Podsumowanie roku 2021: TOP 10 festiwale

Podsumowanie roku 2021: TOP 10 festiwale

Choć wszyscy życzyliśmy sobie, aby rok 2021 był zupełnie inny niż poprzedni, to nadal trwaliśmy w pandemicznej rzeczywistości. Trzeba jednak przyznać, że w minionych dwunastu miesiącach radziliśmy sobie dużo lepiej: wypracowano pewne metody zachowań, a część z obywateli odpowiedzialnie sięgnęła po szczepionki, aby móc bezpiecznie korzystać m.in. z przybytków kultury. „Nowa normalność” nastała też w świecie festiwali filmowych: większość zorganizowano w trybie hybrydowym, umożliwiając szeroki dostęp do treści nawet dla zwykle wykluczonych widzów. My, także dzięki takiej formule, byliśmy obecni na całym mnóstwie festiwali, a więc jak co roku oddajemy w Wasze ręce nasze redakcyjne podsumowanie, czyli festiwalowy top10. (na liście próżno szukać filmów, które mają potwierdzoną polską dystrybucję kinową lub są już dostępne na serwisach vod / nasz top10 z dystrybucji i vod zostanie opublikowany w drugiej połowie stycznia)

10. Strachy Sześćdziesiątej Pierwszej [American Film Festival]

Strachy Sześćdziesiątej Pierwszej plakat

Strachy Sześćdziesiątej Pierwszej opowiadają o życiu dwóch przyjaciółek z Nowego Jorku, które odkrywają tajemniczą przeszłość swojego nowego mieszkania. W scenariuszu nie zabrakło miejsca na komentarz dotyczący współczesnej kondycji Stanów Zjednoczonych, a także krytyki rynku najmu czy patriarchatu. Strachy… korzystają w tym celu z licznych teorii spiskowych powstałych w ostatnich latach w odmętach amerykańskiego internetu. To w nich twórczyni doszukała się większego potencjału na horror kryminalny, niż w magii czy zjawiskach paranormalnych.

Za swój pełnometrażowy debiut Dasha Nekrasova, znana głównie z występów w Sukcesji i prowadzenia podcastu Red Scare, otrzymała nagrodę specjalną w Berlinie za „Najlepszy pierwszy film”. Po sukcesie na Berlinale, Strachy… trafiły do sekcji Spectrum American Film Festival, na którym projekt białorusko-amerykańskiej reżyserki miał swoją polską premierę.

Michał Konarski (2021)
Michał Konarski

9. Dziewczyna i pająk [Nowe Horyzonty]

Dziewczyna i pająk jest niewątpliwie filmem konceptualnym i skomplikowanym narracyjnie, ale przy tym równie ciepłym, bo traktującym o bliskości, uczuciach i potrzebie pogodzenia się z datą ważności niektórych związków. Utwór braci Ramona i Silvana Zürcherów to w gruncie rzeczy impresjonistyczny obraz procesu pożegnania z bliskim – niepokoju, jaki panuje tuż przed; sprzecznych emocji, jakie nawiedzają w trakcie; smutku i nostalgii na chwilę po zatrzaśnięciu drzwi i wiele lat później. Śmiało można postawić tezę, że bohaterowie zebrani w tętniących życiem mieszkaniach – remontowanych lub będących świadkami imprezowego chaosu – pozbawieni są ontycznej kotwicy, którą skradła i zabrała ze sobą sprzątaczka okrętowych pokładów z filmowej opowiastki. Kobiety i mężczyźni, ale także psy i koty, które przechadzają się po pokojach, są awatarami wspomnień przeszłych związków głównej bohaterki tkającej skomplikowaną sieć.

Mara jest klasycznym przykładem niewiarygodnego narratora – architektem niszczącym własny projekt, rysownikiem szkicującym niepełne portrety oraz notorycznym kłamcą, do czego przyznaje się w jednej z rozmów. Dlatego fabuła wydaje się szczątkowa, a bohaterowie pozbawieni głębi. Najczęściej w pamięci pozostają pojedyncze gesty, uśmiechy, słowa, które protagonistka stara się przywołać, błądząc po kolejnych kręgach wirtualnej historii i aktualizując ją za każdym razem, gdy wydaje się wystarczająco namacalna – jak mucha przelatująca przed nosem. Tylko po to, by za chwilę wbić w tę fałszywą strukturę młot pneumatyczny, insekta capnąć ręką i zacząć wszystko od nowa.

Tomasz Poborca
Tomasz Poborca

8. Film balkonowy [Millennium Docs Against Gravity, OFF CINEMA, Festiwal Mediów Człowiek w Zagrożeniu]

Obraz ten oparty został na bardzo prostym pomyśle: Łoziński ustawił kamerę na balkonie swojego mieszkania na Saskiej Kępie, skierował ją na chodnik i zaczął nagrywać. Jak sam wspominał, z początku po prostu ją zostawił, potem próbował się chować, ale szybko zrozumiał, że aby zarejestrować coś ciekawego, musi zainicjować interakcję. Od tego momentu przechodniów zatrzymywał dobiegający z góry, czasem dezorientujący głos objaśniający obecność kamery i zadający im – przywodzące na myśl Gadające głowy Krzysztofa Kieślowskiego i Wszystko może się przytrafić Marcela Łozińskiego (ojca Pawła) – pytania o sprawy fundamentalne: kim są, kim chcieliby być, czy są szczęśliwi, jaki jest sens życia, etc. Reżyser w przeciągu dwóch i pół roku spędził 165 dni zdjęciowych, starając się zaczepić każdego, kto przejdzie pod balkonem, i przeprowadzając w ten sposób około 2000 rozmów, z których w filmie znalazło się 80.

Ukrytym bohaterem Filmu balkonowego jest sam Paweł Łoziński. Autotematyczny wymiar dzieła ujawniony zostaje już na początku, gdy reżyser we własnej osobie pojawia się przed kamerą, zawieszając na płocie mikrofon (podobny zabieg pojawił się zresztą w Takiej historii – tam w pierwszej scenie sfilmował on własne odbicie). Później zaś ujawnia się nieustannie, prowadząc rozmowy z przechodniami. Jak sam wspominał, proces ten był trudny, na swój sposób absurdalny (głos z balkonu pyta ludzi o sens życia), wymagał znalezienia odpowiedniej „zaczepki”, ale okazał się też uzależniający, a przy tym pouczający, zarówno na poziomie interakcji z ludźmi, których przebieg często przeczył pierwszemu wrażeniu, jakie zostawili, jak i pod kątem warsztatu filmowego (np. w trakcie kręcenia reżyser zdecydował się złamać zasadę, której planował się trzymać, i ruszać kamerą na boki, by zdynamizować obraz i móc uchwycić ciekawe scenki rozgrywające się nie bezpośrednio pod balkonem). Film balkonowy ujawnia własne rzemiosło niejako z konieczności, ale z niewątpliwym pożytkiem poznawczym. Przyjęta perspektywa skłania nie tylko do spojrzenia z zainteresowaniem przez własne okno, ale też do jej odwrócenia i zastanowienia się, co ważnego, trudnego, intymnego w nas siedzi, a czym można by się podzielić, otrzymawszy niespodziewane przywitanie z balkonu.

Jędrzej Sławnikowski
Jędrzej Sławnikowski

7. W drogę! [Nowe Horyzonty]

W debiucie Panaha Panahiego, który znalazł się w sekcji „Odkrycia” Nowych Horyzontów, w pewnym momencie pada pytanie o najlepsze dzieło w dziejach kina. Pozwólcie, że zdradzę, iż bohater, któremu ono zostaje zadane, wskazuje 2001: Odyseję kosmiczną Kubricka. Nie jest to oczywiście przypadek, gdyż reżyser wyraźnie chce, byśmy mieli w pamięci ten film, oglądając W drogę!.

Zasugerowane zaledwie tło społeczno-polityczne nie jest tu jednak najważniejsze. Scenariusz z brawurowo napisanymi dialogami skupia się bowiem na relacjach rodzinnych oraz na tym, jak każda z postaci próbuje sobie poradzić z sytuacją, w której – jak to sami określają – „mają nóż na gardle”. O trudnych skądinąd sprawach film opowiada z niezwykłą lekkością i humorem, co tym bardziej potęguje oddziaływanie pełnych dramatyzmu wydarzeń, które przez cały czas wiszą w powietrzu i jako cel ich wyprawy są nieuchronne.

Debiutujący reżyser przez lata miał możliwość podglądania warsztatu swojego słynnego ojca, Jafara Panahiego (Biały balonikTo nie jest filmTaxi-Teheran), pracując u niego m.in. w charakterze montażysty i asystenta reżysera. Musiała to być całkiem niezła szkoła filmowa (chociaż twórca studiował również film na Teherańskiej Akademii Sztuk Pięknych), gdyż jego pierwsze pełnometrażowe dzieło robi wrażenie dojrzałością oraz umiejętnością prowadzenia historii i zostało bardzo dobrze przyjęte na festiwalu w Cannes, gdzie było prezentowane w sekcji Directors’ Fortnight (Quinzaine des Réalisateurs), a i na Nowych Horyzontach publiczność przyjęła je nadzwyczaj ciepło.

Paweł Tesznar (Snoopy)
Paweł Tesznar (Snoopy)

6. Neptune Frost [AfryKamera]

Bywają filmy, które umykają klasyfikacjom, które na każdym możliwym tle i porównaniu wyróżniałyby się jak komputer Odra wrzucony do współczesnego salonu Apple albo wręcz przeciwnie MAC na planie Odysei kosmicznej. Czymś takim na pewno jest Neptune Frost, czyli queerowy techno musical sci-fi o tym, jak wydobycie kobaltu niszczy Rwandę. Przyznajcie, że jesteście chociaż trochę zaciekawieni!

Neptune Frost to wielki finał multidyscyplinarnego projektu Martyr Loser King, który poza filmem zawiera w sobie między innymi powieść graficzną i trzy albumy muzyczne. Rozpoczęta w 2018 roku kulturalna akcja miała na celu zwrócenie uwagi na problem elektrośmieci w Afryce i tego, jak współczesny świat wciąż w kolonialny sposób żeruje na tym kontynencie. Finanse zbierane były w pełni niezależnie, głównie za pomocą serwisu Kickstarter oraz przy wsparciu festiwalu Tribeca, a cała obsada i ekipa poza Williamsem złożona została z artystów i amatorów pochodzących z Rwandy i Burundi.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

5. Ostatnia krew wilków [Pięć Smaków]

Na pierwsze miejsce naszej listy trafia sequel gangsterskiego widowiska sprzed trzech lat. Ostatnią krwią wilków Kazuya Shiraishi w wielkim stylu powraca nie tylko do świata yakuzy, ale i do reżyserskiej formy po kontrowersyjnej Jednej nocy. Kontynuacja Krwi wilków rozgrywa się w Hiroszimie w latach 1991-1992, tuż przed wejściem w życie prawa wymierzonego w zorganizowaną przestępczość. Broniący porządku w mieście detektyw Shūichi Hioka (Tōri Matsuzaka jako godny następca Kōjiego Yakusho) rozgrywa yakuzę jak chce – a przynajmniej tak mu się wydaje, dopóki z więzienia nie wychodzi młody gniewny Shigehiro Uebayashi, który najwyraźniej przespał wprowadzenie nowego porządku. Starcie jest nieuniknione, w Hiroszimie nie ma bowiem miejsca dla dwóch wilków! Reżyser Shiraishi i scenarzysta Junya Ikegami tworzą film bardziej zwarty, lepiej zrytmizowany i jeszcze brutalniejszy od poprzednika. Obok starej, dobrej rozrywki (zapraszamy miłośników ekranowego strzelania, kopania, rozjeżdżania, wyłupywania i innych fizycznych i psychicznych tortur!) znalazło się miejsce na pesymistyczny portret społeczeństwa i hierarchicznego systemu władzy wpisany w solidny scenariusz dyskutujący z gatunkowymi formułami, a także świadomy pastisz yakuza eiga od lat 70. po 90. skąpany w komiksowej wrażliwości. Ostatnia krew wilków to dzieło bardziej ponure i nieco cięższe od poprzednika, ale dostarczające więcej przemyśleń i przyjemności płynącej z oglądania tak dobrze skrojonego, wyrazistego kina.

Wojciech Koczułap
Wojciech Koczułap

4. Klasa Pana Bachmanna [Millennium Docs Against Gravity, Kino Dzieci]

Głównym tematem Klasy Pana Bachmanna jest imigracja i jej rola w budowaniu współczesnych Niemiec. Miejsce akcji wybrano nieprzypadkowo, Stadtallendorf to wszak miejscowość zbudowana najpierw pracą robotników przymusowych podczas II wojny światowej, a następnie zjeżdżających się z całego kraju robotników tymczasowych. Teraz przemysłowe miasto w centrum kraju, dobrze skomunikowane i z licznymi zakładami pracy jest bardzo kuszącą destynacją dla wszelkich migrantów zarobkowych, efektem czego szacuje się, że około ¼ z niecałych 17 tysięcy mieszkańców centrum miasta stanowią obcokrajowcy. W portretowanej przez Speth klasie znajdziemy przedstawicieli aż dwunastu narodowości, na czele (poza Niemcami) z Turkami, Marokańczykami i Bułgarką. Wielokrotnie pada pytanie o to czym jest ojczyzna, dom, uczniowie rozważają kwestię tego czy chcieliby wrócić kraju swoich przodków, albo co sprawia, że najbardziej utożsamiać możemy się z krajem urodzenia, nawet jeśli spędziliśmy tam bardzo mało czasu w skali całego życia.

W dość sporym, aczkolwiek nie przesadnie monumentalnym, jak na dokument bezpośredni, trzyipółgodzinnym metrażu niemiecka reżyserka znajduje czas na przedstawienie widzom zarówno drogi do szkoły przez budzące się miasto, pełnych muzyki i dyskusji zajęć jak i spotkań Bachmanna z rodzicami, czy wycieczek do muzeów czy na camping. Możemy poznać ambicje, aspiracje i dylematy podopiecznych Dietera Bachmanna, śledzić ich ukradkowe pierwsze romanse, obserwować jak bezwiednie powtarzają to co mówią ich rodzice.  Klasa Pana Bachmanna to seans szalenie wdzięczny, jednocześnie zabawny i uroczy, jak i niezwykle mądry.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

3. Północny wiatr [Sputnik nad Polską]

Rosyjska reżyserka zdołała już zasłynąć ze swobodnego i kreatywnego traktowania tematyki śmierci i pokonywania jej barier z pomocą eklektycznego stylu, łączącego nawiązania do sztuki wysokiej i estetykę kiczu – chociażby w Boginii. Historii mojej miłości. Litwinowa sięga po analogiczny wachlarz środków w Północnym wietrze i wcielając się w postać głowy rodziny oraz narratorki opowiadania, przedstawia ezoteryczną historię wielopokoleniowego rodu fabrykantów. Silnie sfragmentaryzowana i eliptyczna relacja kobiety skupia się wokół tradycji cyklicznych spotkań w wigilię Nowego Roku.

Epizodyczna struktura ewokująca rytm zegara, który nabawił się czkawki lub jąka się na wzór bohaterów Tarkowskiego i Terayamy, tworzy nie tyle bez-czas, nie-czas, co pewnego rodzaju nad-czas – czas pożyczony, wynikający z błędnego ruchu ramion maszyny. Trzynasta godzina jest równie magiczna co czarodziejski peron w popularnej serii powieści dla młodzieży i w podobny sposób może stanowić fantastyczną paralelę ucieczki od traumatycznej rzeczywistości. Szczególnie cieszy fakt, że mistyczna intryga oddala się od surrealistycznej analizy klas wyższych rodem z późnych filmów Buñuela, przekształcając się w kierowaną wspomnieniami opowieść o żalu, stracie i łataniu dziur w sercu za sprawą czegoś na wzór Hasowskiego sanatorium, czy świątyni szczęścia w Życie jest powieścią Alaina Resnais’go.

Tomasz Poborca
Tomasz Poborca

2. Dzienniki ewoinpreis [Nowe Horyzonty]

Dzienniki ewoinpreis to projekt stworzony przez przyjaciół, wynikły z lockdownowej nudy. W kilkunastu scenach, ułożonych w odwrotnej chronologicznie kolejności i nakręconych na taśmie 16mm artyści tworzą swoisty pamiętnik pandemii. Zgodnie z bon motem Barbary Białowąs „O filmie, w filmie, w ramach filmu”, zostaje tu wykreowana opowieść metafilmowa pozbawiona tradycyjnej fabularnej narracji.

Inspirując się modernistyczną literaturą i kinem Jeana Renoira, Fazandeiro i Gomes stworzył będący pochwałą życia fałszywy dokument istniejący w wiecznym nie czasie. Portugalczyk połączył tu swoją miłość do przedwojennej kinematografii pokazaną już w Tabu, z upodobaniem do filmowania życia w jego czystej formie, jak w Aquele querido mês de agosto. Grupa postaci żyje w zaniedbanym, angielskim w duchu ogrodzie podczas upalnego sierpnia. Całość zaczyna się sceną imprezy, gdzie między dwoma bohaterami dochodzi w ukryciu do pocałunku, najbardziej tajemniczej i intymnej czynności. To finał, ale i początek, a może środek. Jest połowa lata, żar się leje z nieba, a każdy dzień wygląda podobnie, więc czy następstwo czasowe ma w ogóle jakiekolwiek znaczenie?

Gdy świat się wali, a klimat lub wirus prędzej czy później zabiją nas wszystkich, wyczilujmy się – mówią twórcy. Weźmy oddech, napijmy się wina, poróbmy coś w ogrodzie. Cieszmy się życiem, rzeczywistością i sztuką. Bez wielkich ideologii, bez przesłania, edukacji czy linii fabularnej. Niech żyje forma!

Marcin Prymas
Marcin Prymas

1. Czerwona skrzynka na ulicy Eschera [Pięć Smaków]

Nieprzypadkowo w tytule filmu pada nazwisko legendarnego niderlandzkiego grafika. Jego prace, zwłaszcza sławna litografia Wchodzenie i schodzenie, przywołana zresztą niedawno w netflixowym ultrapopularnym serialu koreańskim Squid Game, doskonale wpisują się w wielki temat podejmowany przez Sono. Jest nim ucieczka od tego wiecznego, syzyfowego podróżowania ku wyznaczonych przez kogoś celom, a w zamian obranie własnych ścieżek i wzięcie odpowiedzialności. Wszak w Czerwonej skrzynce na ulicy Eschera niezwykle ważne miejsce przeznaczono dla zyskujących sprawczość statystów, mogących wyjść wyjątkowo na pierwszy plan. Sono stworzył prawdziwą odę dla tych pomijanych w różnych podsumowaniach i pracach naukowych ludzi. Autor Miłości obnażonej napisał również piosenkę, która wychwala ów fach złożony z amatorów. W jednej ze scen pada także pyszna metafora, że statyści dla filmu są jak cebula w burgerze: można oczywiście podać go bez niej, ale tak jak bez statystów film nie ma tła, tak burger bez cebuli nie ma pełni smaku.

Sono nie tylko cytuje swoją twórczość i biczuje rodzimą branżę, ale odnosi się do klasyków kina japońskiego. Zawsze dla niego ważnym odniesieniem były dzieła nowofalowe, więc trudno się dziwić, że odnajdujemy tu werwę i anarchistyczne treści właściwe dla Shūjiego Terayamy czy używanie rekwizytu maski, która przenosi nas od razu do Twarzy innego Hiroshiego Teshigahary. Ciągoty ku tej formacji wyrażone są także w predylekcji do pracy z aktorami niezawodowymi (choćby Żałobna parada róż  Toshio Matsumoto) oraz wyjściem w teren z kamerą. Zamykająca film szalona scena na ulicach Tokio została dodana spontanicznie już po zakończeniu zdjęć właściwych. Sono nadał jej charakter dokumentalny, a materia z jego fantazji spotkała tym samym rzeczywistość.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk

Do pierwszej dziesiątki nie załapały się niestety tak ciekawe produkcje jak:

20. Śmierć niewinności i grzech nieistnienia [Nowe Horyzonty] – NASZA RECENZJA

19. Na księżyc [Nowe Horyzonty] – NASZA RECENZJA

18. Przed świtem [Nowe Horyzonty]

17. Wściekły błysk [Nowe Horyzonty] – NASZA RECENZJA

16. Albańska dziewica [Warszawski Festiwal Filmowy]

15. Między śmiercią a śmiercią [Nowe Horyzonty] – NASZA RECENZJA

14. Rodzaj, zwierzę [Nowe Horyzonty]

13. Ziemia jałowa [Nowe Horyzonty] – NASZA RECENZJA

12. Kobieta, która uciekła [Nowe Horyzonty] – NASZA RECENZJA

11. Co widzimy, patrząc w niebo? [Nowe Horyzonty] – NASZA RECENZJA