Kino tętni Szekspirem od zarania swoich ponad stuletnich dziejów. Frazy angielskiego dramatopisarza zapełniły tysiące kilometrów taśmy filmowej. Owiane legendami i niedookreśleniami życie samego autora rzadziej spotykało się z zainteresowaniem twórców, aczkolwiek nie brak całkiem znanych, choć niespecjalnie godnych zapamiętania, jego reprezentacji. Przenosząc na ekran powieść Maggie O’Farrell, Chloé Zhao stąpa zatem po nie do końca jeszcze wydeptanej ścieżce, zapraszającej wręcz do eksploracji meandrów życia autora Makbeta, niewybijających się na pierwsze strony strony podręczników historii literatury. Tym bardziej szkoda, że Hamnet finalnie wpada w trajektorie obeznane, prowadzące wprost na oscarową galę.
Ona i on spotykają się i zakochują od pierwszego wejrzenia, za nic mając nieprzychylność swoich rodzin. Historia młodych państwa Szekspirów nie ma jednak tragicznego zakończenia Romea i Julii – finalnie nie tylko biorą ślub, ale też doczekują się kilkorga potomstwa. O tym właśnie opowiada pierwsza połowa Hamneta, lokująca się w kategorii obyczajowego obrazka z epoki, ewokatywnie fotografowanego przez precyzyjnie prowadzącego kamerę Łukasza Żala. Zhao stosuje elipsy, kondensując narrację, trzyma się jednak z dala od formy bryku z życiorysu. Pierwsze kilkadziesiąt minut lawiruje bardziej w stronę impresji biograficznej, zbudowanej wokół kilku punktów węzłowych. Co jednak najciekawsze, reżyserka Jeźdźca i oscarowego Nomadlandu [NASZA RECENZJA] w swojej opowieści ponownie znajduje miejsce dla natury, równorzędnej bohaterki filmu (nawet jeśli toposowa amerykańska preria zostaje zamieniona na angielski las). Otaczające wieś bory tchną tajemniczym życiem, napędzającym stracha bogobojnym, którzy głoszą przekonanie, że matką żony Williama była czarownica. Zhao unika wszelkich skojarzeń z folk horrorem, dając bohaterom i otaczającej ich naturze swobodę ekranowej wypowiedzi bez gatunkowych gorsetów. Hamnet przywodzi na myśl niedawne Na miejscu Basa Devosa [NASZA RECENZJA], portretując pełne szacunku, ale pozbawione egzaltacji styki człowieka i przyrody – jakże zapamiętywalnym momentem jest scena porodu pod swoistym czardrzewem, filmowana w dalekim planie na długim ujęciu, umieszczająca bohaterkę nieco z boku kadru, jednocześnie wyróżnioną z otoczenia za sprawą czerwonej sukni i wtopioną w nie.
Nad portretem rodziny Szekspirów unosi się duch kina Terrence’a Malicka, nie pierwszy raz przejawiający się w twórczości Zhao, która wprost przyznaje się do inspiracji dziełami amerykańskiego poety ekranu. W Hamnecie przejawia się to w udanych próbach kreowania grupowej intymności, narracyjnych impresjach i niedookreślonym duchowym naddatku. Czar rodzinnego szczęścia, przetykanego tu i ówdzie problemami na tle ciągłej nieobecności ojca-artysty ze względu na wyjazdy do Londynu, wkrótce jednak pryska w obliczu rodzinnej tragedii, która stanie się motorem napędowym dla drugiej połowy filmu, gubiącej narracyjną nieofensywność partii początkowych na rzecz jasno wytyczonego szlaku opowieści. Zmienia się nie tylko nastrój i styl prowadzenia historii – zanikają również niemal wszystkie elementy związane z naturą, niedookreślona mistyczność zostaje sprowadzona do pachnącej taniością, oczywistej metaforyki związanej z odchodzeniem. Postępująca emocjonalna intensyfikacja, wprowadzająca wysoką temperaturę melodramatycznych odczuć, coraz silniej popycha Hamneta w koleiny nieco łzawego hollywoodzkiego spektaklu. Objawia się choćby w, skądinąd świetnej, grze dwojga głównych aktorów – Jessie Buckley i Paul Mescal na początku filmu emanują autentycznym ekranowym byciem, tym specyficznym rodzajem aktorstwa, pozwalającym na immersję w życie bohaterów bez poczucia bycia szturchanym przez reżysera do odczuwania kolejno zaprogramowanych afektów. Z czasem jednak ich występy (jakkolwiek nadal bardzo dobre warsztatowo) zamieniają się we wzorcowo prowadzony koncert płaczu na dwa głosy, bijące się o statuetki wszelkiej maści w nadchodzącym sezonie nagród.
Seans Hamneta pozwolił piszącemu te słowa docenić również obecny w programie poznańskiego festiwalu najnowszy obraz Mike’a Leigh Niewygodna prawda [NASZA RECENZJA]. Tytuł ten bowiem, mimo telewizyjnej realizacji i poczucia pewnej wtórności, udowodnił po raz kolejny niesamowitą siłę kina Brytyjczyka – pokazywania najskrajniejszych nawet emocji wiarygodnie, na surowo, w sposób na tyle zdystansowany, by nie zostać posądzonym o szantażowanie widza, a jednocześnie na tyle bliski bohaterowi, by nadal być autentycznie przejętym ich losem. Zhao wrzuca odbiorcę w środek afektywnego tornada, postanawiając doprowadzić go do iście tragicznego katharsis, tyle że po drodze gubi znaczeniowy i emocjonalny niuans. Posługuje się przy tym choćby bardzo nieudaną i ofensywnie wręcz dosłowną sceną recytacji najsłynniejszego monologu w historii teatru europejskiego czy też muzyką Maxa Richtera, doprowadzającą do odbiorczych wzruszeń już nieraz w ciągu ostatnich dwóch dekad kina amerykańskiego (ponownie zostaje wykorzystane znane z obecności np. w Nowym początku Denisa Villeneuve’a On the Nature of Daylight). Użycie takiego a nie innego soundtracku zdaje się potwierdzać, że Zhao, niestety, postanowiła wybrać drogę na skróty, inkrustując dosłowne wzruszenia obeznanymi muzycznymi kliszami. Czego by nie mówić o Nomadlandzie, wieszając na nim lewicowe psy, nie popełnia on jednego, ale za to kluczowego grzechu Hamneta – jednoznaczności. W oscarowym filmie, pomimo użycia dość taniej muzyki Ludovica Einaudiego, widzowi została pozostawiona wolność odczuwania, Zhao nie sugerowała tam konkretnych emocji, skupiając się na roztaczaniu aury, również za sprawą eliptycznej, epizodycznej narracji. W swoim najnowszym obrazie reżyserka postanowiła poprowadzić widza za rączkę przez trudne, ale oczywiste w wyrazie i sposobie podania emocje. Z obiecującej pierwszej połowy, zapowiadającej polemizujący z narracyjnymi stereotypami tryb opowiadania, przywołujący na myśl dokonania arthouse’u ostatnich lat, pozostał tylko wysokiej klasy wykonania Oscar bait.
Hamnet
Rok: 2025
Kraj produkcji: Wielka Brytania, USA
Reżyseria: Chloé Zhao
Występują: Jessie Buckley, Paul Mescal, Emily Watson, Joe Alwyn i inni
Dystrybucja: UIP
Ocena: 3/5