Strumień świadomości społeczeństwa – recenzja filmu „Film balkonowy” – MDAG

Strumień świadomości społeczeństwa – recenzja filmu „Film balkonowy” – MDAG

Choć początki kariery Pawła Łozińskiego sięgają czasów transformacji ustrojowej i nie brak w niej świetnych filmów, z wybitnym Miejscem urodzenia na czele, do powszechnej świadomości polskiego widza reżyser dostał się dopiero w 2016 roku za sprawą znakomitego, choć kontrowersyjnego dokumentu Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham. Po 5 latach cierpliwego czekania jego entuzjaści mogą wreszcie obejrzeć kolejne dzieło twórcy, wyróżniony w Locarno i na festiwalu Millennium Docs Against Gravity Film balkonowy.

Obraz ten oparty został na bardzo prostym pomyśle: Łoziński ustawił kamerę na balkonie swojego mieszkania na Saskiej Kępie, skierował ją na chodnik i zaczął nagrywać. Jak sam wspominał, z początku po prostu ją zostawił, potem próbował się chować, ale szybko zrozumiał, że aby zarejestrować coś ciekawego, musi zainicjować interakcję. Od tego momentu przechodniów zatrzymywał dobiegający z góry, czasem dezorientujący głos objaśniający obecność kamery i zadający im – przywodzące na myśl Gadające głowy Krzysztofa Kieślowskiego i Wszystko może się przytrafić Marcela Łozińskiego (ojca Pawła) – pytania o sprawy fundamentalne: kim są, kim chcieliby być, czy są szczęśliwi, jaki jest sens życia, etc. Reżyser w przeciągu dwóch i pół roku spędził 165 dni zdjęciowych, starając się zaczepić każdego, kto przejdzie pod balkonem, i przeprowadzając w ten sposób około 2000 rozmów, z których w filmie znalazło się 80.

Koncepcja leżąca u podstaw Filmu balkonowego nie zaskakuje w świetle wcześniejszej twórczości Łozińskiego, w której znajdują się obrazy nakręcone w kamienicy na stołecznym Powiślu, ówczesnym miejscu zamieszkania reżysera, z udziałem jego sąsiadów: Taka historia i Siostry (oba z 1999 roku). Pierwszy to 58-minutowa opowieść o starym dozorcy, panu Wiesiu, związanej z nim pani Ani i ich mieszkającym na parterze przyjacielu, panu Zdzisławie. Co istotne w kontekście najnowszego projektu, twórca często ujawnia tu swoją obecność, prowadząc z bohaterami dialog zza kamery. W drugim z filmów, nakręconym na tym samym podwórku i zamykającym obraz trudnej siostrzanej relacji w ledwie 12 minutach, rola reżysera ogranicza się do obserwatora pełnych goryczy, wzajemnego niezrozumienia i wyrzutów interakcji tytułowych bohaterek. Swoisty tryptyk zrealizowany przez Łozińskiego w pojedynkę, w przestrzeni swojego życia codziennego, z udziałem osób w niej bytujących, dopełnia trzy lata późniejsza Pani z Ukrainy – portret pani Lesyi, która przychodziła do reżysera sprzątać i gotować. 19-minutowy film przedstawia ją właśnie przy tych codziennych czynnościach, rozmawiającą równocześnie z Łozińskim, który zza kadru zadaje jej pytania, także takie dotykające trudnych czy intymnych tematów.

Film balkonowy nie pada daleko od opisanych wyżej obrazów. Kręcony przez samego reżysera, z jego własnego balkonu, w formule prowadzonej zza kamery rozmowy, różni się przede wszystkim jednym: bohaterem. W przeciwieństwie do pana Wiesia, pani Lesyi czy tytułowych sióstr, ludzie, którzy wystąpili w najnowszym dokumencie Łozińskiego nie byli związani z projektem od początku produkcji. Taka historia, Siostry i Pani z Ukrainy stanowią świadectwa zainteresowania autora swoim najbliższym otoczeniem; Film balkonowy narodził się z tej samej ciekawości, jednak nastąpiło tu swoiste odwrócenie ról (według twórcy w pełni zamierzone) – to nie dokumentalista podąża za człowiekiem z kamerą, tylko człowiek przychodzi do kamery, samodzielnie, zazwyczaj nieświadomie wyłania się zza granicy kadru. Rozmówcy stają się w ten sposób elementami większej całości, cząstkami ogółu ludzi przechodzących po saskokępskim chodniku.

Jednak równie istotny, co bohater zbiorowy, jest ten indywidualny; w końcu zaczepiając przechodniów, reżyser tłumaczy, że „szuka bohatera”. W pewnym sensie znalazł go w każdym ze swoich rozmówców, ale wyróżniają się wśród nich postaci powracające przed obiektyw kilkukrotnie. Niektórzy specjalnie przychodzili, by odbyć z Łozińskim kolejną rozmowę, traktując balkon jak „świecki konfesjonał” – wśród nich na pierwszy plan wysuwa się bez wątpienia Robert, były więzień, relacjonujący na bieżąco swoje wysiłki, by ułożyć sobie życie. Stałą obecność innych osób w filmie łatwiej było przewidzieć: co jakiś czas pod oknem pokazuje się żona reżysera; regularnie chodnikiem przechodzą sąsiedzi, spośród których szczególnie często pojawia się pani Jadwiga; cichą bohaterką staje się też dozorczyni, pani Zosia, niestrudzenie zamiatająca z chodnika liście, zgarniająca śnieg czy kosząca trawę. Łoziński wspominał, że po pewnym czasie jego projekt stał się słynny w okolicy, ludzie pytali się nawzajem, czy już rozmawiali z tym filmowcem z balkonu, a kiedy trafiał się dzień bez zdjęć, przychodzili później z pretensjami, że go nie zastali. Film wtopił się w lokalne życie, a ramy zainicjowanego eksperymentu wykroczyły poza granice kadru.

Ludzie, którzy rozmawiali z Łozińskim pod jego balkonem, tworzą pełen przekrój polskiego społeczeństwa. Pojawiają się tu dzieci, a nawet niemowlę, które jeszcze kilka scen wcześniej było w brzuchu matki (jednej z sąsiadek, Angeli); są osoby starsze, wśród nich zmarła wkrótce po realizacji filmu pani na wózku mówiąca, że sensem życia jest samo życie (znów na myśl przychodzą Gadające głowy Kieślowskiego). Niektórzy rozmówcy chętnie wchodzą w dialog, wykazują się elokwencją, zaczepiają reżysera, inni z trudem próbują przełamać onieśmielenie. W filmie znalazły się sceny z 11 listopada: najpierw obraz pani Zosi pomagającej sobie miotłą w zawieszeniu na budynku flagi, potem rozmowa z dwoma narodowcami, którym „wymsknęły się” homofobiczne komentarze. Kiedy indziej zaś bohaterka na koniec rozmowy odchodzi do swojej dziewczyny, która czeka na nią nieopodal z wózkiem.

Film balkonowy uświadamia ten pozorny banał, że ludzie o różnych poglądach, doświadczeniach i wrażliwości nieustannie spotykają się w przestrzeni publicznej, chodzą tymi samymi chodnikami. Starszy pan pogrążony w smutku po śmierci partnera może minąć się na ulicy z panią, która po odejściu męża poczuła ulgę i wreszcie jest szczęśliwa. Dzieło Łozińskiego uzmysławia, że choć ludzi wiele dzieli, to łączy nas samo bycie człowiekiem, doświadczanie życia i świata. Jego eksperyment stanowi świadectwo siły dialogu i otwartości, które potrafią pokonać międzyludzkie bariery, zarówno narosłe społecznie, jak i osobiste, wynikające z charakteru lub konieczności mierzenia się z trudnymi emocjami. Bodaj najbardziej bezpośredni przykład konfrontacji różnych postaw opartej na wzajemnym szacunku stanowi rozmowa reżysera z panią odmawiającą różaniec, która zachęca go do spróbowania, ale też z zaciekawieniem słucha jego poglądu na istnienie absolutu. Każdy chce być wysłuchany, ale czy każdy ma gotowość do słuchania innych?

Ukrytym bohaterem Filmu balkonowego jest sam Paweł Łoziński. Autotematyczny wymiar dzieła ujawniony zostaje już na początku, gdy reżyser we własnej osobie pojawia się przed kamerą, zawieszając na płocie mikrofon (podobny zabieg pojawił się zresztą w Takiej historii – tam w pierwszej scenie sfilmował on własne odbicie). Później zaś ujawnia się nieustannie, prowadząc rozmowy z przechodniami. Jak sam wspominał, proces ten był trudny, na swój sposób absurdalny (głos z balkonu pyta ludzi o sens życia), wymagał znalezienia odpowiedniej „zaczepki”, ale okazał się też uzależniający, a przy tym pouczający, zarówno na poziomie interakcji z ludźmi, których przebieg często przeczył pierwszemu wrażeniu, jakie zostawili, jak i pod kątem warsztatu filmowego (np. w trakcie kręcenia reżyser zdecydował się złamać zasadę, której planował się trzymać, i ruszać kamerą na boki, by zdynamizować obraz i móc uchwycić ciekawe scenki rozgrywające się nie bezpośrednio pod balkonem). Film balkonowy ujawnia własne rzemiosło niejako z konieczności, ale z niewątpliwym pożytkiem poznawczym. Przyjęta perspektywa skłania nie tylko do spojrzenia z zainteresowaniem przez własne okno, ale też do jej odwrócenia i zastanowienia się, co ważnego, trudnego, intymnego w nas siedzi, a czym można by się podzielić, otrzymawszy niespodziewane przywitanie z balkonu.

Jędrzej Sławnikowski
Jędrzej Sławnikowski

Film balkonowy

Rok: 2021

Gatunek: dokumentalny

Kraj produkcji: Polska

Reżyseria: Paweł Łoziński

Ocena: 4/5