Bestia na etacie – recenzja filmu „Hot Spot” – Nowe Horyzonty 2026

Bohater Hot Spotu ma na imię Jan, ale zwraca się do niego tak wyłącznie maszyna. Sztuczna inteligencja zwana Głową wywołuje go prawdziwym imieniem i pozostaje jedyną instancją w tym świecie, która pamięta, kim on właściwie jest. Wszyscy pozostali, z nim samym na czele, mówią Dżony, co brzmi jak ksywa z zachodniego snu. Andrzej Konopka gra go z utlenioną blond trwałą, kolczykami kołami i z The Final Countdown dudniącym mu w czaszce, a ja przez pierwszą połowę siedziałem w kinie z poczuciem, że oglądam najlepsze polskie sci-fi od lat.

Akcja rozgrywa się „nigdzie, w przyszłości”, gdzie porządek społeczny wyznacza świadoma sztuczna inteligencja. Algorytmiczne bóstwo siedzi dosłownie w umysłach mieszkańców i to one są jego serwerami. Trzyma władzę, bezpieczeństwo, komunikację i rozrywkę, streamuje rozkazy, wiadomości i transmisje publicznych egzekucji prosto na siatkówkę oka. Codzienna obowiązkowa racja podtrzymująca to połączenie przychodzi w formie głowożelki. Odłączyć się wolno, choć nikt tego nie zaleca, bo przy paru pominiętych żelkach i regularnych rozłączeniach głowa dosłownie eksploduje. Pracujący dla tego cyfrowego reżimu detektyw Dżony zostaje wezwany do morderstwa w obozie dla niepodłączonych uchodźców. Trop prowadzi go do Rany (Noomi Rapace), członkini religijnej wspólnoty podejrzanej o bycie cyberwiedźmą zdolną zhakować system.

Świat stoi na jednej regule ekonomicznej – nie wolno zatrzymywać dla siebie wody ani energii seksualnej. Wszystko krąży, w ciele nie zostaje absolutnie nic. Wirtualny dyktator rozdziela te zasoby, obsesyjnie wręcz pilnując, by nikt nie zamknął obiegu na samym sobie. Ta reguła zostaje wyłożona na stół bardzo wcześnie i, no cóż, brzmi trochę jak ponury żart… Przy czym Robert Bolesto, scenarzysta Córek dancingu, rzadko rzuca żartami w eter. Wyschnięte rzeki i martwe drzewa tłumaczą przy tym prawo zamiast ilustrować katastrofę. Susza wymusza nacjonalizację orgazmu.

Prawo recyklingu obowiązuje również po śmierci. Skazańca oddaje się larwom, które reżyserka nazywa biobotami, a te przerabiają ciało na surowiec i wracają z nim do obiegu. Nawet trup w tym świecie musi na siebie zarobić. Wyjątek dostaje wiedźma, którą się pali w piecu, bo z niej system nie odzyska niczego, a popiół wypada z obrotu. Dżony trzyma biobota w domu, gdzie larwa pełni funkcję pochłaniacza odpadów, żywego odkurzacza wpuszczonego pod meble. Karmi resztkami pupila, który zawodowo konsumuje zwłoki, i traktuje go jak element domowego inwentarza, zwłaszcza że to świat bez zwierząt.

Wszyscy kaleczą tu angielszczyznę, a jedynym bytem mówiącym poprawnie, choć do bólu lakonicznie, okazuje się sama maszyna. Żywe słowo i tak zepchnięto na boczny tor, bo najczęściej ludzie łączą się przez wszechobecny system. Porozumiewają się telepatycznie przez pół pustyni, a bywa, że udostępniają rozmówcy obraz rejestrowany własnymi oczami, jakby każdy nosił WhatsAppa w mózgu. Sceny zdalnych rozmów nakręcono jak tradycyjne dialogi, tyle że z nieruchomymi ustami, co tworzy dość niezręczny efekt. Smoczyńska nazwała rzecz po imieniu, przyznając się do „broken English” i puentując, że w tym świecie wszyscy są imigrantami. Reika Kirishima, którą Ryûsuke Hamaguchi obsadził w Drive My Car jako żonę uzewnętrzniającą całą siebie w opowieściach dyktowanych mężowi w sypialni, dostaje tu rolę Ayki – japońskiej żony Dżonego, i ponownie jej głos jest kluczowym elementem.  Ludzie oddali mowę sieci i zostało im narzędzie wystarczające do wydania polecenia, ale zbyt ubogie na więcej niż small talk. Koncepcja trzyma się mocno, choć gra aktorska może budzić wątpliwości: obsada recytuje w języku, którego na co dzień nie używa. Problem w tym, że w filmie nie ma ani jednej sceny, w której ułomność języka jest przeszkodą. Nikt się tu nie rozbija o granicę własnego słownika.

Pod siecią czujników pracuje natomiast druga warstwa i dopiero ona porządkuje resztę. Reżyserka twierdzi, że w jej świecie zaawansowana technologia stoi bardzo blisko czarów. Magia okazuje się starszym porządkiem, który wrócił na miejsce zwolnione przez Boga. Pogaństwo leży pod siecią, nie równolegle z nią. O ile w świecie Cyberpunka 2077 osławiona cyberpsychoza brała się z przeładowania organizmu chromem, a miarą szaleństwa była liczba wszczepów, o tyle Smoczyńska całkowicie odwraca ten wektor i każe bohaterowi schodzić poniżej człowieka zamiast ponad niego. Animalizm zamiast chipa, kły zamiast ostrzy modliszkowych. Zwierzę okazuje się jedynym wylogowaniem, którego sieć nie jest w stanie odczytać.

Forma odzwierciedla to zderzenie technologii z czarami bez zająknięcia. Film wygląda jak anime przepuszczone przez eurotrash. Sceny rejwu kręcone są jak rytuał, a kostiumy Katarzyny Lewińskiej pracują dosadniej niż dialogi. Jednak to przede wszystkim muzyka Marcina Macuka i Zuzanny Wrońskiej pcha całość w stronę transu.

Konopka dostaje przy tym rolę mężczyzny, którego tożsamość rozpada się na oczach widza. Dżony chodzi po świecie jak drapieżnik. W futrze w tygrysie pasy tańczy na koncercie, by w drugiej połowie filmu przesiąść się w kilt i glany. Jedna z bohaterek mówi mu wprost, że jest zwierzęciem, inna widzi u niego kły, zanim wyda na nią wyrok. Sztuczna inteligencja Sybilla w anime Psycho-Pass zaganiała do polowania na przestępców innych przestępców, bo moralna skaza czyniła ich skutecznymi. Głowa robi to samo z Dżonym, tylko nikt tu tego defektu nie nazywa po imieniu. Wreszcie na pustyni widzi on awatar zmarłej matki podtrzymywany przez sieć. Staruszka drwi z syna bawiącego się w zwierzę, mówiąc przy tym po polsku. Na ogół polszczyzna należy w tym świecie do warstwy wypartej, a bohater używa własnego języka tylko przy okazji rzucenia swojskiej „kurwy”.

Hot Spot startuje z pozycji rasowego cyber noir, a kończy się jak pogrobowiec Żuławskiego, z tą różnicą, że w Opętaniu żona trzymała potwora pod osobnym adresem, a Smoczyńska hoduje bestię w mieszkaniu, przy dziecku. Co ważne, sugeruje to wielokrotnie, za każdym razem coraz dosadniej, a na koniec i tak postanawia pokazać zwierzę dosłownie. Metafora traci moc w chwili, gdy zostaje wyjaśniona. Najgorzej, że brakuje sekundy wahania. Film o utracie kontroli nie pokazuje ani jednego ujęcia, w którym bohater ją faktycznie oddaje, więc widz dostaje skutek bez decyzji. Reżyserka prosi, żeby nie używać przy jej filmie logiki, do której przywykliśmy, i chętnie się na to godzę, ale sen też ma jednak gramatykę, a motywacja należy do dramaturgii i obowiązuje po obu stronach jawy.

Mimo wszystko pozostał obraz, który siedzi mi w głowie. W świecie, gdzie przez wolę maszyny przechodzą woda, mowa, rozkosz i ciała skazańców, jedyną wartością przekazaną bezpośrednio okazuje się melodia. Matka ryzykownie odłącza dziecko od sieci i natychmiast wypełnia powstałą dziurę własnym głosem, bo wie, że samo odcięcie zostawia po sobie pustkę, w którą łatwo wpaść. Prawdziwa metamorfoza omija detektywa i dokonuje się w miłości skonwertowanej do formatu piosenki, bo tylko w taki sposób da się ją przemycić.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny

Hot Spot

Rok: 2026

Kraj produkcji: Polska, Grecja, Szwecja, Norwegia

Reżyseria: Agnieszka Smoczyńska

Występują: Andrzej Konopka, Noomi Rapace, Reika Kirishima i inni

Dystrybucja:  So FILMS

Ocena: 3/5

3/5