W 2019 roku nagrodę dla najlepszego światowego dokumentu na Sundance i Grand Prix na Millennium Docs Against Gravity zdobył ten sam film, macedońska Kraina miodu, czyli kameralna opowieść o Hatidze Muratovej, splatająca się z kresem tradycyjnego zawodu pszczelarza i zgody człowieka z naturą. Teraz historia się powtarza, oba festiwale wygrywa dokument z Bałkan. Córki góry Serbki Biljany Tutorov i Czarnogórca Petara Glomazicia także są uważnym portretem dojrzałej kobiety zbratanej z przyrodą w obliczu rozpadu świata, jaki dotąd znała.
Gara mieszka na czarnogórskim płaskowyżu Sinjajevina, gdzie wychowuje trzynastoletnią Nadę, osieroconą córkę tragicznie zmarłej siostry. W sumie odchowała już sześcioro dzieci, ale właśnie ta relacja staje się emocjonalnym centrum filmu. Nada słucha latino szlagierów jak Despacito, marzy o życiu gdzie indziej i z typową dla nastolatki niecierpliwością patrzy poza horyzont gór. Tymczasem jej przybrana matka trwa w swoim rytmie: w pogodę i ulewę trzeba zająć się gospodarstwem, oporządzić koniki, kurki, kózki, owieczki i krówki, przegonić od nich pieski i wyjątkowo fotogeniczne kotki, które uparcie pchają się przed kamerę. Trzoda daje mleko, z którego bohaterka wyrabia sery, a wieczorem pozostaje jeszcze kieliszek rakiji wypijany z sąsiadką, jedyną powierniczką codziennych trosk. Oto jej wysokogórskie królestwo: małe, biedne, ale własne. Reżyserzy z czułością obserwują tę codzienność, nie zamieniając jej jednak w folklorystyczną pocztówkę ani w reportaż o pasterzach z odludzia.
Nad tym lekko sielankowym obrazkiem (kadry z pasącymi się krowami w tle Gór Dynarskich!) gromadzi się jednak burza. Czarnogórski rząd planuje urządzić na Sinjajevinie poligon wojskowy; o tym zagrożeniu przypominają zbyt często przelatujące helikoptery i odgłosy strzałów, brutalnie zakłócające ciszę pastwisk. Dotychczasowa kameralność zamienia się w większy temat, nawet lokalna telewizja wieszczy koniec pewnego świata. A Córki góry wchodzą na moment w rejestry dwóch poprzednich zwycięzców MDAG: palestyńskiego Nie chcemy innej ziemi i kanadyjskiego Yintah. Gara staje się symbolem oporu przeciw systemowi, obrończynią tradycyjnego stylu życia i godności obywatela. Tutorova i Glomazicia nie ulegają jednak pokusie, aby zrobić z tej historii publicystycznego samograja, wracają czym prędzej do zagraconego, acz przytulnego domostwa protagonistki, poświęcając uwagę innym jej dramatom i wątpliwościom. Miecz Damoklesa nadal wisi nad tym siedliskiem, mimo protestów polityczna machina działa dalej, ale Gara i tak jak zwykle rano wygoni swoje krowy na pastwisko – potem poczeka, co przyniesie los.
Tymczasem większym zmartwieniem dla góralek jest zwolnienie z więzienia po czternastu latach ojca Nady. Mężczyzna, który zamordował jej matkę, może teraz wrócić, zechcieć wyrządzić krzywdę lub odebrać opiekę nad córką. Gara zataja przed córką swoje lęki, sama musi znowu radzić sobie z czymś co przekracza siły samotnego rodzica. Dokument nie skręca na szczęście ku thrillerowej intensywności, nie szuka taniej sensacji, a napięcie wynika z emocji odczytywanych z twarzy bohaterki i nielicznych dialogów z sąsiadką. Dom z kart budowany przez lata może rozsypać się od jednego podmuchu, a nadciąga prawdziwy huragan. Córki góry można definiować jako film o obronie: ziemi, domu, pamięci i prawa do samodzielnego definiowania własnej rodziny.
Córki góry
Tytuł oryginalny: Planina
Rok: 2026
Kraj produkcji: Czarnogóra, Chorwacja, Francja, Serbia, Słowenia
Reżyseria: Biljana Tutorov, Petar Glomazić
Ocena: 3,5/5