Dziewiąta edycja Octopusa oddaje Atramentową Mackę w ręce Cynthii Rothrock. Czeka nas retrospektywa pięciu filmów, spotkania z publicznością i seans z lektorem na żywo. Kariera tej aktorki szła pod prąd, ponieważ Amerykanka musiała najpierw zawojować Hongkong, żeby Hollywood w ogóle ją zauważyło. Dlatego jej filmografia przedstawia historię światowego kina akcji dobitniej niż jakikolwiek podręcznik.
Akcyjniaki czasu mojego dzieciństwa obsadzały w rolach głównych wyłącznie mężczyzn i traktowały ten stan rzeczy jako naturalny. Stallone, Schwarzenegger, Norris, Van Damme, Seagal – galeria gwiazdorów, w których filmach kobieta pojawiała się najczęściej jako zakładniczka, nagroda albo trup. Oczywiście równolegle mieliśmy też takie ikony jak Ellen Ripley i Sarah Connor, ale one wygrywały uporem, miotaczem ognia i wózkiem widłowym. Żadna z nich nie rozkładała na łopatki przeciwnika techniką i ciałem rzeźbionym przez lata na matach.
Kobietę, która potrafi zabić gołymi rękami, poznałem dopiero w grze. W 1991 roku w Street Fighter II pojawiła się Chun-Li, jedyna wojowniczka w stawce, z ikonicznym kopnięciem powtarzanym tak szybko, że ekran nie nadążał za klatkami. Rok później Mortal Kombat dorzucił Sonyę Blade, miażdżącą krtanie udami. U mnie to piksel wyprzedził taśmę.
Kolejność była jednak odwrotna. Sprite’y odrysowano z ciał, które od lat łamały kości na planach. Hongkoński nurt „girls with guns” ruszył z kopyta w 1985 roku, kiedy Corey Yuen postawił w Yes, Madam! na Michelle Yeoh i Cynthię Rothrock, każąc im dźwigać cały ciężar widowiska. Sonya Blade wyrosła między innymi z legendy tej drugiej. Gra wcisnęła mi jako nowinkę technologiczną zjawisko, które istniało wcześniej w realnym wysiłku, mięśniach i zerwanych więzadłach, wchodząc bocznymi drzwiami popkultury. Octopus zapala nad tym źródłem światło i sadza je w zasłużonym pierwszym rzędzie, a kamień węgielny, wspomniane Yes, Madam!, prezentuje z samą Rothrock na sali. Uprzedzam lojalnie, że przez większość seansu ogląda się go jak komedię o trzech złodziejaszkach (jednego z nich gra sam Tsui Hark) nazwanych jak asortyment apteki, bo prawdziwe mordobicie wraca dopiero w finale.
Biografia Cynthii Rothrock to gotowy, choć zbyt absurdalny dla producentów skrypt. Amerykanka z czarnymi pasami w kilku stylach, pięciokrotna mistrzyni świata, pierwsza kobieta na okładkach magazynów sztuk walki, wpada w oko łowcom talentów Golden Harvest. Wyjeżdża do Hongkongu, nie mówiąc ani słowa po kantońsku, i zostaje tam gwiazdą. Dostaje główne role w czasach, gdy tamtejszy przemysł białym kobietom powierzał najwyżej egzotyczne tło. Prąd popłynął pod górę. Azja musiała sprawdzić amerykańską zawodniczkę w boju, żeby Hollywood posadziło ją na tronie ery VHS.
Pół osiedla wbijało wtedy do mnie na chatę tłuc w Mortal Kombat na Amidze 500. Najpierw wyrywaliśmy sobie cyfrowe kręgosłupy, a pół godziny później piliśmy oranżadę pod osiedlowym spożywczakiem, wracając z kolejnym kasetowym hitem z wypożyczalni na klatce schodowej. Pani zza lady, choć znała nasze gusta na wylot, przez całe lata ani razu nie wyjęła spod niej taśmy z Cynthią Rothrock. Kino odrabiało tę zaległość jeszcze parę lat. Xena wjechała do telewizji w 1995 roku, Buffy w 1997. Trinity złamała prawa fizyki w 1999, a rok później Michelle Yeoh biegała po dachach w Przyczajonym tygrysie, ukrytym smoku, zgarniając nominacje zamiast pobłażania. Kobiety-wojowniczki weszły na salony, przybywając dokładnie stamtąd, gdzie Rothrock harowała od dekady. Trinity uczyła się latać u hongkońskich choreografów, a Yeoh pierwszy raz stanęła do walki przed kamerą w tym samym filmie, co bohaterka gdańskiej retrospektywy. Hollywood sprzedało nam jako objawienie to, co Hongkong rozpracował w połowie lat osiemdziesiątych. Moje pokolenie połknęło ten proces na raty: najpierw piksel, potem oficjalna rewolucja, a źródło na samym końcu, o ile w ogóle.
Kino kopane karmiło nas przez całą dekadę w formacie z góry skazującym je na drugą ligę: wyprany obraz, dźwięk z odzysku, zero sali pełnej ludzi, tylko kanapa i koledzy z bloku. Octopus wyświetla te filmy tak, jak je nakręcono – z myślą o kinowej widowni. Festiwal dokłada wykład o recepcji sztuk walki w PRL-u, odcinając drogę ucieczki widzom udającym, że zjawili się tu przypadkiem.
Nikt nie siada do tych seansów po egzystencjalne rozterki. Fabuła pełni tu funkcję operowego libretta, dowozi bohaterów na miejsce starcia i grzecznie schodzi z drogi. Bywa, że po drodze rozrasta się w samodzielny numer komediowy, bo hongkoński model produkcji traktował slapstick jak obowiązkową przystawkę, tym cierpliwiej czeka się na danie główne. Choreografię liczy się na pojedyncze klatki, plan pozostaje czytelny nawet przy dwunastu ciosach na sekundę. Zero cyfrowej siatki i montażowego oszustwa. Kino zaczynało od pociągu wpadającego na stację, fabułę wymyślając później, w ramach alibi. Rothrock uprawia tę pierwotną formę widowiska od czterdziestu lat, a najczystszą jej próbkę dowozi Poza prawem – rok po komediowym Yes, Madam! – ten sam Corey Yuen nakręcił rzecz chłodniejszą, usłaną trupami i zakończoną w hangarze sceną, po której trudno uwierzyć, że wszyscy zeszli z planu o własnych siłach.
Przepaść między Hongkongiem a amerykańską odpowiedzią nie biegnie jednak w jedną stronę, a zbycie USA jako kserokopiarki byłoby najwygodniejszym z możliwych skrótów. Hongkong dał Rothrock szkołę, choreografię pisaną jak partyturę i ekipę kaskaderów zaliczających upadek z trzeciego piętra za dniówkę. Odebrał jej natomiast głos, bo w kantońskich wersjach dubbingowano ją od pierwszego dnia. Ameryka nie umiała sfilmować walki bez kilku cięć na sekundę (Oddział specjalny, otwierający cały przegląd, dowozi montażową sieczkę zamiast długich ujęć i Davida Carradine’a w roli króla półświatka), za to zrobiła rzecz, na którą Hongkong nie wpadł: zbudowała cały film wokół niej i ochrzciła go imieniem jej bohaterki. China O’Brien jest jej filmem – nie filmem, w którym akurat występuje. Rynek kaset, tak łatwy dziś do wyśmiania, wyprodukował pierwszą kobietę-gwiazdę kina sztuk walki na Zachodzie i dowiózł ją aż do wypożyczalni na mojej klatce schodowej, nawet jeśli pani zza lady nigdy tej taśmy stamtąd nie wyjęła.
Zostaje jeszcze rzecz, której z kanapy nie da się odzyskać. Niepokonanych Godfreya Ho internet wchłonął bezwarunkowo, choć nie tak, jak chcieli producenci, i właśnie dlatego festiwal wrzuca je w formułę VHS Hell, z dialogami czytanymi na żywo i samą Rothrock na widowni. Zbiorowy śmiech bywa formą czułości, której analityczna recenzja z fotela nigdy nie wykrzesze. Odbieram to sobie sam, trzydzieści lat później, w B90, z trzech ekranów wielkości ściany
Retrospektywa Cynthii Rothrock – Octopus Film Festival 2026
- 11 sierpnia, 20:45, Drizzly Grizzly – Oddział specjalny
- 13 sierpnia, 18:00, Drizzly Grizzly – Poza prawem
- 14 sierpnia, 19:00, Klub B90 – Niepokonani (VHS Hell Live)
- 15 sierpnia, 14:00, Drizzly Grizzly – Yes, Madam! + spotkanie z Cynthią Rothrock
- 15 sierpnia, 19:15, Klub B90 – China O’Brien + gala wręczenia nagród