Mariusz z Bukaresztu i uśmiechnięci Norwedzy – recenzja filmu „Fjord” – Cannes 2026

Jestem tolerancyjny jak tylko mogę, ale…

Po maturach wielu moich znajomych z liceum wyjechało za granicę w poszukiwaniu pracy. Przyświecał im jasny cel – opłacenie studiów za większe pieniądze niż płaca minimalna. Wielka Brytania stała się passe, głównie przez zawirowania wokół rozpoczynającego się exodusu z Unii Europejskiej. Dużo osób wybrało Norwegię. Problem wysokich kosztów utrzymania rozwiązywali dwiema walizkami zupek chińskich – wszystko dla wizji całkiem dobrego zarobku. Malowanie domków wyższej klasy średniej dla niektórych było trudnym doświadczeniem, nie ze względu na ciężką pracę, ale na społeczność nieprzychylną wobec obcych i męczącą przybyszów indoktrynacją swoich wartości.

Wybaczcie prywatny pierwszy akapit, ale doświadczam déjà vu. Chyba naprawdę 2026 to nowy 2016, jak mówi popularny internetowy mem, ponieważ po dziesięciu latach zobaczyłem te same przywary norweskiego społeczeństwa. Do tego Cristian Mungiu wykorzystuje portret rodziny Gheorghiu, rumuńsko-norweskich imigrantów, którzy po dwóch dekadach spędzonych w Bukareszcie zamieszkali na malowniczej wyspie, na której dorastała Lisbet. Mihai jest inżynierem, a jego żona opiekunką w domu spokojnej starości. Mają piątkę dzieci, które wychowują w duchu surowego, wręcz ortodoksyjnego chrześcijaństwa. Zaprzyjaźniają się z rodziną Halbergów, ich przeciwieństwem – to przedstawiciele wyższej klasy średniej: dyrektor szkoły i prawniczka, liberałowie z krwi i kości, podkreślający wagę racjonalizmu jako najważniejszej wartości w życiu. Ich kosmosy zetrą się, gdy Elia – jedna z córek Gheorghiu, przyjdzie do szkoły ze zadrapaniami. Drogę na kurs kolizyjny dopełni walka z norweskimi instytucjami – przede wszystkim Barnevernetem (urzędem ds. ochrony dzieci, nazywanym w filmie Child Protection).

Inspiracja Fjordu leży w historii Mariusa i Ruth Bodnariu, którzy toczyli nierówną walkę z wyżej wymienioną agencją kilkanaście lat temu. Ów konflikt tchnął życie w debatę o tym, kto jest odpowiedzialny za kindersztubę dzieci – rodzina, szkoła czy może państwo lub instytucje takie jak Child Protection. To, co nadaje produkcji Mungiu szczególny ładunek, to brak łatwych moralnych diagnoz. Reżyser nikomu nie pozwala tutaj na zajęcie pozycji etycznej wyższości. Z Gheorghiu wielu z nas nie zgodzi się ideologicznie, ale ich główną motywacją jest miłość do dzieci. Norweskie instytucje kierują się troską, jednak są zaślepione swoimi kulturowymi założeniami oraz prawnym zabetonowaniem, ciężkim do pokonania przez nawet najlepszych jurystów. Halbergowie kręcą nosem na rygorystyczne wychowanie, jednocześnie implementując kilka rygorystycznych zasad, żeby poradzić sobie z dorastającą Noorą.

Zmiana Rumunii na Norwegię to oddech świeżości w karierze twórcy Egzaminu. Odejście jest językowe oraz geograficzne. To pierwszy film nakręcony poza ojczyzną, głównie po angielsku i norwesku, z międzynarodową obsadą. Po raz kolejny Mungiu rozszerza swoje pole do analizy – zaczynał od osobistego dramatu kobiety w 4 miesiącach, 3 tygodniach, 2 dniach, poprzednie Prześwietlenie opowiadało o wspólnocie, tymczasem Fjord obrazuje kolizję dwóch światopoglądowych wizji. Naprzeciw ultrakatolickiemu, sekciarskiemu zaślepieniu, które odrzuca pomoc z zewnątrz, staje państwo opiekuńcze, traktujące postęp na poziomie religii, nie uznając apostazji.

Lawina hipokryzji zalewa ekran. Sądy upominają głównych bohaterów, przymykając oko na podobne zachowania strony przeciwnej. Adwokata nie interesuje dobro dzieci, a deprecjonowanie systemu idei, religii, dyscypliny poprzez cytowanie Biblii czy rumuńskich powiedzonek bez związku ze sprawą. Zachłyśnięci wolnością potrafią być nietolerancyjni, zaborczy lub wręcz autorytarni – od liberalizmu do faszyzmu w końcu dzieli jeden krok w prawo. Wypowiedziane przez Mihaia zdanie „oni nigdy nie mieli komunizmu” idealnie podsumowuje punkt widzenia reżysera. Współcześnie można zauważyć, że paternalizm przenika społeczeństwa mieniące się „otwartymi”, przez co zaczynają one przypominać tych, wobec których deklarują pogardę. Dystans oraz niezrozumienie znajdują odzwierciedlenie w stylu filmowym, chociażby poprzez rezygnację z bliskich ujęć. Szerokie kadry, skupiające się również na mieście i krajobrazie fiordów zaznaczają, że rozgrywający się na pierwszym planie intymny dramat jest jednocześnie uniwersalnym przypadkiem światopoglądowego sporu. 

Mungiu znowu stosuje długie statyczne ujęcie dla najbardziej dramatycznej sceny, bliźniaczo podobne do siedemnastominutowej sekwencji zebrania wiejskiego z poprzedniego filmu. Tym razem padło na scenę odbierania pociech Mihai’ego i Lisbet przez Barnevernet. Cechuje się ona cichym okrucieństwem, podbijanym przez zimne kolory, wyrazy twarzy urzędników oraz reakcje głównych bohaterów. Ci ostatni tańczą, jak prawo i Child Protection zagra, byle nie spowodować większych problemów.

Chłód, fałsz i smutek w norweskich fiordach ociepla humor – śmiem twierdzić, że zabawniejszy niż ostatnie wyczyny Radu Jude. Sebastian Stan zachowuje się jak żywo wyjęty z mema „dobrą robotę robicie”, nieco odgrywający Mariusza z Bukaresztu. W pewnym momencie przyjeżdża delegacja z Rumunii – połączenie telewizji wPolsce24, Łukasza Mejzy i Grzegorza Brauna – którą widzę jako parodię populistycznych prawicowych mediów. Za to relacja Elii i Noory, zakazane młodzieńcze zauroczenie rodem z Romeo i Julii, potrafi podnieść na duchu przez chwilę, mimo że mamy świadomość, jak ta relacja oraz szekspirowski dramat się kończą.

Z jednej strony nieustanne lamenty o uśmiechnięcie się ze strony Norwegów, jakbym słuchał Rafała Trzaskowskiego i #SilnychRazem, z drugiej natomiast – rozkminki ewangelików o rodzinnych zasadach rodem z nauk przedmałżeńskich. Pośrodku tego Mungiu, który stawia kamerę i rejestruje interakcje bohaterów. Sam materiał dowodowy w postaci Fjordu oddaje w nasze ręce, a my musimy rozstrzygnąć za kim staniemy w tym konflikcie, zgodnie z naszym światopoglądem. Obrazuje również jak okropne może być polityczno-religijne sekciarstwo – ultrakonserwatywne oraz liberalne. A zdanie rozpoczynające się od „jestem tolerancyjny” bezpowrotnie straciło na znaczeniu. Może i na szczęście.

Szymon Pazera
Szymon Pazera

Fjord

Rok: 2026

Kraj produkcji: Rumunia, Norwegia

Reżyseria: Cristian Mungiu

Występują: Sebastian Stan, Renate Reinsve, 

Dystrybucja: Gutek Film

Ocena: 4/5

4/5