Chroń mnie przed tym, czego pragnę – recenzja filmu „I Want Your Sex”  – Octopus Film Festival

Większość ludzi ma cię w dupie, więc jeśli trafisz na kogoś, komu zależy, trzymaj się go obiema rękami. Truizm, motywacyjna sentencja z Instagrama, a może prawda objawiona? Wypowiada te słowa samotna kobieta w lateksie. Klęczący przed nią chłopak widnieje w papierach jej galerii jako asystent. Etat i relacja BDSM zrastają się w jedno. Uległość działa tu jako ukryty aneks do umowy o pracę. Kink dawno przestał szokować, skórzane uprzęże wylądowały w sieciówkach, więc Gregg Araki kręci tę historię jak komedię o biurokratyzacji pożądania.

Otwarcie od razu ustawia pion: martwa kobieta w basenie i utrzymanek, który za moment zrelacjonuje policji przebieg zdarzeń. Duch Billy’ego Wildera wisi nad tym kadrem ostentacyjnie, sedno tkwi jednak w inwersji. W Bulwarze Zachodzącego Słońca twarzą do wody dryfował spłukany scenarzysta, snując opowieść zza kadru. Tutaj unosi się Erika (Olivia Wilde) gwiazda sztuki współczesnej. Elliot (Cooper Hoffman) skacze jej na ratunek, umazany krwią i w damskiej bieliźnie, by w następnym ujęciu wylądować już w czystych ciuchach naprzeciwko funkcjonariusza z notatnikiem. Chwilę później na ekran wjeżdża plansza z napisem „dziewięć i pół tygodnia wcześniej”. Reżyser domyka hollywoodzki cytat mrugnięciem w stronę ejtisowego softcore’u. Pokój przesłuchań wraca potem regularnie, rozcinając opowieść. Komisariat służy tu za żelazną ramę – wyciąga z dusznego świata galerii i sprowadza układ do urzędowego sprawozdania. Świadek po prostu relacjonuje gliniarzom, co zaszło w czasie między zdobyciem zatrudnienia a skokiem do wody.

Zawodowy układ z dominą opiera się na zegarku. Godzina, stawka, negocjacje przed, herbata po, powrót do własnej nory. Elliot zamiast stawki godzinowej woli całodobowo oddać kontrolę. Uświadamia to sobie dopiero w chwili, gdy Erika nazywa rzeczy po imieniu i wprost go uwodzi. Łatwo utożsamić tę relację z wyzyskiem, choć mechanizm nie jest jednoznaczny. Umowa o pracę pozwala oddać się komuś na własność w jedynej formie uznawanej współcześnie za wiążącą – z przelewem i odprowadzonymi składkami. Podwładny dostaje w bonusie niepisany kontrakt, o którym marzył, zanim potrafił to nazwać. Podpisuje papiery z ulgą człowieka zwolnionego z obowiązku podejmowania decyzji. Kto nigdy nie odczuł chęci zaprzestania bycia menedżerem własnego wizerunku chociaż na jedno popołudnie, ten nie zrozumie z tego filmu ani jednej sceny.

Yu z Miłości obnażonej dochodził do ukrytych pragnień od drugiej strony. Wymyślał grzechy na potrzeby codziennej spowiedzi u ojca i w trakcie tego procederu odkrywał własne fascynacje. Obu postaciom ktoś z zewnątrz podrzuca gotowy słownik. Sono kazał jednak swojemu zapłacić czterema godzinami zmagań z sektą i obłędem. Amerykański twórca po prostu odsyła własnego bohatera z anegdotą. Przepaść między rokiem 2008 a 2026 w całości mieści się w tym rachunku.

I want your Sex

Wizualnie reżyser zjechał kilka poziomów poniżej Doom Generation. Zdjęcia Tuckera Korte są jasne i ostre, ale światło pada płasko, z serialową poprawnością. Taniości tego obrazu nie da się już wziąć za artystyczny wybór – zewnętrzny świat dostał generyczną estetykę z Airbnb. Rekompensata uderza z innego rejestru. Kiedy wchodzimy pod czaszkę bohatera, film czasem przełącza się na kiczowatą animację: rysunkowe piersi czy fajerwerki przy masturbacji to czyste wizualizacje myśli. Jedyne miejsce, w którym u tego chłopaka cokolwiek tętni życiem, mieści się w jego głowie.

Femme fatale istnieje po to, by nosić maskę, a jej nieprzeniknioność działa jak główny walor. Aprobata szefowej spada losowo. Raz po niczym, raz po morderczym wysiłku, nierzadko wcale. Siła nałogu tkwi w braku reguł. Każdy, kto grał w automaty albo otwierał lootboxy w grach, natychmiast rozpozna algorytm. Gwarantowana nagroda nudzi w tydzień, nagroda potencjalna trzyma za gardło latami. Elliot po każdej sesji osiąga pułap endorfin niedostępny w waniliowym życiu. Praca, planowany podcast, jego dziewczyna Minerva (Charli XCX), która traktuje go jak powietrze, i Apple (Chase Sui Wonders), kumpela ze wspólnie wynajmowanego mieszkania, sromotnie przegrywają z wyrzutem dopaminy. To nie artystka trzyma go na siłę, a raczej jego własna biochemia. I tu film zostawia widza z pytaniem, którego nie zamierza rozstrzygnąć – czy go tym zniewoliła, czy raczej pokazała mu, kim był od zawsze? Odpowiedź zależy głównie od rocznika pytanego.

Scenariusz podpisali Araki i Karley Sciortino, weteran New Queer Cinema oraz felietonistka obyczajowa i kronikarka kinkowej sceny. Zderzenie pokoleń uderza już na poziomie obsady. Epizodycznie widzimy twarze Jamesa Duvala i Nathana Bextona. Duchy z Donikąd nawiedzają generację, która nie może ich pamiętać. Trzy dekady temu w tym kinie płaciło się za pożądanie życiem. Dziś zblazowany kumpel bohatera, Zap (Mason Gooding), odlicza godziny do kolejnych randek z Grindra i traktuje orgię jak przerwę na papierosa.

Najciekawsze pozostaje jednak to, że Araki jest tu po trosze Eriką i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Artystka zatrudnia chłopaka, żeby zrobić sztukę z jego pożądania. Reżyser zatrudnia aktorów, żeby zrobić film z pożądania swoich bohaterów, i sprzedaje go pod własnym szyldem. Analogia nasuwa się sama. Różnica tkwi jednak w szczerości. Reżyser ukazuje mechanizm bez ogródek, bohaterka swoje intencje konsekwentnie ukrywa.

Jej najnowsza instalacja dostarcza pełnego kontekstu: to gigantyczna wagina z gum, które opłacani asystenci codziennie przeżuwają i doklejają do płótna. Artystka gardzi salonami. Doskonale wie, że produkuje gówno, ale gówno najłatwiej poddaje się kapitalizacji. Pozuje na ikonę anty-woke, choć jej bunt nosi metkę z ceną. Nie obala tabu, tylko je fakturuje. Gdy Hannah Wilke w latach siedemdziesiątych formowała waginy z gumy do żucia, przyklejała je bezpośrednio do ciała. Na ekranie cielesna sztuka feministyczna powstaje z cudzych szczęk. Elliot wypluwa gumy i służy tym samym za surowiec, naiwnie biorąc to za zaszczyt.

Jenny Holzer wyświetliła swoje „PROTECT ME FROM WHAT I WANT” na tablicach Times Square jako lewicowy manifest, wymierzony w konsumpcjonizm. W tej historii, wbrew intencjom samej autorki, slogan zmienia się w modlitwę. Dotyka psychologicznego paradoksu człowieka przerażonego własnym mrokiem. Staje się żarliwą prośbą o bezpieczne ramy – lateks, fetysze i sztywne zasady – które pozwolą zrealizować fantazję bez osuwania się w autodestrukcję. Erika desperacko szukała w tym układzie ucieczki przed samą sobą. Jej uległy wszedł do niego na własne życzenie.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
I want your sex

I Want Your Sex

Rok: 2026

Kraj produkcji: USA

Reżyseria: Gregg Araki

Występują: Cooper Hoffman, Olivia Wilde, Charli XCX

Dystrybucja: Monolith Films

Ocena: 4/5

4/5