Hollywood do perfekcji opanowało sztukę infantylizowania przemocy przy jednoczesnym fetyszyzowaniu niewinności. Śmierć w kinie głównego nurtu stała się jedynie ciągiem zer i jedynek. I wtedy wchodzi on – Tatsuki Fujimoto, umazany smarem i krwią, by przypomnieć nam, że popkultura może być czymś więcej niż tylko maszynką do sprzedawania figurek Funko Pop! Film Chainsaw Man – The Movie: Reze Arc, ekranizujący kolejne rozdziały mangi i stanowiący bezpośrednią kontynuację serialowego hitu o chłopaku z warkoczącym silnikiem zamiast serca, to nie jest kolejny odcinek bajki o demonach, a traktat o pierwszej miłości, która smakuje jak proch strzelniczy
Dla niewtajemniczonych w ten popkulturowy chaos, szybki kontekst. Denji, nasz protagonista, to hybryda człowieka i demona, pracująca dla Biura Bezpieczeństwa Publicznego. W praktyce jest jednak psem niejakiej Makimy – chłodnej szefowej, która karmi go, ubiera, tresuje i uwodzi. To ona reprezentuje tu System, bezpieczeństwo i sytą niewolę. Reze Arc zaczyna się w momencie, gdy ten ułożony podwładny pozornie zrywa się ze smyczy. Zaczyna się jak w podręcznikowym rom-comie: przypadkowe spotkanie w strugach deszczu, niewinny flirt, wspólne chronienie się przed ulewą. Denji jest przekonany, że to uśmiech losu. Nie widzi, że urocza dziewczyna z kawiarni weszła w jego życie niekoniecznie z woli nieba.
Fujimoto, duchowy ojciec projektu, to największy kinofil wśród mangaków – Quentin Tarantino japońskiego komiksu, który dokonuje tu brawurowego remiksu kina wysokiego z gatunkowym brudem. Już czołówka filmu puszcza do nas oko, spośród wielu nawiązań cytując słynną sekwencję tańca z Amatorskiego gangu Jean-Luca Godarda. To ostra deklaracja: będziemy mieszać shonenową jatkę z nowofalową nonszalancją, a wy będziecie prosić o więcej.
Jednak prawdziwe serce filmu bije w ciemnej sali kinowej, w scenie, która definiuje wrażliwość bohatera. Denji wzrusza się z Makimą na Balladzie o żołnierzu Grigorija Czuchraja. To nie jest jedynie przypadkowy easter-egg. Prostaczek napędzany testosteronem intuicyjnie rozumie tragedię radzieckiego wojaka, który zamiast medalu chce po prostu wrócić do domu. On też jest przecież mięsem armatnim w wojnie demonów, marzącym o odrobinie ciepła. Reze, tytułowa dziewczyna-bomba, staje się w tym układzie rewersem tej samej monety – bronią, która desperacko próbuje udawać człowieka. W istocie ona również jest psem na smyczy, tyle że trzymanej przez mocodawców z ZSRR. Jej tragedia rymuje się z losem bohatera Czuchraja jeszcze mocniej, niż początkowo się wydaje. Oboje są ofiarami systemów, które odebrały im prawo do bycia nastolatkami.
Film wchodzi także w dialog z kinem Shinjiego Sōmaia, a konkretnie z jego kultowym Typhoon Club. Ta lepka atmosfera nadciągającej katastrofy, scena nocnego włamania do szkoły i pływania w basenie to niemal bezpośredni cytat, ale Fujimoto idzie krok dalej. U Sōmaia tajfun miał metaforycznie obnażać popędy nastolatków, natomiast w Chainsaw Manie środek ten występuje pod postacią Demona Tajfunu, z którym trzeba walczyć. To genialny zabieg: arthouse’owy symbol zamieniony w krwawy spektakl kaiju.
Pod płaszczykiem gore mamy tu dylemat Ezopa o Myszy Miejskiej i Myszy Wiejskiej. Prostą metaforę drapieżnego kapitalizmu i ceny wolności. Czy wolisz bezpieczną niewolę (tosty z dżemem i bycie na usługach Makimy), czy śmiertelnie niebezpieczną wolność na prowincji? Denji, chłopak tak wygłodniały bliskości, że pomyliłby odgłos ładowania broni z biciem serca, staje przed wyborem niemożliwym.
To pęknięcie bohatera znajduje idealne odzwierciedlenie w warstwie formalnej. Kiedy Reze w końcu zdejmuje maskę, ekran zalewa poetycka rzeź, która zawstydziłaby twórców Johna Wicka. Studio MAPPA udowadnia, że animacja to medium bez sufitu. Kreska łączy tu brudny realizm miejskich zaułków z halucynogenną groteską walk, ale prawdziwym spoiwem pozostaje dźwięk. Kensuke Ushio komponuje ścieżkę na styku industrialnego hałasu i intymnej liryki. W początkowych scenach wycisza świat do szeptu i delikatnych dźwięków pianina, usypiając czujność widza, by za chwilę uderzyć kakofonią zgrzytów. Warkot pił mechanicznych urasta tutaj do roli instrumentu dętego, a eksplozje – zwizualizowane niczym fajerwerki – brzmią jak symfonia destrukcji.
Finałowa sekwencja stanowi emocjonalny nokaut – moment, w którym „chińska bajka” przechodzi w kino wielkiego formatu zawieszone gdzieś między nadzieją a fatum. Twórcy grają z oczekiwaniem, wywracając do góry nogami prosty melodramatyczny schemat. Gdy opada kurz, na zaplutym bruku zaułka zostaje tylko plama krwi układająca się w kształt japońskiej flagi – symbol zawiedzionej nadziei. Wyszedłem z kina z myślą, że w świecie potworów miłość nie jest nagrodą, lecz najbardziej karkołomnym sportem ekstremalnym. Czy warto podjąć to ryzyko? Odpowiedź znajdziecie w huku detonacji.
Chainsaw Man – The Movie: Reze Arc
Tytuł oryginalny: Gekijōban Chainsaw Man: Reze-hen
Rok: 2025
Kraj produkcji: Japonia
Reżyseria: Tatsuya Yoshihara
Dystrybucja: UIP
Ocena: 4/5