Cieszmy się z małych rzeczy – recenzja filmu „Co w duszy gra”

Cieszmy się z małych rzeczy – recenzja filmu „Co w duszy gra”

Pete Docter, twórca takich animacji jak Odlot czy W głowie się nie mieści pozwala nam zagłębić się po raz kolejny w rozważania nad sprawami ostatecznymi i czyni to z ujmującą wrażliwością. Co w duszy gra to nowa produkcja Pixara, na seans kinowy której zostało nam niewiele czasu (przynajmniej w Warszawie). Warto go wykorzystać i dowiedzieć się, czym dla twórców jest pasja oraz czy można znaleźć sens życia.

Joe (Jamie Foxx, a w polskiej wersji językowej – Tomasz Kot) zamiłowanie do muzyki odziedziczył po swoim ojcu. Nie jest w stanie nawet rozmawiać o czymś innym niż jazz, a jego największym marzeniem jest by zdobyć popularność jako pianista. Niestety, nigdy nie udało mu się osiągnąć choćby drobnego sukcesu i zajmuje się jedynie tym, co przynajmniej artystom kojarzy się z ostatecznym upadkiem – został nauczycielem muzyki. Otrzymuje jednak jedyną w swoim rodzaju szansę: dzięki swojemu byłemu uczniowi będzie mógł zagrać u boku gwiazdy, Dorothei Williams. Oszołomiony radością Joe nie zachowuje ostrożności i umiera wpadając do kanału. Dusza muzyka nie akceptuje jednak takiego stanu rzeczy i po znalezieniu się w zaświatach robi wszystko, aby powrócić na ziemię i rozpocząć nowe życie, które, w jej mniemaniu, zacznie się właśnie od koncertu. W wyniku pomyłki trafia do przedświatów, miejsca, w którym dusze znajdują się przed przyjściem na świat. Zostaje mentorem duszy 22 (Tina Fey, dubbing polski – Joanna Koroniewska), która nie ma najmniejszej ochoty zaznać ziemskiego życia.

Zarówno Joe jak i 22 to postaci, których głównym rysem osobowości są lęki i brak wiary w siebie. Joe wierzy, że jest porażką dla matki i rozpacza nad swoim zmarnowanym życiem, jednak karmi się nadzieją na to, że dzięki muzyce osiągnie spektakularny sukces. To uważa za sens życia. 22 z kolei wątpi w to, czy jest wystarczająco dobra, by żyć, i nie wie, co może być dla niej powodem do życia. Twórcy zestawiają te dwie perspektywy – dorosłego i nastolatka, oraz dwa różne podejścia do poszukiwania sensu istnienia, w taki sposób, że może się z nimi utożsamić zarówno młodszy jak i starszy widz. Nie zadowalają się także standardową odpowiedzią, a zamiast tego decydują się zmierzyć z trudną prawdą. Okazuje się bowiem, że pasja i sukces nie czynią niczyjego życia bardziej wartościowym. Ważne jest, by znaleźć coś, co będzie nas cieszyło i może to być nawet „chodzenie i gapienie się”. Cieszenie się życiem jest możliwe nawet wtedy, gdy w niczym nie jesteśmy szczególnie dobrzy i nic szczególnie nas nie interesuje. Jeżeli sami mamy ochotę usłyszeć takie słowa albo chcemy, żeby zaznajomiło się z nimi nasze dziecko, seans okaże się udany.

Niektóre koncepty przedstawione w animacji są dość standardowe, często spotykane, jak na przykład zamiana ciał – 22 znajduje się w ciele Joe, a Joe w ciele kota (podobny zabieg został wykorzystany też w Out, obecnym na skróconej liście kandydatów do Oscara w kategorii najlepszy krótkometrażowy film animowany) – ale jest też dodany do tego własny koncept – dusze nie umieją się poruszać w swoich nowych ciałach i muszą się nauczyć od nowa chodzić. W tym wypadku zachowana została logika, ale nie zawsze tak jest. Niektóre wątki rozmywają się i nie łączą ze sobą, czasami całość jest niekonsekwentna, ale w tym wypadku można to wybaczyć, gdyż film sprytnie to maskuje swoim urokiem i nie przeszkadza to zbytnio w seansie. Zwłaszcza, że istotne sprawy są pokazane prawidłowo – czarnoskóra społeczność w Nowym Jorku jest ukazana w wiarygodny sposób, ze swoimi charakterystycznymi cechami, być może dlatego, że za scenariusz odpowiada czarnoskóry dramaturg Kemp Powers, którego sztuka One Night in Miami… (NASZA RECENZJA) została w tym roku zaadaptowana przez Reginę King dla Amazonu. Muzyka, za którą odpowiadają Jonathan Batiste, Tenet Reznor i Atticus Ross, jest ważną częścią fabuły, ale nie jest jej za dużo, by nie znudzić młodego widza, dla którego jazz może być niezbyt ciekawy i odległy kulturowo.

Na szczególne uznanie zasługuje pomysłowa kreska, a zwłaszcza ukazanie istot ponadnaturalnych w formie podobnej do postaci z obrazów Picassa. Obraz i montaż są dynamiczne, warto także docenić dobór barw, typów i sposobów animacji, który różni się w zależności od miejsca akcji. Również polscy tłumacze spisali się zarówno jeśli chodzi o tytuł – oryginalny to Soul, czyli dusza w języku angielskim oraz nazwa gatunku muzycznego –  po polsku zostało zachowane zarówno powiązanie z muzyką jak i z duszą, jak i w kwestii tłumaczenia dialogów: możemy tu liczyć na kilka polskich nawiązań, które rozbawiły widownię w kinie.  Ta animacja raczej nie zastąpi w naszych sercach Coco czy Toy Story, ponieważ za mało jest w niej charakterystycznych elementów, łatwych do zapamiętania i skojarzenia, ale z pewnością poprawia humor i zapewnia rozrywkę, a to przecież najważniejsze w przypadku takich produkcji.

Renata Wereska
Renata Wereska
Co w duszy gra plakat

Co w duszy gra

Tytuł oryginalny: Soul

Rok: 2020

Gatunek: animacja, muzyczny

Kraj produkcji: USA

Reżyseria: Pate Tocker

Występują: Tomasz Kot, Joanna Koroniewska i inni

Dystrybucja: Disney

Ocena: 4/5