Trudno oprzeć się wrażeniu, że Gorzkie święta pomyślane zostały jako dopełnienie Bólu i blasku [NASZA RECENZJA], tworząc z filmem z 2019 roku swoisty dyptyk – oto kolejny uznany pisarz i filmowiec zmaga się z pracą nad nowym scenariuszem. Na naszych oczach konstruuje świat Elsy, zamożnej kobiety, która po śmierci matki nie pozwoliła sobie na żałobę, oddając się intensywnej pracy w branży reklamowej. Dopiero nawracające ataki paniki zmuszają ją do zmiany trybu życia. Codzienność bohaterki i jej bliskich staje się zwierciadłem przeżyć autora; fikcja i rzeczywistość walczą tu ze sobą wyjątkowo zaciekle – i okazują się coraz bardziej ponure, a momentami wręcz przerażające.
Zresztą gorąca czerwień hiszpańskiego reżysera już dawno przestała parzyć. I choć nie brakuje jej w najnowszym filmie, zderza się ona nieustannie z coraz bardziej dominującymi zimnymi błękitami i różami. Almodóvar bawi się z nami w ciepło-zimno nie tylko za pośrednictwem kolorów. Modyfikuje tonację i nastrój, coraz bardziej studząc emocje i ochładzając wizerunek swój i swoich bohaterów. Telenowelowy melodramatyzm osiąga tu zaś swój szczyt. Przybiera on tu jednak nowe oblicze. Tam, gdzie kiedyś królowała kokaina, dziś triumfuje Xanax. Do zbudowania tej nieco nad wyraz ckliwej rzeczywistości Hiszpan posłużył się dobrze znaną sobie i widzom materią, konstruując filmowy świat z osobistych doświadczeń i lęków, lejtmotywów i autocytatów. Stworzył tym samym istny raj dla miłośników swojego kina
Raj, w którym nie ma jednak miejsca na znane z jego wcześniejszych filmów rozgorączkowanie i pośpiech. Almodóvar pozwala się tu każdemu – w tym sobie – wypłakać i wyżalić. Patronką tych ronionych z egzaltacją łez czyni jedną ze swoich ulubionych pieśniarek – Meksykankę Chavelę Vargas. Oddanie jej głosu nadaje filmowi nuty dekadencji – sam tytuł Amarga navidad został zaczerpnięty z jednego utworów Vargas. Za pośrednictwem pieśniarki reżyser dokonuje na naszych oczach przemodelowania swoich bohaterek. Z ekstatycznych chicas Almodóvar zmieniają się one w rzewne lloronas; stają się płaczkami lamentującymi nad swoim losem, a zatem nad kryzysem egzystencjalno-twórczym reżysera.
Memento mori przybiera więc tu nowe oblicze. Podobnie jak w W pokoju obok [NASZA RECENJA], śmierć zamiast spektaklu przyjmuje postać greckiej tragedii. To, co autor kiedyś wyśmiewał, dziś głównie przepłakuje; konfrontacja z własnymi lękami przychodzi mu ewidentnie coraz trudniej. W Gorzkich świętach autoironia dojrzałego twórcy zaczęła bowiem ustępować miejsca autokrytycyzmowi. Mimo wszystko Almodóvara nie opuszcza cierpkie poczucie humoru i zamiłowanie do groteski. To one zdają się dla artysty na rozdrożu ostatnią deską ratunku.
Czy to już jednak nie przesadna kokieteria? Almodóvar – narzekający w wywiadach i za pośrednictwem filmowych alter ego na wypalenie, brak weny, powtarzalność i bycie „zbyt dziwnym na tę branżę” – z sukcesem realizuje przecież kolejne filmy, zdobywa nagrody i pracuje nad nowymi projektami. Trzeba mu przy tym oddać, że metafilmowe narzekanie, choć na granicy egzaltacji, momentami wychodzi mu całkiem zgrabnie i przekonująco, zwłaszcza, że nie traci realizatorskiej formy. Wciąż płynnie brodzi po meandrach narracji, tworząc światy z pogranicza rzeczywistości i fikcji. Korzysta ze sprawdzonych modeli, typów bohaterów i narzędzi dramaturgicznych, a charakterystyczna, para-kryminalna w swej tonacji muzyka Iglesiasa zyskuje tu funkcję niemal nostalgiczną.
I choć hiszpański mistrz zdaje się być wobec siebie coraz bardziej surowy, pozostaje jednym z ulubieńców i stałych bywalców święta kina na Lazurowym Wybrzeżu, a jego filmy spotykają się tam z entuzjastycznym odbiorem. Mimo kokieterii nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, a jego (kolejne już) ekranowe pożegnanie jest wyłącznie pozorne. Czy zatem my, jako widzowie, również mamy po uszy tego filmowca-indywidualisty? Ja chyba jeszcze nie.
Gorzkie święta
Tytuł oryginalny: Amarga Navidad
Rok: 2026
Kraj produkcji: Hiszpania
Reżyseria: Pedro Almodóvar
Występują: Bárbara Lennie, Leonardo Sbaraglia, Aitana Sánchez-Gijón i inni
Dystrybucja: Gutek Film
Ocena: 3/5