… i kamieni kupa – recenzja filmu „Drii Winter” – Berlinale 2022

Jeśli „nowohoryzontowość” mierzymy ilością pasącej się na ekranowej polanie zwierzyny i długimi ujęciami niewzruszonych skał, to warunki tej definicji na pewno spełnia Drii Winter, drugi pełnometrażowy film Michaela Kocha. Szwajcar z szacunkiem i czułością przygląda się rzeczywistości alpejskiej wsi, gdzie ludzkie słabostki i popędy nabierają metaforycznej wartości na tle niewinnych starć kultury z naturą. Tuż pod chmurami, daleko od miejskiego zgiełku, życie wydaje się prostsze, aczkolwiek za każdym wysokim szczytem ukazują się kolejne. Nawet przy sprzyjającej pogodzie trudno przetrwać kolejną zimę, chociaż większość doświadcza przecież drugiej wiosny.

Malowniczo położone osady, symbolicznie zbliżające człowieka z Bogiem, stanowią plastyczny materiał dla obiektywu Armina Dierolfa, pozwalający portretować wspólnotę z pomocą sensotwórczych kompozycji – licznych serpentyn, stromych zboczy, mglistych krajobrazów oraz rudymentarnej architektury. Profilmowa rzeczywistość nasycona kolorami czterech pór roku sprzyja budowaniu subtelnych narracji i kreśleniu dramatów: religijno-moralnych, jak Terrence Malick w Ukrytym życiu (NASZA RECENZJA), lub egzystencjalnych, zanurzonych w poetyce przemijania i cykliczności przyrody, jak czyni to Koch.

Perypetie związku Anny i Marco, głównych bohaterów filmu, w których wcieliła się para naturszczyków, rymują się z otaczającym ich pejzażem. Po chwilach szczęścia i pokonaniu pierwszych wzniesień przychodzą momenty wypełnione smutkiem, żalem lub strachem, oraz towarzyszącą im podróż ku cywilizacji lub męcząca zadyszka we wspinaczce. On jest małomównym, krępym pracownikiem fizycznym o zadziwiająco – jak na sylwetkę – delikatnym usposobieniu. Z czasem objawia się jednak dręcząca go choroba. Ona jest zgrabna, wysportowana i zaradna. Pomaga prowadzić hotel, wykonuje usługi kurierskie, opiekuje się małą córeczką oraz obsługuje gości w górskim barze, który w czarno-białej wersji byłby nie do odróżnienia od węgierskiej speluny z wybranego filmu Béli Tarra. Razem tworzą parę pięknej i bestii.

Przedstawiając ich niedolę lub drobne uciechy – w obu przypadkach przy akompaniamencie What Is Love Haddawaya (najlepsze wykorzystanie muzycznego numeru od pamiętnego występu Jima Carreya i Willa Ferrella w SNL) – Koch zwraca uwagę na podobieństwo społecznych rytuałów do świata zwierząt, nie inaczej niż Shōhei Imamura w Balladzie o Narayamie. Sublimacja popędów może rodzi kulturę, ale nie zapobiega temu, co wydaje się łączyć bydło i ludzi – oczekiwaniu na śmierć. Toteż szwajcarska adaptacja słynnego motywu niderlandzkiego malarstwa znajduje swoje miejsce pośród górskiej codzienności i ćwierć wołu zawisa ostatecznie przed kamerą.

DRII WINTER

Wieczny spoczynek i nań surowe oczekiwanie, pełne chłodu i formalnej metonimii, przywołują na myśl twórczość Michaela Hanekego. Natomiast statyczne i leniwe ujęcia w planie ogólnym, przedstawiające absurdalnie zabawne osobliwości, przypominają Mleczną drogą Bence Fliegaufa. Kiedy postawa Marco przestaje wpisywać się w obywatelskie normy, reżyser zadaje pytanie o moralny prymat rozwiązań pozornie humanistycznych nad tymi pozornie barbarzyńskimi – stawia na wadze ćwierć człowieka, ale nie kusi go perspektywa wyceny mięsa. Dystansuje się od wyroku, chociażby poprzez wprowadzenie brechtowskiego chórku, komentującego wydarzenia między aktami.

Film Michaela Kocha to niezwykle estetyczny obraz kropli drążącej skałę, który Gene Hackman porównałby zapewne do „oglądania jak schnie farba” – gdy w końcu pęka, kamienny monolit rozpada się na kawałki, uruchamia lawinę i niszczy komunikacyjne szlaki. Być może różnica między człowiekiem a zwierzęciem leży właśnie w sposobach radzenia sobie ze zniszczeniami. Być może jest ona tak niewielka, że Szwajcar sugeruje, by podnosząc głowę do góry, nie szukać sprzymierzeńca wyłącznie w tańczącym na chmurce bóstwie, ale także w alpejskich krowach, topniejącym śniegu i kopczyku bezczynnych kamieni.

Tomasz Poborca
Tomasz Poborca
DRII WINTER plakat

Drii Winter

Rok: 2022
 

Kraj produkcji: Niemcy, Szwajcaria

Reżyseria: Michael Koch

Występują: Michèle Brand, Simon Wisler, Jeroen Engelsman i inni

Ocena: 3,5/5