pokaz na granicy ma trzy akty: pierwszy to wkroczenie po cichu i spacyfikowanie pograniczników, drugim jest wzięcie jako zakładnika ich dowódcy, Stevena J. Lockjawa (Sean Penn), a ostatnim wysadzenie bomb, żeby przekaz wybrzmiał jak najmocniej. Przewodzi im Perfidia Beverly Hills (Teyana Taylor), która jak przydomek wskazuje, uwielbia zdradzieckie metody, ale jednocześnie pełne splendoru akcje. Niby rutynowa dywersja, ale skompromitowanie kapitana, nieco przypadkowe, zmieni bieg wydarzeń nawet dla istot jeszcze wówczas nienarodzonych.
Zbiegów okoliczności w najnowszej fabule Paula Thomasa Andersona zobaczymy sporo, ale rzucając okiem na karierę Amerykanina, to tym zabiegu zbudował większość swoich projektów. W Magnolii prowadzą do ostatecznego deszczu żab, sugerującego boską interwencję, w Lewym Sercowym luka prawna w promocji na pudding przyczynia się do ucieczki z izolacji i zmierzenia się z uczuciem, a chociażby w Aż poleje się krew siła przypadku jest hiperbolizowana przez Daniela Plainviewa (Daniel Day-Lewis) do rangi przeznaczenia i wyciągnięcia łap przez mężczyznę po naftowe imperium. W Jednej bitwie po drugiej reżyser ów przypadek traktuje w kategoriach raczej przyziemnych – stawia na linii prostej życia masę wybojów, tworzących zamglony obraz rzeczywistości oraz wprowadzających w paranoję.
I wśród wszystkich nieustannie powtarzanych w pierwszym akcie frazesów o wolności, pogoni za rewolucją, która jednocześnie zgrabnie ucieka bohaterom i zjada własne dzieci, to motorem napędowym najnowszej produkcji Andersona jest jej ludzkie oblicze. Autora Nici Widmo nie interesuje stworzenie trafnego, ale przy ogromie politycznych narracji mało znaczącego manifestu. Oczywiście pojawiają się na każdym kroku: zagadnienia z zakresu polityki migracyjnej, brutalność policji, paradoksy-tematy zastępcze po dwóch stronach politycznej barykady czy wszechobecny współcześnie systemowy rasizm, ale to jedynie tło dla najważniejszego wątku – pięknej, ale jednocześnie trudnej więzi ojca z córką.
Relacja z dzieckiem to przyciąganie do siebie przez odpychanie. Niegdyś bohater bojówki-Ghetto Pat, teraz zapijaczony i zaćpany degenerat-Bill (Leonardo DiCaprio), który żyje fałszywą nostalgią bitwy o Algier oraz paranoicznym strachem przed zdekonspirowaniem. W jego arsenale już brak bomb, a jedynie stary telefon z 1G oraz urządzenie do namierzania. Próbuje swoją manią zarazić córkę, lecz ona wdała się raczej w matkę. Pyskata, niezależna, adaptuje się do warunków współczesności, żyje szybko, a może umrzeć młodo parafrazując myśl Michaela Scotta. Jednak miłość do pierworodnej, jej ochrona i końcowe ocalenie ważniejsze są od wszelkich rewolucji. One mogą trwać na ulicach, gdy ucieka się po dachu czy w miastach, gdy w lesie znalazło się bezpieczną przystań. Każda tytułowa jedna bitwa po drugiej to codzienność zderzenia się dwóch pokoleń, to te pojedyncze potyczki pełne przytyków między nadmierną opieką starego, a autonomią młodej, gdzie musi się znaleźć nić porozumienia. To właśnie składa się na rodzicielską miłość i na trzon najnowszej produkcji Andersona.
Marzeniem twórcy od zawsze była ekranizacja Vineland, jednak obawiał się, że miłość do powieści przysłoni mu trzeźwe spojrzenie. Zamiast tego na scenariusz składa się kilka autorskich opowiadań, luźno inspirowanych książką. Przeniesienie akcji Vineland do współczesności z reagonowskiej Ameryki to tylko kwestia przekartkowania kalendarza, ponieważ niewiele się zmieniło. Agenci DEA to teraz żołnierze pod przywództwem Seana Penna, fikcyjny College of the Surf przemodelowano na równie nieprawdziwe Baktan Cross, stare auta biedujących prawicowców odeszły do lamusa, bo obecnie jeżdżą Mustangami i Dodge’em, a siła telewizji lat 90. została zastąpiona mocą rasistowskiego korporacjonizmu i rozmowami kwalifikacyjnymi do faszystowskich klubików wzajemnej adoracji. Najważniejszym w tym wszystkim jest jednak zrozumienie istoty postmodernistycznej myśli Pynchona przez reżysera. Od luźnego skakania między wątkami i wprowadzania kolejnych bohaterów, przez paranoiczne sytuacje jak wydłużone do granic możliwości próby naładowania swojego telefonu lub grę zgaduj-zgadula kodu bezpieczeństwa, do prozaicznych elementów jak nazwa organizacji białych suprematystów Christmas Adventurers Club czy nazwiska lub ksywki różnych postaci.
Humorem, niczym w prozie pisarza, jesteśmy atakowani w każdej scenie. Od podania żartów w formie abstrakcyjnych dialogów przez uwspółcześnienie rasizmu o jego korporatyzację, do operowania kwasowością lub surrealnością na ekranie poprzez zderzenie się różnych przeciwności. Te zabiegi ekranowe pojawiają się w najbardziej newralgicznych momentach – ucieczek czy pościgów, gdzie nawet zwijający się dywan w trakcie ucieczki tunelem czy zaledwie dwuzdaniowa rozmowa Billa z napotkanymi, meksykańskimi dziadkami jest w stanie zniszczyć decorum i pozostawić uśmiech na twarzy. To też prawdopodobnie najlepiej wykorzystująca przestrzeń amerykańska produkcja ostatnich lat. Daleko jej poziomem do arcydzielnego dyptyku Życie złe/Złe życie Joao Canijo, gdzie hotel wręcz ożywał wraz z jego mieszkańcami, ale nietrudno się zachwycić sceną w klasztorze przypominająca sekwencję walki na pistolety z Barry’ego Lyndona czy też na piętrze meksykańskich imigrantów, gdzie nawet zniszczenie zasłon, z pozoru błahe, tworzy relewantny obraz psychozy i paranoi głównego bohatera.
Nad Baktan Cross lśni gwiazda Benicio del Toro, którego portret mistrza karate barwi każdą minutę, gdy tylko pojawia się na ekranie. Sama gra na przeciwieństwach z Billem jest bardzo prosta, ale w rękach Andersona to idealny materiał do strzelania zabawnymi żartami niczym z karabinu maszynowego. Na wyróżnienie zasługuje również Chase Infiniti, której imię i nazwisko inspirowane postacią Nicole Kidman z Batmana i cytatem Buzza Astrala, to wydaje się, że żywo wyjęte z prozy Pynchona. W filmowym świecie reżysera to kolejna debiutantka po chociażby Cooperze Hoffmanie i Alanie Haim z Licorice Pizza. Z miejsca staje się nadzieją kina i wyprzedza swoimi umiejętnościami aktorskimi o lata świetlne koleżanki z młodego pokolenia.
Wręcz pynchonowski tytuł filmu to perfekcyjne podsumowanie esencji życia. Anderson pokazuje, że w naszych osobistych kosmosach toczymy na okrągło kolejne bitwy: mogą to być kłótnie na portalach społecznościowych, sprzeczki z rodzicami czy próby zmiany świata na lepsze w organizacjach politycznych. Każda walka z osobna jest ważna, żadna bezcelowa, ponieważ prowadzi do pewnych, nawet najmniejszych, ale relewantnych zmian. Nie wszystkie muszą być z natury wielkie, upolitycznione i zmieniać struktury w skali makro jak sądziła Perfidia i cały ruch French 75. Rewolucją może być chociażby nauka obsługi najnowszego iPhone’a czy danie wolności córce pozwalając jej pójść na demonstracje, żeby wykorzystała młodzieńczy wigor w walce głównie o swoją przyszłość. Wśród hektolitrów abstrakcji na przestrzeni 161 minut Jedna bitwa po drugiej jest najbardziej ludzkim i jednocześnie najlepszym projektem w tegorocznym amerykańskim mainstreamie. Takich produkcji potrzebujemy na już więcej.
——————-
P.S Z podręcznika przetrwania w paranoi według Paula Thomasa Andersona warto zanotować trzy rzeczy:
– nigdy nie podawać numeru telefonu, nawet znajomym
– zawsze mieć naładowany telefon
– trzeba znać hiszpański, chociaż komunikatywnie
Jedna bitwa po drugiej
Tytuł oryginalny: One Battle After Another
Rok: 2025
Kraj produkcji: USA
Reżyseria: Paul Thomas Anderson
Występują: Leonardo DiCaprio, Chase Infinity, Sean Penn, Benicio del Toro, Teyana Taylor i inni
Dystrybucja: Warner Bros.
Ocena: 4,5/5