Domek z kart – recenzja filmu „Dom pełen dynamitu” – Wenecja 2025

Kurz po Wenecji już dawno opadł. Wszyscy zapomnieli o Jarmuschu, a cała uwaga filmowej bańki skupiła się na niesamowitych recenzjach Jednej bitwy po drugiej i Hamneta. Żaden tytuł nie wzbudził w tym roku na Lido wielkiej burzy, ale co niektórzy mogą pamiętać, że niespodziewanym, przejściowym faworytem konkursu okazał się Dom pełen dynamitu – i to nie tylko w kontekście Złotego Lwa.

Jednym z powodów, dla których nowy film Kathryn Bigelow zyskał miano ważnego, jest ceniony w Akademii „aktualny temat”. Punkt wyjścia stanowi nagły kryzys nuklearny, śledzony równolegle w gabinetach polityków i wszelkich centrach dowodzenia. Reżyserka umiejscowiła swoją opowieść w samym sercu globalnych napięć, które nie są przecież fikcją. Od trzech lat obserwujemy inwazję Rosji na Ukrainę, od dwóch – ofensywę Izraela na Palestynę. Głęboko zakorzenione spory coraz częściej znajdują ujście: raz w kilkuletnich wojnach, innym razem w krótkich potyczkach, jak między Indiami a Pakistanem. Stan wojenny w Korei trwał ledwie parę godzin, a i tak świat wstrzymał oddech. W Polsce konfliktu zbrojnego nie ma, a jednak rosyjska broń coraz częściej narusza naszą przestrzeń powietrzną. Nie sposób pozbyć się wrażenia, że siedzimy wszyscy na beczce prochu.

A decyzje zmieniające bieg historii mogą zapaść jeszcze szybciej. Nagły, niespodziewany dwudziestominutowy zegar odliczający czas do uderzenia nadlatującej głowicy atomowej ustawia oś narracji. Film obrazuje różnorodne reakcje i rozpaczliwe próby zażegnania tego problemu, a te same dwadzieścia minut oglądamy wielokrotnie – za każdym razem z innej perspektywy. Mamy tu do czynienia z dosyć rzadkim zabiegiem, gdzie czas ekranowy okazuje się krótszy od metrażu – i to kilkukrotnie. Rashomońskie powtórzenia uzupełniają luki i odsłaniają szczegóły, które wcześniej zostały zniekształcone przez cyfrowe komunikatory albo przytłumione sprawami prywatnymi – stopniowo uzmysławiając, jak niewiele wszyscy zaangażowani w zasadzie wiedzą. Bigelow prowadzi nas przez kolejne ogniwa łańcucha dowodzenia – od szeregowych urzędników po samego prezydenta – pokazując, jak w obliczu bezprecedensowego zagrożenia rozwarstwia się system, na którym opiera się bezpieczeństwo świata. Dokumentalna wręcz rejestracja klaustrofobicznych wnętrz buduje stresogenną atmosferę, a dzięki mistrzowskiemu montażowi mamy do czynienia z thrillerem z prawdziwego zdarzenia, gdzie procedura jest nie tylko szkieletem, ale i na dobrą sprawę sednem.

Wszyscy bohaterowie, a jest ich zbyt wielu, by wymienić, posługują się wysoce sformalizowanym językiem, mającym usprawnić komunikację w sprawach niecierpiących zwłoki. Bigelow podchodzi do tego dwojako. Część skrótów i akronimów (PEOC, WHSR, SSNB) objaśnia wprost – trochę jak w Big Short, gdzie twórcy zakładali, że widz i tak się pogubi. Z drugiej strony wiele haseł rzucanych na wiatr pozostaje niejasnych, przywodząc na myśl napisane bełkotliwym żargonem kryminały Michaela Manna. Wszyscy płynnie się nim posługują, ale nie przybliża ich to w ogóle do zrozumienia rozwijającej się sytuacji. Z tej mieszaniny wyłania się obraz biurokracji, która, zgodnie z założeniem, utrudnia podjęcie złej decyzji, ale przy okazji niemal uniemożliwia podjęcie prawidłowej.

Być może najciekawiej utkana została postać samego prezydenta. Początkowo ukryty za czarnym prostokątem, pomrukujący coś groteskowym głosem, opryskliwy i niekompetentny – wydaje się przesadzoną karykaturą. Dopiero kolejne odwrócenie perspektywy ujawnia nam kogoś, kto właśnie wychodząc naprzeciw ustalonym formalnościom, jawi się najbardziej ludzkim. Bo czy może być bardziej rozsądna reakcja na zaprezentowanie książki pełnej starannie wyselekcjonowanych celów atomowych niż konsternacja i zdumienie? Jednym z większych absurdów współczesnej egzystencji jest fakt, że dorobek całej cywilizacji zakończyć można przy pomocy paru stworzonych w Canvie infografik przypominających restauracyjne menu. Anihilacja dobrze wysmażona czy średnio krwista?

Nie dziwię się wysokim notom na Metacriticu – Amerykanów seans Domu pełnego dynamitu musi uderzać podwójnie. W końcu na czele ich rządu nie stoi Idris Elba, a Donald Trump. Strach pomyśleć: jeśli nie ma problemu bezprawnie zesłać Gwardię Narodową na własnych obywateli, jak miało to miejsce niedawno w Kalifornii, to jak szeroka i destrukcyjna byłaby jego „prewencyjna obrona” w sytuacji globalnego kryzysu? Kolejnym istotnym pytaniem jest, czy obecny sekretarz obrony – a od niedawna również wojny, bo czemu nie – Pete Hegseth byłby w stanie zachować wrażliwe dane operacyjne dla siebie, czy znowu przypadkiem wysłałby je losowym dziennikarzom? Patrząc na działania tych niedołężników, albo na to jak Kash Patel, niczym żywcem wyjęty ze stereotypu, zamienia FBI w call-center (bo gdyby nie telefon od ojca, to zabójca Charliego Kirka pewnie dalej byłby na wolności), trudno nie odnieść wrażenia, że maska potężnych Stanów Zjednoczonych się ześlizguje. Trump naturalnie wciąż często dostaje to, czego chce, ale nie różni się to znacznie od zatykania buzi wrzeszczącego dziecka smoczkiem. Praktycznie wszyscy zaspokajają potrzeby pomarańczoskórego, bo mają w tym niemały interes. Facebook zakończył fact-checking i moderację, Disney zrezygnował z inicjatyw na rzecz inkluzywnego zatrudniania, cała Dolina Krzemowa posypała grube dotacje – w zamian licząc na deregulacje i kolejne ulgi podatkowe, albo przynajmniej na wizerunkowo korzystne ugody. Poglądy i idee są wśród najzamożniejszych chodliwym towarem.

Dom pełen dynamitu nie jest oczywiście opowieścią o Donaldzie Trumpie, podobnie jak pokazywany równolegle w Wenecji The Wizard of Kremlin nie jest do końca o Władimirze Putinie. Oba tytuły służą natomiast za dosadne przypomnienie, że nieprawdopodobnie skomplikowany system polityczny, który skonstruowaliśmy, nie chroni naszego świata przed jego liderami. Słyszałem zarzuty wobec filmu Bigelow, jakoby nie miał zakończenia. Ale wszyscy wiemy, jak ta historia się kończy – raz i na zawsze, oraz szybciej, niż to sobie uświadomimy.

Dom pełen dynamitu

Tytuł oryginalny: A House of Dynamite

Rok: 2025

Kraj produkcji: USA 🇺🇸

Reżyseria: Kathryn Bigelow

Występują: Idris Elba, Rebecca Ferguson, Gabriel Basso i inni

Dystrybucja: Netflix

Ocena: 4/5

4/5