Rzeczy, które mówimy, rzeczy, które robimy – recenzja filmu „Dyskretny urok niebezpiecznych myśli”

Rzeczy, które mówimy, rzeczy, które robimy – recenzja filmu „Dyskretny urok niebezpiecznych myśli”

Niepozorny film stosunkowo mało znanego twórcy, Emmanuela Moureta, nieźle namieszał w ostatnim sezonie we francuskiej kinematografii. Najpierw, w roku pandemii, został wybrany do oficjalnej selekcji festiwalu w Cannes, potem redakcja prestiżowego magazynu „Cahiers du Cinéma” zaliczyła go do dziesięciu najlepszych tytułów 2020 roku, wreszcie zdobył aż 13 nominacji do Cezarów (statuetkę zdobyła jedynie Émilie Dequenne za rolę drugoplanową). Teraz, za sprawą Aurora Films, film możemy oglądać na naszych ekranach.

Fabularnym punktem wyjścia jest przyjazd młodego aspirującego pisarza Maxime’a (znany m.in. z filmów Xaviera Dolana Niels Schneider) do wiejskiego domu kuzyna François (Vincent Macaigne). Gdy jednak młody mężczyzna przybywa na miejsce, nie zastaje swojego krewniaka, a jego nową partnerkę Daphné (zjawiskowa Camélia Jordana), będącą w trzecim miesiącu ciąży. W ciągu kilku spędzonych wspólnie dni zbliżają się oni do siebie, z zaskakującą szczerością opowiadając sobie nawzajem o przeszłych perypetiach miłosnych. Maxime właśnie zakończył romans z zamężną Victoire (Julia Piaton) i wciąż wzdycha do jej przyrodniej siostry Sandry (Jenna Thiam), która niespodziewanie została dziewczyną jego najlepszego przyjaciela Gasparda (Guillaume Gouix). Z kolei Daphné opowiada o tym, jak poznała François, oraz historię jego odejścia od żony, Louise (nagrodzona Cezarem Émilie Dequenne). Skomplikowane perypetie miłosne wszystkich tych bohaterów poznajemy przez serię retrospekcji. 

Jeśli ten ogólny zarys fabuły przypomina wam telenowelę, to całkiem słusznie. Mouret w swojej szkatułkowej opowieści tworzy tu bowiem całą konstelację zazębiających się historii miłosnych, które przedstawia, tworząc istny kogel-mogel wszelkich możliwych narracji, jakie w tym temacie stworzyła nasza kultura. Od melodramatu, do komedii pomyłek, od wątków jakby żywcem wziętych z Szekspira czy Fredry, po wodewil czy amerykańskie komedie romantyczne, a wszystko z licznymi zwrotami akcji, potrafiącymi o dziwo zaskoczyć nawet najbardziej doświadczonych wielbicieli tych gatunków. W korzystaniu z tego szerokiego repertuaru miłosnych opowieści film Moureta jest oczywiście bardzo samoświadomy, balansując niekiedy na granicy pastiszu. Chociaż zabieg ten daje dużo frajdy, wydaje się, że nie został on tutaj zastosowany dla samej tylko zabawy. Odnoszę wrażenie, że twórcy mówią tym wszystkim narracjom: „Sprawdzam!” i próbują odkryć, czy chowają one jeszcze jakiś sens. Czy pod tą warstwą znanych nam konwencji zachowała się jakaś prawda o miłości, zakochaniu i związkach damsko-męskich?

Zadając te pytania, reżyser nie ułatwia zadania ani sobie, ani publiczności. Zagmatwanym, acz mistrzowsko i klarownie opowiedzianym perypetiom bohaterów towarzyszy bowiem nieustanny potok słów. Słyszymy głos spoza kadru postaci aktualnie opowiadającej historię ze swojej perspektywy, jesteśmy świadkami wypowiedzi poszczególnych osób na temat miłości, a teoretyczną refleksję na owe tematy inicjuje wprowadzenie postaci filozofa, inspirowanej zapewne René Girardem (w tej roli francuski intelektualista, pisarz i wydawca czasopism o sztuce i kulturze Claude Pommereau). 

Te wielorakie przeplatające się deklaracje oraz dyskursy na temat życia miłosnego człowieka stoją w wyraźnym kontraście do tego, co wyczyniają na ekranie postaci filmu – zgodnie z jego oryginalnym tytułem Les choses qu’on dit, les choses qu’on fait (czyli „Rzeczy, które mówimy, rzeczy, które robimy”). I znów nie chodzi tu tylko o kontrastowanie jednych i drugich, które miałoby piętnować jakąś hipokryzję – te relacje są o wiele bardziej złożone i mniej oczywiste.

Dyskretny urok niebezpiecznych myśli

W Dyskretnym uroku niebezpiecznych myśli na uwagę zasługuje nie tylko warstwa treściowa, ale również wizualna, która subtelnie punktuje ukazywane historie. Bohaterowie niejednokrotnie mają bowiem kontakt z różnorodnymi dziełami sztuki, które zwracają uwagę na ciągłość kulturową, być może podkreślając zarazem upływ czasu i to, jak pewne rzeczy się zmieniają, gdy inne pozostają stałe. Bohaterowie, rozmawiając o zasadach rządzących związkami ludzkimi, przyglądają się np. antycznym reliefom ukazującym postaci trzymające zwoje (prawodawcy? apostołowie?) i przechadzają się po klasztornych krużgankach o bliźniaczych kolumnach połączonych ze sobą identycznymi kapitelami. I uwierzcie mi, że zabiegi te brzmią bardziej pretensjonalnie, niż są w istocie.

W filmie nic bowiem nie jest wymuszone i nachalne, a jeśli sztuczne, to w zamierzony sposób. Dobrze ilustrują to zupełnie niespektakularne, acz wybitne zdjęcia autorstwa Laurenta Desmeta, stałego współpracownika Emmanuela Moureta. Nie tylko są niezwykle eleganckie i starannie zaplanowane, ale odnoszę wrażenie, że również nawiązują do olbrzymiego zasobu naszej kultury obrazowej. Jest to jednak zrobione tak subtelnie, że sam się zastanawiam, czy te wszystkie mapy na ścianach, kobiety z koszami bielizny, czytające listy i patrzące w okna, to rzeczywiście nawiązania do Vermeera czy tylko moje osobiste skrzywienie historyka sztuki, który w przypadkowych skojarzeniach próbuje odnaleźć większy sens. Zważywszy jednak na to, jak misterne i przemyślane jest to dzieło, jestem skłonny przychylić się ku temu, że nie jest to tylko moja wyobraźnia. Aby się o tym przekonać, obejrzyjcie koniecznie ten niepozorny film, bo pewnie przemknie przez nasze kina niezauważony, a to perełka, która może przypaść do gustu nie tylko wielbicielom Érica Rohmera i Alaina Resnais’go.

Paweł Tesznar (Snoopy)
Paweł Tesznar
Dyskretny urok niebezpiecznych myśli plakat

Dyskretny urok niebezpiecznych myśli

Tytuł oryginalny: Les choses qu’on dit, les choses qu’on fait

Rok: 2020

Gatunek: Melodramat

Kraj produkcji: Francja

Reżyseria: Emmanuel Mouret

Występują: Camélia Jordana, Niels Schneider, Émilie Dequenne i inni

Dystrybucja: Aurora Films

Ocena: 4/5