Długie pożegnanie – recenzja filmu „Enys Men” – Nowe Horyzonty

Mark Jenkin, zwycięzca konkursu Nowe Horyzonty 2019 za Przynętę (RECENZJA), ponownie zaangażował ukochanego Bolexa, by w fakturze taśmy zakląć tajemnice fikcyjnej wysepki położonej niedaleko kornwalijskiego wybrzeża. Jeśli fabularny debiut charakteryzował niekiedy rubaszny humor i osadzony w lokalnej kulturze społeczny komentarz do gentryfikacji, to w Enys Men Brytyjczyk eksploruje całkowicie odmienne kinowe tropy horroru, a bardziej niż polityce sensu stricto oddaje się filozoficznym zagadkom temporalności i współistnienia.

Jak przyznaje reżyser, historia przedstawionej w filmie kobiety nie ma dla niego wielkiego znaczenia. Fabularna skorupa utworu stanowi wyłącznie szkielet intelektualnego jądra, gdzie włókna montażu rodzą nieskończoną mnogość sensotwórczych wiązań. Toteż postaci granej przez Mary Woodvine nie zamierzam poświęcać więcej uwagi, niż zaznaczając jej strukturalną rolę w portrecie Norowskiego lieu de memoire i procesu narodzin nadhistorycznej Jedni. W niej splata się ludzka pamięć z przeszłością miejsc i przedmiotów oraz cyklami natury. Trafnym wydaje się – stosowane już w powszechnej debacie – porównanie bohaterki do aktorskiej kreacji Delphine Seyrig w Jeanne Dielman, Bulwar Handlowy, 1080 Bruksela.

Monotonne czynności badawcze wypełniają jej samotne dni, filiżanka herbaty i lektura oferują chwilowy relaks, a nieznośnie skrzeczące radio zdradza sekrety z oddali. Kiedy tę jednostajną i systematyczną rutynę zakłóca niespodziewana różnica w powtórzeniu, egzystencjalna harmonia nie tylko filmowego „czerwonego kapturka” (twórca przyznaje się do inspiracji weneckim klasykiem Roega), ale i całej wyspy ulega deformacji. Wydarzenia zapisane na kartkach kalendarza oddalonych od siebie o wiele dziesiątek lat manifestują się w terytorializującej je przestrzeni, a ogromny megalit przyciąga je niczym kamienny magnes czasu. Fale zdają się rozbijać o monumentalne klify w odwrotnym kierunku, z kolei miejsce domowego zegara zastępują suweniry z równoległych warstw rzeczywistości. Jeśli do tych mistycznych fenomenów o rekurencyjnej naturze dodać multiplikację tożsamości i rodzinną traumę, umiejscowienie akcji wskazuje na powinowactwo z filmografią Raúla Ruiza, w szczególności La Ville des pirates.

Dwóm trybom czasu: linearnemu, fizykalnemu, mierzonemu za pomocą dostępnych człowiekowi wynalazków techniki i duchowemu, niechronologicznemu, objawiającemu się dzięki zabiegom eliptycznego montażu; odpowiadają również dwa tryby pracy z rejestrowaną materią: naturalistyczny, machinalny sposób łapania w obiektyw odbitego światła przedmiotów i kreacyjny, plastyczny melanż dźwięków pozakadrowego pochodzenia. Audiowizualny kunszt Jenkina polega w dużej mierze na tym, że głęboko osadzonemu w otaczającej go przyrodzie, niememu ciału potrafi nadać głos o barwie nieosiągalnej przy korzystaniu ze środków realistycznego opowiadania. Wymagająca technika objawia się w skromności dialogów i obfitości ekranowej zieleni, a w ścieżce dźwiękowej wielokrotnie pobrzmiewa folkowa pieśń o ciężkiej doli rybaków – za każdym razem w subtelnie zmienionej wersji, jak w Długim pożegnaniu Altmana.

Migawkowym ujęciom fauny i flory oraz biologicznemu aspektowi taśmy 16mm, niedoskonałej, miejscami prześwietlonej lub ubrudzonej, wtórują ekologiczne motywy Enys Men. To w gruncie rzeczy metaforyczna historia ludzkości, przefiltrowana przez jej stosunek do Matki Ziemi – raz symbiotyczny, kiedy indziej pasożytniczy. Zastanawiająca jest w tym kontekście obecność górniczej społeczności w zbudowanym przez Kornwalijczyka mikrokosmosie. Trudno posądzać tak kulturowo i ekologicznie świadomego autora o przypadkowość, kiedy łańcuch dostaw zbudowany wokół filmowego celuloidu i kinowego przemysłu, którego wydobycie srebra jest jednym z ważniejszych czynników, stanowi pole wielu badań filmoznawczych.

Nowe dzieło Marka Jenkina przywraca nadzieję, że ukochane przez nas medium wciąż potrafi pełnić funkcję kanwy dla eksperymentów formalnych, narracyjnych i politycznych. Chociaż estetycznie hermetyczna architektura, kontynuująca tradycję kinowych depozytariuszy francuskiej nowej powieści, z pewnością odstraszy widzów odnajdujących się lepiej w identyfikacji z drugim człowiekiem niż z obślizgłym porostem, kawałkiem skały lub rozbitą szybą, całą resztę sprowokuje do głębokich refleksji. Jeśli wyciągnąć z Enys Men jakąś nauczkę, to byłaby prawdopodobnie taka: podobnie jak Philip Marlowe swojego kota, Natury nie oszukasz.

Tomasz Poborca
Tomasz Poborca

Enys Men

Rok: 2022

Kraj produkcji: Kornwalia, Wielka Brytania

Reżyseria: Mark Jenkin

Występują: John Woodvine, Edward Rowe, Mary Woodvine i inni

Dystrybucja: M2 Films

Ocena: 5/5

5/5